Często słyszę i sam powtarzam, by oceniać partie po programach, a nie chwytach marketingowych, wyglądzie polityków czy ich krasomówczych zaletach. Czytam program
SLD "Jutro bez obaw. Program dla Polski". Wydany jest w formie atrakcyjnej książeczki kształtem nawiązującej do mapy Polski, przejrzysty, a nawet napisany dobrą polszczyzną. Części gospodarczo-społecznej nie podejmuję się oceniać, bo to nie moja dziedzina. Znacznie lepiej zrobiły to w "Gazecie" Agata Nowakowska i Dominika Wielowieyska.
Skupiam się na tym, co mnie ciekawi. "Bezpieczna Polska", "
Polska w świecie", "Polska w Unii Europejskiej" - to dobrze opracowane rozdziały. "Historia i tradycja są dla nas ważne, ale nie jesteśmy ich niewolnikami", "Zadaniem i sensem istnienia lewicy jest stać na straży wolności, równości i braterstwa. Nikt nas w tym nie wyręczy".
Lewica zapewnia, że minęły czasy, gdy z powodu świeżej pamięci o komunizmie było jej mniej wolno w polityce niż innym. Dużo jest o społeczeństwie obywatelskim, jeszcze większym dowartościowaniu samorządów, nowych technologiach, infrastrukturze, klęskach żywiołowych i szacunku dla służb mundurowych - tradycyjnego zaplecza polskiej lewicy. Podobają mi się słowa: "SLD chce demokracji opartej na dialogu i poszukiwaniu porozumienia: dyktaturę większości powinien zastąpić respekt dla mniejszości".
Rozdział dotyczący obronmy sprawia wrażenie kompetentnego i przemyślanego. Diagnoza kryzysu w armii i słabego wizerunku wojska w społeczeństwie jest zresztą zbieżna z programem PO i wszystkich partii startujących w wyborach. SLD broni zbrojeniówki i proponuje wzrost pozycji wojska poprzez zwiększenie zarobków żołnierzy, zwłaszcza o specjalnościach cenionych w życiu cywilnym (lekarze, piloci, inżynierowie).
Lewica zapewnia, że "będzie szukać narodowego konsensusu, uznając ponadpartyjną zgodę w obszarze polityki zagranicznej za istotny warunek wysokiego autorytetu i pozycji Polski na arenie międzynarodowej". To ważne słowa w sytuacji, gdy konflikt między dwiema głównymi partiami dotyczy niemal każdej dziedziny i zwłaszcza
PiS nie ma ochoty na jakikolwiek kompromis.
SLD chce budować naszą pozycję w świecie na trzech filarach: polityce europejskiej, relacjach z sąsiadami oraz pozostałymi państwami Europy Środkowej i Wschodniej i wreszcie stosunkach euroatlantyckich. Z deklaracji wynika chęć pogłębiania integracji w ramach UE. Padają krytyczne słowa wobec rządu za brak harmonogramu przystąpienia do euro.
Są też mądre propozycje dalszego pojednania z Rosją: "Oczekujemy rozwiązań zgodnych z prawdą historyczną, które umożliwią zamknięcie tragicznego rozdziału epoki stalinowskiej w relacjach między naszymi państwami. Szczególnie dotyczy to zbrodni katyńskiej".
Program SLD w wielu dziedzinach jest naprawdę fascynującą lekturą. Przez chwilę nawet uwierzyłem w "Jutro bez obaw". Ale potem pomyślałem: a kto to wcieli w życie?
Grzegorz Napieralski? Stara gwardia SLD, która co i rusz dystansuje się od niego? Włodzimierz Cimoszewicz, który jest wybitnym politykiem, ale pozostaje raczej na obrzeżach SLD? Oprócz dobrego programu potrzebni są jeszcze ludzie gwarantujący jego realizację.