Część z nich koczuje w namiotach, działają grupy wolontariuszy: jedni gotują, inni dbają o porządek, jest zabezpieczenie medyczne, toalety oraz polowy radiowęzeł. 15 czerwca dwa największe związki zawodowe zorganizowały strajk generalny.
Około 20 tys. Greków starało się zablokować parlament, by nie dopuścić do rozmów na temat nowego programu oszczędnościowego. W okolicach placu Syntagma i w innych częściach Aten doszło do starć z policją. Manifestujący rzucali koktajlami Mołotowa i kamieniami. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym.
Pytałam ludzi, dlaczego protestują.
Teresa. Sprzedać Akropol?
Teresa Theologou ma 32 lata, samotnie wychowuje 6-letnią córkę Marię.
Mieszkanie W spadku po rodzicach odziedziczyła dwupokojowe mieszkanie w centrum Aten. - Całe szczęście, że nie muszę wynajmować, bo już chyba nie starczyłoby mi na jedzenie. I tak woda i elektryczność to aż 70-80 euro miesięcznie - wylicza Teresa.
Praca. Teresa studiowała projektowanie reklam. Pracowała jako wolny strzelec w reklamie, miesięcznie mogła zarobić około 700 euro. - Ale żadnej stabilizacji, pewności, że będę miała pensję. Gdy zaczął się kryzys, nie było nowych zleceń. Zatrudniłam się więc w supermarkecie, na dziale z serami. To mniej ryzykowne zajęcie. Na początku pracowałam po osiem godzin, ale z czasem obcięto mi je do czterech - mówi.
Teraz pracuje od godz. 16 do 20. Zarabia 400 euro i musi za to utrzymać siebie i córkę. Próbowała szukać nowej pracy, ale bez skutku. Już nie szuka. - Bo nie wierzę, że znajdę, a przynajmniej mam czas, by być z córką.
Market - W Grecji jest wielkie bezrobocie, więc ci, którzy mają pracę, rozpaczliwie się jej trzymają. Pracodawcy to skrzętnie wykorzystują. W moim markecie mamy coraz więcej obowiązków za te same pieniądze. A ostatnio widziałam, jak szef kazał sprzątaczce, starszej kobiecie, przenosić ciężkie skrzynie, strasząc, że ją zwolni. I ona dźwigała te ciężary - opowiada Teresa.
Córka - Staram się ją chronić przed problemami, dlatego nie zabieram jej np. na zakupy, by nie musieć mówić: odłóż, na to nas nie stać. Czasem jednak jej tłumaczę, jaka jest nasza sytuacja. Ona rozumie, jeśli powiem: dziś nie kupię ci nowej sukienki, ale dostaniesz ją na święta.
W Atenach jest wiele miejsc, dokąd można pójść razem z dzieckiem za darmo. Place zabaw są duże, z różnymi huśtawkami, jest gdzie spacerować, np. w Ogrodzie Narodowym.
Gdy Teresa jest w pracy, córką zajmują się jej przyjaciele. - Albo zabieram ją ze sobą i ona czeka na mnie w pokoju socjalnym. Rysuje albo bawi się z innymi dziećmi. Często jest ich tam sporo, bo wiele matek nie ma pieniędzy na opiekunkę, więc zabierają dzieciaki do pracy.
Gorzej będzie we wrześniu, gdy córka pójdzie do szkoły. Teresa jeszcze nie wie, za co kupi podręczniki. Ma nadzieję, że dorzuci się ojciec Marii.
Rodzina Teresa jest z nim w separacji od kilku lat. Ojciec Marii stara się pomagać w wychowaniu córki. - Co miesiąc dostaję od niego jakieś pieniądze, ale nigdy nie wiem, ile to będzie, bo on teraz jest na bezrobociu i pracuje dorywczo - mówi Teresa.
Marzenia Teresa nie lubi Aten, bo są zbyt hałaśliwe i brudne. Marzy o małym domku na którejś z greckich wysp. - Jeśli nic się nie zmieni, to moje marzenie nigdy się nie spełni. Taki domek to minimum 50 tys. euro. W życiu tyle nie uzbieram. Nie mam też szansy na kredyt, bo za mało zarabiam. Teraz zresztą bałabym się go zaciągać. Myślałam nawet, by sprzedać mieszkanie po rodzicach, ale przeprowadzając się na jakąś wyspę, muszę mieć zagwarantowaną pracę. A tam jest jeszcze gorzej niż w Atenach.
Wiara - Jestem wierząca. To dla mnie naturalne: wierzyć, modlić się. Tego uczyli mnie moi rodzice i tego uczę moją córkę. Razem chodzimy do kościoła. Modląc się, odpoczywam. Czuję, że nie jestem sama, że mam wsparcie. Wielu Greków wciąż się modli, starzy i młodzi. To mnie cieszy.
Niemcy - Ich tabloidy proponują nam, byśmy sprzedali wyspy i Akropol. To oburzające. Tym bardziej że nie zapłacili nam jeszcze za straty, które Grecja poniosła przez nich podczas II wojny światowej. A oskarżanie nas o lenistwo jest populizmem, bo Grecy kojarzą się z zabawą. Lubimy się bawić, ale też ciężko pracujemy, w korporacjach po dziesięć czy więcej godzin dziennie, a zarabiamy mniej niż Niemcy.
Kryzys - Dotyczy wszystkich Greków. Wiem, że ludzie na świecie myślą, że wydziwiamy, bo nie możemy kupić np. nowego samochodu czy dokończyć budowy kamienicy. Ale tu jest coraz gorzej. Coraz więcej ludzi traci pracę, płace są obcinane, zamykane są sklepy.
Egoizm Co było przyczyną kryzysu? - Nie, nie wprowadzenie euro, tylko nasz egoizm. Sami do tego doprowadziliśmy, bo tu każdy stawia swoje interesy nad dobro ogólne. Wierzę, że nasze protesty świadczą o tym, że Grecy chcą zmienić to nastawienie. Ale oczekujemy zmiany ze strony polityków, którzy podejmowali błędne decyzje. Oni mówią: jest źle, pomóżcie Grecji i ofiarujcie część swojej pensji. Sami jednak nie ponoszą żadnych ofiar. Nie słyszałam, by którykolwiek polityk zmniejszył swoją pensję albo zrezygnował ze służbowego samochodu.
Rozwiązanie Wierzę, że zjednoczeni, protestujący Grecy w końcu będą mogli o czymś decydować. O tym, jak uporać się z długiem, jakie płacić podatki. Chcemy też, by rząd żądał od Niemiec odszkodowań za nasze straty podczas wojny. Te pieniądze mogą pomóc wyplątać się z kryzysu. I jeśli ja miałabym decydować, to na pewno niczego bym nie sprzedała. Nasze wyspy i Akropol to nasz skarb, na nich zarabiamy, a część dochodów z turystyki może pójść na spłatę długu.
Źródło: Duży Format