http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Duży Format >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Duży Format

Dederko. Nie będziesz miał innych aplajnów przede mną

Roman Pawłowski
2009-10-30, ostatnia aktualizacja 2009-10-28 18:14

Henryk Dederko (1944) - polski reżyser filmowy i dokumentalista, studiował psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i reżyserię w łódzkiej Filmówce. Autor m.in. filmów
Henryk Dederko (1944) - polski reżyser filmowy i dokumentalista, studiował psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i reżyserię w łódzkiej Filmówce. Autor m.in. filmów "Witajcie w życiu!" (1997), "Byłem bóstwem Shinto" (1998) i "Bajland" (2000)
Fot. Radosław Józwiak

Do sądu chodziłem jak do pracy. Były głuche telefony. Dzielnicowy pytał sąsiadów, jak się prowadzę. Rozmowa z Henrykiem Dederką, reżyserem dokumentalistą

Jeden z budzików po odegraniu swej roli.
Fot. Radosław Józwiak
Jeden z budzików po odegraniu swej roli. "Wypowiedzi amwayowców zderzył pan z...
ZOBACZ TAKŻE
Kiedy zetknął się pan pierwszy raz z Amwayem?

- W połowie lat 90. dwie koleżanki z wytwórni próbowały mnie zasponsorować, czyli zwerbować. Jedna z nich była kierowniczką produkcji, druga prawniczką. W stanie wielkiego pobudzenia roztaczały przede mną wizję czekających mnie bogactw. Zwróciłem uwagę na kontrast pomiędzy stanem tych kobiet a wypowiadaną treścią. Było w tym coś klinicznego. Jedna miała pełne euforii spojrzenie św. Franciszka, druga - przeciwnie, uciekała wzrokiem, jakby coś ukrywała. Pewnie miała w sobie resztki uczciwości.

Dlaczego wybrały akurat pana?

- Nie wiem, może dlatego, że jeździłem starym samochodem, a może uznały, że trzeba się mną zaopiekować. Potem dowiedziałem się, że amwayowcy często werbują niepełnosprawnych, żeby pokazać ich na estradzie i powiedzieć: no, skoro taki człowiek odniósł sukces, to i wy możecie!

Co proponowały?

- Żebym został dystrybutorem oczywiście.

Jak pan zareagował?

- Mówiłem, że mam scenariusz do skończenia, że terminy gonią, że zawsze się spóźniam. A one: "Kochany, będziesz milionerem! Wytwórnia pada, kupisz sobie ją. Będziesz kręcił takie filmy, jakie zechcesz, nie będziesz od nikogo zależny. To takie proste!".

I co, nie uwierzył pan?

- To nawet nie była kwestia wiary. Byłem po prostu zaniepokojony stanem psychicznym tych dziewczyn. Pomogło mi moje wykształcenie psychologiczne.

Kto to jest aplajn?

- W strukturze Amwaya jest to ktoś, kto zakłada i prowadzi sieć dystrybutorów. Nauczyciel biznesu, ale nie tylko. To również przewodnik duchowy, który kształtuje osobowość podległych mu dałnlajnów.

Guru?

- Ktoś w tym rodzaju. Amwayowcy mówią, że bogactwo nie wynika jedynie z kwalifikacji menedżerskich, ale jest dowodem wyższego stopnia rozwoju duchowego. Tych stopni jest zresztą cała masa: jest Pojedynczy Diament, Podwójny Diament, Potrójny Diament, Korona Ambasadorska. Można to porównać ze stopniami uduchowienia w kościele. Przy czym aplajn może być stolarzem, a nauki od niego może pobierać magister ekonomii. Wykształcenie nie ma znaczenia. Dałnlajna obowiązuje reguła edyfikacji, czyli oddawania czci aplajnowi. Odbywa się to podczas mityngów amwayowskich. Wielokrotnie zauważyłem, że mówcy schodzący z estrady byli otaczani przez ludzi. Każdy chciał choć uścisnąć rękę, choć dotknąć skraju szaty. Bo nawet czysto fizyczny kontakt z kimś, kto odniósł sukces, może zmienić nasze życie. Są też inne zasady: dałnlajnowi nie wolno krytykować aplajna, nawet jeśli popełnia błędy lub nie odnosi sukcesu. Nie wolno kontaktować się z innymi aplajnami...

Nie będziesz miał innych aplajnów przede mną?

- Tak. I oczywiście w żadnym wypadku nie wolno kontaktować się z mediami.

Po co to wszystko: stopnie wtajemniczenia, zależności, izolacja od mediów? Przecież w Amwayu podobnie jak w innych sieciach sprzedaży bezpośredniej chodzi o sprzedawanie ludziom produktów: proszku do prania, pasty do zębów, witamin. Czy nie wystarczy po prostu dobry marketing i zarządzanie?

- Jeśli to byłby tylko handel, to z czasem wszystko by się zracjonalizowało. Dystrybutorzy dostarczaliby produkty komuś, komu się one skończyły. Ale sprzedaż jest tu tylko miłym dodatkiem. Amwayowcy twierdzą, że są hodowlą przywódców nowego światowego porządku. Że umiejętności zdobyte u nich mogą być wykorzystane wszędzie: w biznesie czy polityce.

Jakie umiejętności można zdobyć, sprzedając proszek do prania?

- Bardzo specyficzne. Cała ta operacja psychologiczna jest potrzebna do przekonania kogoś, kto 50 razy dziennie słyszy "nie". Tyle razy dystrybutor musi zadzwonić ze swoją ofertą do ludzi. Zwykle większość odmawia. Po kilku tygodniach pracy ktoś taki zaczyna żyć w pustce społecznej. Zakłada się, że absolwent wyższej uczelni powinien znać około 750 osób. Kiedy wyczerpie krąg rodziny, znajomości ze studiów i liceum, powinien odnowić kontakty z podstawówki, a nawet przedszkola. Kiedy i te się skończą, zaczyna się pustka. Co robić? Zaczepiać ludzi na przystanku? W jaki sposób poznawać nowe osoby? To jest podstawowy problem. Więc kiedy amwayowcy zobaczyli moją ekipę filmową, byli zachwyceni. Tyle nowych osób, a każdy ma rodzinę, dzieci, babcię, a babcia w klubie seniora też jakieś osoby zna, chodzi do lekarza. Rzucili się na nas.

Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

150 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne