http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Duży Format >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Duży Format

Wszystkie chwyty adwokata

Katarzyna Klukowska
2009-10-23, ostatnia aktualizacja 2009-10-25 13:21

Sędzia: - Zamiast obrońcy z urzędu weź na sprawę doniczkę z kwiatkiem. Efekt będzie ten sam. Adwokaci: - Bo sąd daje nam sprawy, na których się nie znamy

Jacek Dubois, specjalista w sprawach karnych:
Fot. Bartosz Bobkowski
Jacek Dubois, specjalista w sprawach karnych: "Zorganizowana przestępczość...
Ewa Milewska-Celińska, specjalistka od spraw rodzinnych:
Fot. Bartosz Bobkowski
Ewa Milewska-Celińska, specjalistka od spraw rodzinnych: "Nie mam nic przeciwko...
Ziemisław  Gintowt, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie:
Fot. Bartosz Bobkowski
Ziemisław Gintowt, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie: "Gdy...
Filip Dopierała, specjalista w sprawach gospodarczych:
Fot. Bartosz Bobkowski
Filip Dopierała, specjalista w sprawach gospodarczych: "Wszyscy Polacy znają...
Gdy zapytać, kim jest współczesny adwokat, większość powie: facetem (rzadziej kobietą) w fałdzistej czarnej szacie, z zielonym żabotem pod szyją, który przed sądem broni (czasem oskarża) przestępców, rozwodzi, pomaga odzyskać majątek, podzielić spadek, walczy o odszkodowanie, miedzę albo dobre imię.

Nic bardziej mylnego. Herosi współczesnej adwokatury siedzą w wieżowcach ze szkła, obsługują transakcje warte miliony i jeśli już idą do sądu, to po to, by zarejestrować kolejną spółkę. Ich praca owiana jest tajemnicą, a zarobki objęte klauzulą tajności. Stronią od mediów, konflikty załatwiają między sobą, a samorząd adwokacki traktują jak relikt przeszłości. Wezwani przez sąd do obrony z urzędu - z reguły wysyłają zastępstwo.

Adwokat znika

- Przedłużanie procesu jest taktyką jak każda inna - mówi mecenas Filip Dopierała. - Prawo na to pozwala, więc adwokaci korzystają.

W lutym 2005, po 15 latach od ujawnienia i czterech latach procesu, wydawało się, że afera FOZZ, "matka afer III RP", znajdzie swój finał. Prokurator rozpoczął końcowe przemówienie. Nagle Janina Chim, jedna z głównych oskarżonych, wstała i ku zdumieniu sądu oświadczyła, że straciła zaufanie do swoich obrońców.

Sędzia Andrzej Kryże zareagował natychmiast: wyznaczył tych samych mecenasów na jej obrońców z urzędu. Powołanie nowych oznaczało długie miesiące zwłoki w procesie. Tymczasem trwał wyścig z czasem - niektóre zarzuty groziły przedawnieniem.

Nowi-starzy adwokaci Janiny Chim zapadli się pod ziemię. Rozsierdzony sędzia Kryże polecił funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by dostarczyli im wezwanie do sądu. Powiadomił też radę adwokacką, która wszczęła przeciwko nim postępowanie dyscyplinarne.

Janusz Kochanowski, doktor prawa, dziś rzecznik praw obywatelskich, nazwał zachowanie obrońców "bezczelnością, która przekracza granice zrozumienia". "Jak można wychodzić z sądu, wiedząc, co się święci, a potem nie odbierać wezwań, wyłączać faksy, udawać, że jest się nieobecnym, i nie chcieć przyjąć obrony z urzędu" - pisał oburzony.

Adwokacki sąd dyscyplinarny nie podzielił jego oceny. Uznał, że mecenasi nie popełnili żadnego przewinienia.

- Musimy być lojalni wobec klienta i działać na jego korzyść - mówi mecenas Dopierała. - Sądy i prokuratury traktują nas jak osoby przeszkadzające im w pracy. Musimy często walczyć o każdy wniosek. Nie zawsze udaje się to w miłej atmosferze.

Sędzia Ewa Bońkowska-Konca z Sądu Okręgowego w Płocku (prowadziła głośny proces porywaczy i zabójców Krzysztofa Olewnika) wskazuje na inny trik procesowy.

- W sprawach karnych obrońcy bardzo często uaktywniają się dopiero na sali sądowej. A powinni wcześniej, na etapie postępowania przygotowawczego, gdy prokurator zbiera dowody. Rusza proces i się zaczyna: składanie wniosków, powoływanie biegłych, nowych świadków. Marnowanie czasu - mówi sędzia.

Zdaniem mecenasa Tadeusza de Virion rzeczą obrońcy jest szukać wątpliwości. Wystarczy, że zasieje ziarno niepewności, a sąd może wydać wyrok uniewinniający. I cóż z tego, że sędzia myśli: "Oskarżony kłamie". Trzeba mu to jeszcze udowodnić.

Adwokat idzie na wódkę

Kolejna popularna sztuczka adwokacka to żądanie wyłączenia oskarżyciela lub sędziego z postępowania.

14 września miał ruszyć proces w sprawie zabójstwa "Kikira". Prokuratura jest pewna, że gangstera sprzątnął gang, który stał za strzelaniną w podwarszawskich Parolach. Bandyci zastrzelili wtedy policjanta. Zbrodnia czekała na swój sądowy finał prawie dziewięć lat. Kiedy wreszcie na salę sądową doprowadzono ubranych w czerwone drelichy aresztantów, obrońca jednego z nich złożyła wniosek o zmianę prokuratora. Klient pani mecenas uważa, że oskarżyciel dopuścił się zaniedbania. Sąd nie miał innego wyjścia, jak odłożyć rozpoczęcie procesu na późnej.

- Wielu adwokatów nadużywa sztuczek - przyznaje mecenas Jacek Dubois. - Tracimy przez to wiarygodność i szacunek. Słowo adwokata powinno być święte. A stało się mało warte. Trudno, żeby było inaczej, skoro obrońca pisze do sądu, że jest chory i nie może stawić się na rozprawę, a tego samego dnia sędzia widzi go, jak pije wódkę w barze naprzeciwko sądu.



Adwokat wyłudza

Mecenas Michał G. z Poznania lubił się chwalić, że każdego wyciągnie z więzienia. Pewien rolnik spod Leszna akurat szukał takiego adwokata. Trafił do aresztu, bo na jego posesji członkowie gangu przechowywali kawę pochodzącą z przemytu. Wysłał córkę, żeby załatwiła sprawę. Adwokat zażądał najpierw 7 tys., a potem 45 tys. zł na kaucję. Córka sprzedała traktor, by wyciągnąć ojca z więzienia.

Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.1

75 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne