http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Duży Format >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Duży Format

Ten straszny rok 1939

Paweł Wroński
2009-09-06, ostatnia aktualizacja 2009-09-02 18:02

Gdyby Hitler zginął 8 listopada w zamachu w monachijskiej piwiarni, przeszedłby dohistorii jako największy mąż stanu w dziejach Niemiec. Ale Hitler się spieszył, wyszedł z piwiarni 20 minut przed wybuchem. Rozmowa z prof. Włodzimierzem Borodziejem

Włodzimierz Borodziej, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, red. nacz. serii
Fot. Piotr Bernaś
Włodzimierz Borodziej, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, red. nacz. serii...
Stalin był wspólnikiem Hitlera, bo z własnej woli podpisał z nim porozumienie i zbrojnie najechał na tereny Polski. Natomiast inicjatywa wyszła od Niemiec i to Niemcy są w pełni odpowiedzialne za wybuch wojny. Inaczej trudno opisywać wydarzenia 1939 roku
Fot. AP
Stalin był wspólnikiem Hitlera, bo z własnej woli podpisał z nim porozumienie i...
We wszystkich biografiach Adolfa Hitlera pojawiają się lata 1940 i 1941 jako data planowanego przez niego "generalnego rozstrzygnięcia". Także niemieckie plany zbrojeniowe były przygotowane tak, by cała machina działała na pełnych obrotach w roku 1941. Jednak Hitler rozpoczął wojnę w 1939 roku. Co go do tego skłoniło?

- Chciał rozpocząć wojnę przed pięćdziesiątką, a w 1939 roku miał 50. urodziny. Był przekonany, że szybko umrze, więc ma mało czasu, żeby dokonać wielkich rzeczy dla Niemiec. Jesienią 1938 roku był wściekły, że w Monachium Zachód i Czechosłowacja ustąpiły, nie dały mu szansy na atak. A Polska tę szansę dała, mówiąc mu "nie".

Na naradzie z dowódcami 5 listopada 1937 roku Hitler wymienił kierunki ekspansji Niemiec: Austria, Czechy, potem Zachód. W ogóle nie mówił o Polsce. Dlaczego?

- Tego dnia zdarzyło się coś jeszcze istotniejszego z punktu widzenia stosunków polsko-niemieckich, na co niewielu badaczy zwraca uwagę. Otóż w Spale prezydent Ignacy Mościcki przyjął delegację mniejszości niemieckiej. Równocześnie w południe delegacja mniejszości polskiej została przyjęta przez kanclerza Hitlera. Obie strony ogłosiły, że wobec mniejszości narodowych będą odnosić się na zasadzie wzajemności. Są to sprawy bilateralne, a Lidze Narodów, która do tej pory była gwarantem praw mniejszości, nic do tego. Józef Beck uważał, że to wielki sukces. Także 5 listopada padło zapewnienie ze strony Hitlera, że w statusie Wolnego Miasta Gdańska nic się nie zmieni i że będą tam respektowane prawa Polski i Polaków. Wszystko więc na to wskazuje, że Hitler w 1937 roku nie planował wojny z Polską. Uważał, że uda mu się utrzymać z nią dobre stosunki, a może nawet wyprowadzi ją z sojuszu z Francją - która była jego przeciwnikiem pierwszoplanowym.

Trochę to sprzeczne z ideologią o rozszerzeniu przestrzeni życiowej dla Niemców. Przecież ta przestrzeń życiowa to wschód, ziemie Słowian.

- I tu dochodzimy do sedna sprawy: powszechnego przekonania o antyslawizmie Hitlera. Ale jeśli głębiej wczytać się w jego wypowiedzi, to przed 1939 rokiem trudno znaleźć opinie deprecjonujące Polaków. Gdy Hitler mówi o Słowianach, zwykle chodzi mu o Czechów, których z racji miejsca urodzenia i lat spędzonych w Wiedniu dobrze znał. I jak się wydaje, serdecznie nienawidził.

Jakie w takim razie miał oczekiwania wobec Polski?

- Dość jasne. Żeby nie przeszkadzała. Najpierw w rewizji traktatu wersalskiego, potem w ekspansji. Z kolei Józef Beck traktował Hitlera jako szansę na prowadzenie samodzielnej polityki zagranicznej, w jednakowej odległości od dwóch potężnych są siadów: Niemiec i ZSRR.

Musimy pamiętać, że Hitler oznaczał jakościową zmianę. On - w odróżnieniu od wszystkich poprzednich, czyli demokratycznych rządów niemieckich - nie mówił o konieczności rewizji granicy polsko-niemieckiej. Czynił też wiele przyjaznych gestów wobec Polski. Np. ze względu na pogrzeb Piłsudskiego (na którym Rzeszę reprezentowała druga osoba w państwie, czyli Göring) została przełożona sesja Reichstagu, zaś kolejną rozpoczęto minutą ciszy ku czci Marszałka. Wspomnienie o zmarłym wygłosił Göring, mówił o nim też Hitler, który wcześniej uczestniczył w berlińskiej mszy żałobnej w intencji Piłsudskiego. Ciekawe, że w chwili zaostrzenia relacji z Polską w 1939 roku w niemieckich mediach nadal utrzymywał się kult Piłsudskiego. Pojawiła się nawet figura propagandowa, że Beck zerwał z jego polityką, że jest jej żywym zaprzeczeniem. Nawet we wrześniu '39 Hitler demonstracyjnie oddawał cześć pomnikom Marszałka: to był według niego dobry, wielki Polak, który niejako przerósł swój naród. A zwłaszcza jego elitę polityczną.

Beck rzeczywiście odszedł od linii Piłsudskiego?

- Nie. Polityka Piłsudskiego, a potem Becka, to konsekwentna gra na samodzielność. Beck już w 1932 roku, a więc za życia Marszałka, zastąpił na stanowisku ministra spraw zagranicznych Augusta Zaleskiego. Zaleski jeszcze łączył nadzieje z Ligą Narodów i za jej pomocą próbował zabezpieczać polskie interesy. Ale Liga raczej gorzej niż lepiej strzegła porządku wersalskiego.

Hitler chciał rewizji traktatu wersalskiego, Polsce zależało na jego utrzymaniu.

- I dlatego trudno prowadzić politykę utrzymania wersalskiego status quo, nie sprzeciwiając się polityce Niemiec, które punkt po punkcie go rewidowały. Polityka Becka stała się z czasem schizofreniczna. Godził się na rewizję traktatu przez Niemcy, ale równocześnie zastrzegał, że traktat ma nadal w 100 procentach obowiązywać w sprawach Polski. Beck szczerze napisał w maju 1939 roku, że "albo dociągniemy nasze Państwo do pozycji mocarstwa, albo ( ) staniemy się jakąś Słowacją czy czymś podobnym". Cały okres jego ministrowania to takie "dociąganie" Polski do pozycji mocarstwa. Tak już jest, gdy tylko Polska staje się suwerenna, natychmiast pojawiają się politycy, dla których jest ona ciągle za mała. Oni chcieliby zarządzać takim półmocarstwem.

To dość ostra krytyka polityki Becka.

- Beck świetnie wiedział, ile ryzykuje, kiedy historia powie "sprawdzam". Bo chcieliśmy być mocarstwem, choć nie mieliśmy atrybutów mocarstwa. Polska była dużym, ale słabym państwem. Dlatego też Beck pisze, że "dociąga" ją "mimo całej naszej biedy i słabości". Z drugiej strony wielkiego wyboru nie miał. Czy można było stulić uszy po sobie i przyjąć ugodę z Hitlerem? Nie. To było psychologicznie niemożliwe z punktu widzenia ówczesnej elity i woli narodu.

Jest taki zapomniany epizod z lata 1939 roku, który pokazuje sposób myślenia Becka. Polska negocjuje z Wielką Brytanią kredyt. Wiadomo, że na uzbrojenie armii, bo wojna tuż-tuż. Brytyjczycy oferują śmiesznie mało, a przy okazji próbują załatwić kilka własnych interesów, m.in. ograniczenie eksportu polskiego węgla. Beck rokowania zrywa. Szaleństwo? Może. Ale z drugiej strony umowa kredytowa i tak nie zostałaby zrealizowana przed spodziewanym wybuchem wojny. Więc wojsko polskie nie byłoby ani o karabin lepiej wyposażone. Natomiast Brytyjczycy groźbę wojny potraktowali małostkowo, jako okazję do załatwienia swoich interesów. To było dla Becka nie do zaakceptowania.

Ale wygląda na to, że nasza godnościowa, mocarstwowa polityka nie była w Europie rozumiana.

- Naraziliśmy się na kompletny brak zrozumienia, a to śmierć dyplomacji. Charakterystyczne zdarzenie: w połowie kwietnia 1939 roku Beck każe złożyć polskiemu posłowi w Kownie deklarację, "iż Rząd Polski rozpatruje w tej chwili sytuację, pragnąc, by w sposób najbardziej skuteczny pomóc narodowi litewskiemu w utrzymaniu niepodległości jego państwa". Cel szczytny - chodzi o wzmocnienie woli oporu Litwy wobec Niemiec, które zabrały jej Kłajpedę. Ale deklarację tę poseł RP składa rok po tym, gdy Polska drogą ultimatum wymusiła na Litwie nawiązanie stosunków dyplomatycznych. Litewski minister spraw zagranicznych po wysłuchaniu oświadczenia robił "wrażenie człowieka raczej przerażonego" polską ofertą pomocy. Najwyraźniej obawiał się, że "polska pomoc" to kolejne ultimatum.

Sprawa polska w momencie wybuchu wojny była bardzo niepopularna. I to właśnie przez politykę II Rzeczpospolitej w jej ostatnich latach. Co robił sztandarowy zwolennik wojny z Niemcami Winston Churchill wiosną 1939, gdy Wielka Brytania udzielała gwarancji Polsce? Żałował, że Brytyjczycy angażują się po stronie Polski, a nie przyszli z pomocą dzielnemu narodowi czeskiemu. Wpływowy publicysta i dyplomata Harold Nicholson twierdził wręcz, że Wielka Brytania, występując w obronie Polski, działa w złej sprawie. Ale nie ma innego wyjścia.

Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.8

29 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne