"Pewnego pięknego dnia wypierdolą nas z pracy ( ). I znów staniemy się wolni". To cytat z pana wiersza drukowany na koszulkach reklamowanych jako idealne na kryzys.
- Czyli poeta wciąż bywa prorokiem, i to we własnym kraju. Napisałem ten wiersz z 15 lat temu i wygląda na to, że przewidziałem w nim obecny kryzys i że będą ludzi wyrzucać z roboty.
Pana właśnie wywalili.
- Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.
Ale i z Radia Opole, i z lokalnej gazety, gdzie przez kilka lat drukował pan cotygodniowe felietony.
- I tu, i tu usłyszałem, że muszą ciąć koszty i nie mają kasy na współpracowników. To takie dyżurne i najłatwiejsze wytłumaczenie na odczep się. Kiedyś nawet miałem zwyczaj pytać w takich razach albo kiedy jakiś szef odmawiał mi podwyżki: "A pan ile zarabia?". Ale zawsze wtedy zamiast konkretnej odpowiedzi słyszałem pitolenie w rodzaju: "To moja słodka tajemnica" lub "Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają". Wstydzili się własnych zarobków (śmiech). I nie wiedzieli, że dżentelmen to ten, kto nie rozmawia o pieniądzach, bo o nich nie myśli. Bo na pewno nie jest dżentelmenem ktoś, kto milczy o czymś, o czym myśli na okrągło.
I co pan poczuł, kiedy pana wylali?
- Rozczarowanie, wkurwienie i ulgę.
Po kolei poproszę.
- Rozczarowanie tym, że jakiś marny polityk, który intelektualnie mi do pięt nie dorasta, decyduje, że nie będę miał w publicznym radiu audycji, niezłej audycji, w którą zainwestowałem dużo czasu i emocji. I że zdążył mnie wyrzucić, zanim go sobie, odkarmionego na opolskiej ziemi, zabrała z powrotem Warszawa. Razem z tym przyszło wkurwienie. Bo ja z tego radia od kilkunastu lat to muszę odejść, to znów mnie do niego zapraszają, w zależności od tego, która polityczna klika aktualnie dorwała się do żłobu. Mimo że robię audycje niezaangażowane politycznie, chyba że antypolityczne. I postanowiłem sobie, że jeśli to się jeszcze raz powtórzy, to już do tego radia nie wrócę. Więc krew mnie zalewa, że kilkunastu lat pseudodemokracji nie wystarczyło, żeby taka zafajdana Krajowa Rada Radiofobii i Teleschizmy, jak ją nazywam w swojej audycji, nie potrafiła wyzwolić mediów ani siebie samej z niewoli polityków. A ulga, bo sam nie muszę się już pilnować, żeby nie dać się zniewolić jakiemuś kurduplowi. I wolę nie zarabiać pieniędzy w Polskim Radiu, robić swoją audycję w domu i emitować ją w necie, niż wiecznie być uzależnionym od zmieniających się jak rękawiczki prezesów i ich przydupasów. I tak szczęście, że ten internet wymyślili i już niedługo Krajowa Rada będzie sobie mogła swoje częstotliwości i koncesje wsadzić do pociągu byle jakiego.
Dał się pan zniewolić?
- Przez całe lata wolałem rolę luźnego współpracownika niż etat, między innymi dlatego, że w takim układzie nie miałem przełożonych. Dzięki temu łatwo mnie zwolnić, ale za to żaden dyrektor czy prezes nie może mi wydać polecenia. Właśnie rozmyślałem sobie o tym niedawno, że to o tyle dobrze, że tak łatwo się mnie pozbyć, iż pozwala mi to poczuć, że czymś się jednak za wolność płaci. Wolność, która nic nie kosztuje, smakuje jak dobre jedzenie wtedy, kiedy jest się już sytym.
A nie żal dziewięciu lat w gazecie?
- Nie, to zupełnie inna para kaloszy, bo radio uwielbiam, a za tą pracą nie przepadałem. To był rodzaj poczty literackiej: ludzie przysyłali mi swoją twórczość, a ja musiałem im tłumaczyć na łamach, że są grafomanami. Robiłem to na kolanie i ulżyło mi, że się już skończyło. Inaczej niż z radia, z tej gazety nie czuję się wylany i nie mam żalu do nikogo. Pisałem tam prawie dziesięć lat i wystarczy, przecież nie każda fucha musi być dożywotnia.
A jak pana zwolnili z "Tygodnika Powszechnego", to poczuł pan wolność?
- Z "Tygodnika" odszedłem sam, bo mi tam cenzura teksty zatrzymywała. I owszem, to było doznanie jakiejś wolności, bo dla pisarza poddanie się cenzurze to koniec.
George Bernard Shaw powiedział, że morderstwo jest ekstremalną formą cenzury, a mnie się to pokręciło i przez dłuższy czas sądziłem, że ta złota myśl brzmi: "Cenzura jest łagodniejszą formą morderstwa".
I co robi poeta, któremu lżej na duszy, bo go zwolnili z pracy?
- Raduje się, przypomina sobie imperatywy moralne, leży do góry brzuchem, patrzy w gwiazdy... Jak mu się znudzi samo patrzenie, to sobie te gwiazdy liczy... Takie, wie pani, nastroje bardziej liryczne.
Źródło: Duży Format