Od dawna żyje pani z HIV?
- Już 16 lat. Zostałam zakażona na studiach.
W jaki sposób?
- Najgłupszy z możliwych. Z miłości. Miałam 21 lat, byłam bardzo naiwną dziewczyną z dobrego domu wychowaną na ckliwych romansidłach. Studiowałam historię, miałam zgraną paczkę przyjaciół, chodziłam na imprezy, do kina, na wystawy, kiedy w Warszawie pojawił się tajemniczy mężczyzna. Imponował mi. Starszy ode mnie, właśnie wrócił z zagranicy, atrakcyjny towarzysko, nieco egzotyczny, dawny hipis z ciekawą osobowością. Podawał się za artystę i biznesmena. I z całego miasta wybrał właśnie mnie. Byłam zachwycona. Zamieszkaliśmy razem. To był mój "dawca".
Wiedziała pani, że miał HIV?
- Skąd. Mieszkaliśmy razem dwa lata i słowa nie pisnął.
Może nie wiedział, że jest zakażony?
- Wiedział doskonale. Był zaleczonym narkomanem. Jakiś czas spędził w ośrodku monarowskim, stamtąd wyjechał na Zachód. Zakaził mnie z całą świadomością. Na zimno. Był taki sam jak Simon Mol.
Zabezpieczaliście się podczas współżycia?
- Owszem, przed niechcianą ciążą. Stosowałam między innymi kalendarzyk małżeński. On prezerwatyw nie uznawał. Mówił, że to tak, jakby miał się całować w kasku hokeisty. Ufałam mu całkowicie. Był miły, czuły, planowaliśmy, że się razem zestarzejemy w Bieszczadach. On miał rzeźbić, ja malować. Utrzymywał, że jest mi absolutnie wierny, nie bałam się więc też rzeżączki czy kiły.
Co pani wiedziała wtedy o HIV?
- Tyle, że istnieje. To były czasy kompletnej niewiedzy, gdy mówiło się, że można się zakazić przez łzy, splunięcie albo ukąszenie komara. Oglądałam wtedy Teatr Telewizji. Leciała sztuka o jakiejś epidemii. Nie wymieniono jej nazwy, ale czuło się, że to o AIDS. Aktorka, która zapadła na tę chorobę, płakała. Aktor, który grał zdrowego, bał się otrzeć jej łzy z oczu.
Odwiedziła mnie kiedyś dziewczyna, zresztą znajoma "dawcy" z Monaru, miała HIV, wiedziałam o tym. Jak wyszła z toalety, zaraz tam poszłam i umyłam deskę. Na wszelki wypadek. Więc na takim byłam poziomie ignorancji.
Rozmawialiście kiedykolwiek o HIV albo AIDS?
- W jakiejś małej miejscowości w Polsce miał wtedy powstać dom dla ludzi z HIV. Mieszkańcy buntowali się, telewizja to pokazywała. "Dawca" od niechcenia rzucał informacje o wirusie. Że na przykład trzeba by wypić wiadro śliny, żeby zakazić się HIV. Takie ciekawostki.
I nigdy się nie zdradził, jakimś gestem, słowem?
- Nigdy. Chociaż poznał mnie z ludźmi, z którymi był w Monarze. Oni o nim wiedzieli. Jedna dziewczyna stamtąd, żyjąca z HIV, zapytała go kiedyś, czy ja wiem o jego wirusie. Podobno wściekł się na nią. Powiedział jej, że jeśli piśnie mi słówko, sprawi, że wyleci z domu dla byłych narkomanów w Rembertowie. Ona nie miałaby dokąd pójść. Przestraszyła się więc i milczała.
Dlaczego się rozstaliście?
- Poszło o dziewczynę. Zaprosił kiedyś do naszego domu prześliczną Mulatkę, cudzoziemkę. I adorował ją bardziej niż mnie. Zrozumiałam, że nie był mi wierny, zeźliłam się i powiedziałam, że tak dalej być nie może. On mi przyznał rację i rozstaliśmy się. To była kropla przelewająca czarę goryczy, bo od dawna się między nami już nie układało. Myślę, że on tę dziewczynę też zakaził. Napisałam potem do niej list, że prawdopodobnie ma HIV. Ale nie odpisała. Zresztą to nie był zdrowy związek, prędzej czy później byśmy się rozstali.
Źródło: Duży Format