A jak ty oceniasz wybór Anny Goliszek: listydogazety@gazeta.plW lubelskiej archikatedrze tłum wiernych. To goście Anny Goliszek, jej przyjaciele, rodzina. Również ci, którzy przyszli pomodlić się na wieczorną mszę, oraz ciekawi tego, jak arcybiskup Józef Życiński będzie konsekrował dziewicę.
Metropolita lubelski zasiada w fotelu.
- Oto jestem, Panie, bo mnie wezwałeś - Anna Goliszek stoi przed ołtarzem. Na sobie ma białą suknię. (- Sama ją zaprojektowałam. Taką sobie wymarzyłam. Taką, która pokazywała, że jestem kobietą, oblubienicą. Dopasowaną do mnie).
- Czy chcesz aż do końca życia trwać w dziewictwie poświęconym Bogu, w służbie Bogu oraz Kościołowi? - biskup pyta kandydatkę na dziewicę.
- Chcę.
- Czy chcesz w duchu Ewangelii naśladować Chrystusa, tak aby twoje życie w szczególny sposób świadczyło o miłości i było znakiem przyszłego królestwa?
- Chcę.
- Czy chcesz być konsekrowaną i zaślubioną naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu?
- Chcę.
Składa dłonie w ręce biskupa. - Ojcze, przyjmij zobowiązanie doskonałej czystości i naśladowania Chrystusa.
Metropolita odmawia modlitwę konsekracyjną. Wręcza jej księgę liturgii godzin i srebrną obrączkę (- To była cała radość ją kupować. Z przyjaciółką obeszłam wszystkich jubilerów w mieście. A potem jeszcze radziłam się jej brata, czy będę w niej dobrze wyglądać jako mężatka).
Arcybiskup Życiński w kazaniu zauważa, że uroczystość ma w sobie coś z atmosfery zaślubin, tylko oblubieniec jest niewidzialny. Po konsekracji gratulacje składają rodzice, krewni, przyjaciele. Są też prezenty, jak na ślubie. Śpiwór do wędrówek górskich, pieniądze w kopertach, wieża Sony.
Anna Goliszek, 31-letnia pracownica firmy komputerowej, jest trzecią i najmłodszą dziewicą konsekrowaną w archidiecezji lubelskiej. - Jeżeli ktoś zapyta o męża, mówię wprost. Jest nim Jezus Chrystus.
Gdy widzę, że ktoś czuje miętęMieszka w domu rodziców, w podpuławskiej wsi. W zimie wynajmuje mieszkanie w Puławach, żeby mieć bliżej do pracy. Skromna kawalerka w bloku, w centrum. Kuchnia i pokój.
Anna Goliszek: - Oczywiście, że chcę się podobać jako kobieta. Jeżeli wybieram ciuchy w sklepie, to coś, w czym dobrze wyglądam. Nie chcę być ubrana w worek. Uciekać od swojej tożsamości. Jestem w pełni kobietą. I jak każda chcę się podobać. Nie skubię brwi, nie leżę z maseczką. Ale jak mam chandrę, to lubię zjeść całą czekoladę albo pójść na długi spacer, na rower, pobiegać. Prasy kobiecej nie czytam. Jak coś mi wpadnie w rękę, to tak, ale nie kupuję. Szkoda mi pieniędzy. Bardzo lubię "M jak miłość". Bo tam są takie sytuacje, jakie zdarzają się w życiu. Ale czasem ten serial mnie denerwuje, kiedy widzę, jak ludzie postępują niezgodnie z nauką Kościoła. Na przykład mieszkają ze sobą bez ślubu. Nie zamykam się na relacje z osobami niewierzącymi. Ale nie mam wśród nich przyjaciół. Czy mogę się umówić do kina? A dlaczego nie? Ale od razu jest to jasna sytuacja, że to nie jest randka. Jeżeli widzę, że jest ktoś, kto czuje miętę To znaczy jeszcze nie byłam w takiej sytuacji, więc nie będę wymyślać, co mówię. Ale powiem pewnie, że jestem zajęta.
No pewnie, że chciałabym go dotknąć. Tak po prostu. Ale wiem, że to jest niemożliwe tu, na ziemi. Teraz. Ukochany, mój miły - tak mówię do niego najczęściej. Poza tym - wszechmogący, najwierniejszy, najpiękniejszy. Ale ja nie przywiązuje wagi do tego, jak Jezus wygląda. Nie modlę się przed obrazkiem. Choć i tak wiem, że on jest najpiękniejszy. Bo jest Bogiem.
No dobrze, wyobrażam go sobie jako szczupłego, przystojnego mężczyznę z długimi włosami, z brodą. (Ale nie każdy mężczyzna wygląda dobrze z długimi). Na zaproszeniach, które rozdawałam, było napisane: "Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłam się uwieść". Poruszamy się między czymś, czego nie widzimy, a czymś, co jest takie namacalne. I tak naprawdę takie jest moje życie. Ktoś pomyśli, że głupia...
Nie miałam nic przeciwko konsekracji publicznej. Jak ktoś się zakocha, tak na całego, na zabój, to chce wszystkim to ogłaszać. Chciałam się cieszyć z moimi najbliższymi, z przyjaciółmi. Koledzy z firmy też byli zaproszeni. Nie mówili później nic krytycznego. Mam to szczęście, że pracuję z ludźmi, którzy szanują decyzję drugiego człowieka. A przez jeden z internetowych portali chrześcijańskich dostawałam e-maile od zupełnie mi obcych ludzi. Bardzo pozytywne. Pisali, że gratulują, podziwiają, życzą wytrwania. Nie dostałam ani jednego negatywnego.