Simon Mann, sławny na cały świat żołnierz najemny, został właśnie wydany w ręce okrutnego afrykańskiego tyrana Teodoro Obianga Nguemy Mbasogo, którego chciał pozbawić władzy.
- Ktoś, kto chciał odebrać mi władzę, zasługuje, by zostać potraktowany w szczególny sposób - zapowiedział złowrogi dyktator Gwinei Równikowej.
Simon Mann, który przed laty uznał, iż życie ma wartość tylko wtedy, gdy wystawia się je na szwank, już wkrótce przekona się, co te szczególne względy oznaczają.
Porwanie
Strażnicy weszli do jego celi w środku nocy. Zakuli go w kajdany i wyprowadzili na korytarz. Milczeli, gdy Simon Mann wypytywał ich, co zamierzają z nim zrobić. Ta cisza zapowiadała najgorsze. Poprzedniego dnia sędzia z zimbabweńskiej stolicy Harare odrzucił jego apelację od wcześniejszego wyroku stwierdzającego, że najemnik może zostać wydany upominającym się o niego władzom Gwinei Równikowej.
- Odsyłając mnie tam, wydacie mnie na pewną śmierć - prosił siwiejący Brytyjczyk, który w Zimbabwe odsiedział już wyrok więzienia za próbę przemytu broni potrzebnej do przeprowadzenia zamachu stanu w gwinejskiej stolicy - Malabo. Tamtejszy dyktator Teodoro Obiang Nguema obiecywał co prawda, że najemnik nie zostanie stracony. Ale i tak groziło mu dożywocie w więzieniu Czarna Plaża, z którego raczej nie wychodzi się żywym.
W Zimbabwe najemnikowi została jeszcze jedna apelacja, do Sądu Najwyższego w Harare. Nazajutrz miał napisać ją z adwokatem.
Tymczasem na więziennym dziedzińcu kazano mu wsiąść do samochodu. Dopiero szarzało. Na niewielkim lotnisku w bazie lotniczej Manyame czekał wojskowy samolot. Żołnierze, którzy przy nim stali, mówili po hiszpańsku. W całej Afryce po hiszpańsku mówi się tylko w Gwinei Równikowej.
Kiedy nad Harare wstawał dzień, samolot z brytyjskim najemnikiem leciał już do odległego Malabo.
Niewiele później przed bramą więzienia w Harare stanął adwokat najemnika Jonathan Samkange z wnioskami apelacyjnymi do wypisania. Wartownicy powiedzieli mu, że jego klienta właśnie zabrano do Gwinei Równikowej, gdzie urządzi się nad nim sąd za próbę obalenia prezydenta.
- Mój klient został porwany - ogłosił mecenas Samkange.
Przygody wojaka Manna
Ten zamach stanu w Gwinei miał ustawić go na resztę życia. Miał też być zapewne jego ostatnią wyprawą wojenną. Stuknęła mu już pięćdziesiątka, a choć sam nigdy by się do tego nie przyznał nawet przed sobą, nie miał już zdrowia ani krzepy, bez których nie da się zaciągać na wojny w dalekich krajach.
Sam wybrał sobie życie żołnierza. Jako potomek rodów bogaczy z wyższych sfer, wychowanek najlepszych szkół (m.in. snobistycznej szkoły dla chłopców w Eton), mógł odziedziczyć rodzinny majątek i wieść beztroskie życie. Mógł robić cokolwiek, a jednak postanowił zostać żołnierzem, przekonany, że tylko w wojsku znajdzie życie pełne przygód i wrażeń.
Szkolił się w wojennej akademii Sandhurst (oczywiście najlepszej), a potem wstąpił do wojska, gdzie przez kilka lat służył w elitarnych jednostkach komandosów SAS, m.in. w Irlandii Północnej, gdzie brytyjscy żołnierze walczyli z uliczną partyzantką IRA. Walczył też podczas pierwszej wojny przeciwko armii irackiego dyktatora Saddama Husajna na początku lat 90.
Ale służba w regularnym wojsku go nudziła.
- Simon byłby wspaniałym generałem w czas wojny - mówił o nim po latach jego przyjaciel Henry Bellingham, poseł brytyjskiej Partii Konserwatywnej. - Ale wojskowa służba w czasach pokoju wydawała mu się stratą czasu.
Został najemnym żołnierzem także dlatego, że współcześni kondotierzy nie tylko dorabiali się fortun, ale nie musieli się ich już wstydzić. W przeciwieństwie do starych najemników z połowy XX stulecia nie musieli się już kryć, jak zarabiają na życie ani jak żyją. Działali jawnie i w majestacie prawa. Jak notowane na giełdach dochodowe przedsiębiorstwa.
I Mann zbił na wojaczce majątek (tylko podczas najemniczej służby w Angoli i Sierra Leone zarobił 10 milionów dolarów), dzięki któremu stać go było na kupno posiadłości ziemskiej w Hampshire, a także domu w modnej londyńskiej dzielnicy Notting Hill. Kupił też dom w najlepszej i najdroższej dzielnicy Kapsztadu (jego matka pochodziła z Południowej Afryki), Constantii, gdzie za sąsiadów miał Marka Thatchera, syna byłej brytyjskiej premier, oraz Earla Spencera, brata księżnej Diany.
Ale utrzymanie posiadłości, które pozwalały mu się cieszyć życiem i były dowodem słuszności życiowych wyborów, kosztowało fortunę, a starzejący się najemnik nie mógł już liczyć - jak dawniej - na dochodowe zlecenia. Co gorsze, Mann równie łatwo zdobywał fortunę, co tracił ją na wystawne życie i chybione inwestycje. Właśnie finansowe kłopoty, strach przed utratą życiowego dorobku, a także niemożność pogodzenia się z upływającym czasem sprawiły, że Simon Mann postanowił zaciągnąć się na jeszcze jedną, ostatnią wyprawę wojenną. Do Gwinei Równikowej.
Źródło: Duży Format