No i co macie z tego pokojowego Nobla? Al Gore i Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) dostali 10 mln koron norweskich za upowszechnianie wiedzy na temat globalnego ocieplenia. Połowa tej kwoty przypadnie IPCC. Ile wy dostaniecie?
Prof. Zbigniew Kundzewicz: Ani grosza. Przewodniczący IPCC prof. Rajendra Pachauri zapewne przeznaczy te pieniądze na jakiś zbożny cel, nie będzie dzielił pieniędzy między ekspertów IPCC.
No tak, podstawowych autorów ostatniego raportu jest kilkuset. A wśród nich tylko dwaj Polacy. Ucieszyliście się panowie z tego Nobla?
Prof. Piotr Tryjanowski: Jasne! Trudno się nie cieszyć!
Z.K.: Do niedawna IPCC traktowano jak jakieś dziwadło, a teraz to dziwadło dostało Nobla.
P.T.: Za granicą Nobla świętowano. Na Uniwersytecie Kalifornijskim była mała uroczystość, podobnie na uniwersytecie w Monachium. W Niemczech badacze dostali nawet odznaczenia państwowe. We Francji zaproszono ich do ministerstwa rolnictwa. U nas przeszło to raczej bez echa.
Nie uhonorowano panów, chociaż jesteście jedynymi Polakami wśród autorów przyjętego w tym roku czwartego raportu IPCC?
Z.K.: Ale wśród autorów drugiego i trzeciego raportu z 1996 i z 2001 r. był prof. Zdzisław Kaczmarek z Warszawy.
Nie ma wielu polskich ekspertów spełniających warunki IPCC. Nie zachęca również to, że w Polsce praca na rzecz IPCC nie wiąże się z wynagrodzeniem. W wielu krajach za pracę dla IPCC płaci państwo. Niechby te pieniądze szły nie dla mnie, ale na konto mojej instytucji. Bardzo by się przydały. Tak się jednak nie dzieje. Jedynie dwa razy z Piotrem jechaliśmy na konferencje IPCC za pieniądze Ministerstwa Środowiska...
P.T.: ...raz! Bo za mnie raz zapłaciła Międzynarodowa Organizacja Meteorologiczna.
Na czym polega wasza praca dla IPCC?
P.T.: Pracowałem przy pierwszym rozdziale raportu - o wpływie zmian klimatu na przyrodę: na organizmy żywe, na lodowce czy grunty rolne.
Z.K.: A ja nad rozdziałem trzecim - o zasobach wody słodkiej. Muszę powiedzieć, że klimat wciąga. Nie zawsze się nim zajmowałem, bo nie jestem z wykształcenia klimatologiem ani meteorologiem. Ale klimat, pogoda wpływa na nasze życie. Z historii wiemy, jakie były bitwy, jakie wybory, ale czy wydarzenia takie jak powódź w 1997 r. są mniej ważne?
A pan Piotr jest ornitologiem.
P.T.: Badałem zmiany zachowań populacji gąsiorka i bociana białego. Zajmowałem się nimi do habilitacji, aż zacząłem się zastanawiać, skąd te zmiany się biorą. Wpływ klimatu był oczywisty.
To, że nie jesteśmy klimatologami, jest naszym atutem. Mamy inne spojrzenie, szersze.
Ostatni raport ogłoszony przez IPCC wiosną twierdzi, że za zmiany klimatu odpowiedzialny jest człowiek. I że pewne zmiany są nieodwracalne - ocieplenia nie da się już zatrzymać.
Z.K.: Myślę, że Nobel pomoże światu na serio się skonfrontować z tym, co mówi raport: że globalne ocieplenie to zjawisko potencjalnie niebezpieczne, że owszem, będą wygrani, ale i przegrani. Dzięki ociepleniu na przykład będzie dłuższy sezon wegetacyjny roślin, czyli większe plony. Ale jednocześnie pojawią się szkodniki, których do tej pory nie było...
P.T.: I choroby tropikalne, którymi zajmujemy się w naszym rozdziale.
Z. K: Wróćmy do rolnictwa. Lekki wzrost temperatury jest dobry dla wzrostu wydajności w skali globalnej. Ale np. dla północnej Afryki, gdzie już panuje głód, jeden stopień w górę oznacza katastrofę. Plony ryżu spadają o 10 proc. Czyli to, co jest dobre globalnie, jest fatalne dla krajów, które ledwie zipią.
Źródło: Duży Format