http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Duży Format >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj Duży Format

Cztery tysiące dla Fidela

Marcin Gadziński
2005-11-06, ostatnia aktualizacja 2007-01-19 00:00

Ponoć Fidel Castro kazał zbudować restaurację na wzgórzu, z którego widać było więźniów w klatkach. Kubański dyktator zapraszał tam gości, by mogli przez lornetki obserwować ?amerykański obóz koncentracyjny? w Guantanamo

ZOBACZ TAKŻE
To wciąż jedno z najdziwniejszych miejsc na ziemi. W 1902 roku rząd USA podpisał z władzami Kuby bezterminowy układ o wynajęciu bazy morskiej w zatoce Guantanamo, na południowo-wschodnim krańcu wyspy. Od 1935 roku płacił Kubańczykom 4 tys. dol. rocznie.

Po rewolucji, gdy władzę przejęli komuniści, baza dalej działała, a amerykańscy żołnierze korzystali z uciech pobliskiego miasteczka. Waszyngton płacił za wynajem bazy i Fidel Castro podobno zrealizował dwa pierwsze czeki. Dopiero potem uznał, że to jednak niezgodne z ideami rewolucji (czeki Waszyngton nadal podobno wysyła).

Gdy napięcie między USA i Kubą wzrosło, bazę otoczyło kilka rzędów zasieków z drutu kolczastego, pola minowe, wieże strażnicze.

Dziś, choć zasieki pozostały, nie czuje się dawnego napięcia.

- Gdy czegoś potrzebuję, dzwonię specjalną linią do kubańskiego komendanta po drugiej stronie, gen. Solara. Mamy też comiesięczne "spotkania przy bramie" - opowiadał mi kpt. Mark Leary, dowódca bazy amerykańskiej marynarki.

- Gdy budowaliśmy wiatraki, by wykorzystywać energię wiatrową, dokładnie opisaliśmy Kubańczykom, co robimy, by się nie dziwili niezwykłym konstrukcjom powstającym na wzgórzach - opowiada kapitan Leary.

Dobrosąsiedzkie stosunki pielęgnowane są kosztem uciekinierów z wyspy - Amerykanie przekazują Kubańczyków schwytanych na morzu przez patrole swojej straży przybrzeżnej. Kubańczycy z kolei zobowiązali się, że gdyby jakiś więzień uciekł z Guantanamo, zwrócą go Amerykanom.

O sobie kpt. Leary mówi, że jest jakby burmistrzem małego miasteczka.

8 tys. mieszkańców (51 proc. to żołnierze, reszta to rodziny oraz pracownicy prywatnych firm, np. budowlanych i komunikacyjnych). Z kubańskiej strony baza nie otrzymuje nic. Wszystko - słodką wodę, energię elektryczną, świeże owoce, mięso, mleko, materiały budowlane itd. - trzeba sprowadzić z USA.

Tylko więźniów Camp Delta sprowadza się z innych krajów.

ŹRÓDŁO:


Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne