Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Ale plakatów! Jednak tego z "Gwiezdnych wojen" nie widzę, a to najbardziej kultowy z pańskich projektów.- W internecie 700 złotych chcą za niego, a robiłem go trzy godziny. Wziąłem zdjęcie z filmu, wyretuszowałem, co trzeba, napryskałem kropek z pędzla, walnąłem napis. I gotowe.
Zrobił pan tak wiele projektów, że można nimi obdzielić kilku twórców - tysiąc plakatów, znaczki pocztowe, ilustracje, scenografie teatralne, logo firm.- Córuś, ja robiłem cztery-pięć plakatów miesięcznie. W latach 70., jak zaczynałem, trzeba było robić plakat jeden do jednego, wielkie arkusze w formacie A1, potem dopiero robiliśmy B1. Zleceń było od cholery, nie mogłem się z nimi obrobić. Czasem dzwonili z Polfilmu albo z Filmu Polskiego: "Stary, zrób nam plakat na jutro, bo zapomnieliśmy", dyktowali napisy, odkładałem to, co właśnie miałem na stole, i zabierałem się do roboty.
Można zrobić plakat, nie znając filmu?- Zdarzało się. Jak nie było czasu na oglądanie, pani opowiadała mi fabułę, dostawałem do przejrzenia fotosy i robiłem.
Szukał pan zleceń czy same przychodziły?- Wszystko się zaczęło dość niefortunnie. Skończyłem grafikę na ASP w
Warszawie i ogłosili konkurs na plakat z okazji setnej rocznicy urodzin Lenina. No i wygrałem go niestety.
Wymawiali potem?- Pewno, dostałem I nagrodę, mój nauczyciel Bronisław Zelek był drugi, a to był gigant, asystował u prof. Henia Tomaszewskiego, potem wyjechał do Austrii. Starowieyski dostał wtedy wyróżnienie, Stanny też, ale pamięta się tego, co wygrał.
Ojciec mnie przytulił i powiedział: "Synku, gratuluję, ale żeby mi to było ostatni raz". Plakat potem był wszędzie, a mnie wzięli do KAW-u i posypały się zamówienia.
Rzeczywiście "Lenin zwycięski sztandar naszej epoki" zapadł w pamięć kilku pokoleń. Robił pan potem plakaty polityczne?- Politycznych nie brałem, ale społeczne proszę bardzo.
Jest jakaś naczelna zasada tworzenia plakatów, tajemnica, którą pan odkrył w ciągu tych wielu lat pracy?- Nie ma tajemnicy, jest "widzimisię", ale na temat. Zawsze byłem o jeden krok gorszy od Świerzego czy Starowieyskiego.
W czym?- Oni mieli doświadczenie, a ja dopiero wchodziłem na rynek, ale starałem się być konkurencją. Szukałem chwytów, przeskakiwałem pomysłem, anegdotą.
Warszawa się budowała, płoty zawsze były zawieszone plakatami, szedłem wzdłuż tych parkanów i porównywałem. Tam wisiał Świerzy, tam Starowieyski, tu ja. Około 30 grafików robiło wtedy plakaty. Zaciągnę panią teraz podstępnie do sypialni (śmiech), pokażę pani oryginały.
A co to?- Mój kącik narcyza. To jeszcze w Zamościu, tu w Moskwie. Tu kiedyś mnie Tomek Jaworski maznął. A tu już plakaty, w domu wisi jedna setna tego, co zrobiłem.