http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lepsze życie jest gdzie indziej. David i Hinnocent zaczynają nowe życie

Virginia Collera, "El Pa~s", przeł. Katarzyna Górna
2012-01-29, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 11:05

Madryt
Madryt
Fot. Daniel Ochoa de Olza AP

Oburzeni młodzi Hiszpanie szukają pracy za?granicą. Na ich miejsce czekają młodzi Afrykanie

David R~os ma dosyć, jest wściekły i rozczarowany. Ma 29 lat. Pochodzi z Ponferrady (region Valladolid). Jest technikiem radiologii, pielęgniarzem, a według statystyk członkiem straconego pokolenia, o którym we wrześniu 2010 mówił ówczesny dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn.

Niedługo przyczyni się do wzrostu innych danych statystycznych, które pokazują, że młodzi Hiszpanie wyjeżdżają z kraju, szukając dla siebie szans za granicą. Od stycznia do września 2011 roku, jak podaje Narodowy Instytut Statystyki (INE), walizki spakowało 50 521 Hiszpanów, o 36,6 proc. więcej niż w 2010. Więcej mężczyzn niż kobiet, przede wszystkim ludzie młodzi, wykwalifikowani i znający języki obce. Jak David.

Angielski zna bardzo dobrze, szwedzki na poziomie podstawowym, ale musi nauczyć się norweskiego. Jak w maju zda egzamin, wyjedzie do Norwegii. - Dają mi mieszkanie za darmo, po roku pracy bilet do Hiszpanii i pensję ponad 2500 euro.

Od czerwca 2011 pracował jako sprzedawca w różnych miejscach i wysłał "tysiące CV". Jego ostatnia rozmowa kwalifikacyjna była co najmniej przygnębiająca. - Chodziło o stanowisko pielęgniarza i technika radiologii. Rano badania, po południu prześwietlenia, praca w dwie soboty w miesiącu Dawali 800 euro i nie musiałem rejestrować działalności gospodarczej. Chociaż powiedzieli mi: "Jeśli chcesz płacić składki, to twoja sprawa".

David mówi, że dopiero w Norwegii zakosztuje prawdziwego życia. - Będę mógł żyć, a nie jak dotychczas - jakoś próbować przeżyć.

Zgodnie z umową musi zostać tam co najmniej dwa lata. Ale nie będzie się bardzo spieszył z powrotem. - Pokolenie moich rodziców daje nam popalić. A młodzi mnie irytują, bo dajemy się zdeptać. Wygląda na to, że powinieneś skakać z radości, jeśli masz umowę na sześć miesięcy.

Hinnocent skacze przez płot

Kameruńczyk Hinnocent Taka od ponad sześciu lat mieszka w Madrycie, od trzech lat legalnie.

Według "Bilansu walki z nielegalną imigracją 2010" hiszpańskiego MSW w zeszłym roku 5566 nielegalnym imigrantom udało się oszukać kontrolę graniczną i przeskoczyć graniczny płot dzielący hiszpańską Ceutę i Melillę od reszty Afryki.

Hinnocent Taka ma za sobą podobną historię. Trzy razy mu się nie udało. - Tego samego dnia, gdy przyjechałem do Maroka, spróbowaliśmy w sześć osób, ale musieliśmy zrezygnować. Następnej nocy poszedłem sam i złapali mnie, bo złamała mi się drabina. Zawieźli mnie do Algierii. Wróciłem po dwóch dniach. Pozostali myśleli, że jestem już w Europie! - opowiada Davidowi, uśmiechając się szeroko.

Michele Temoe, żona Hinnocentego, dopiero od trzech miesięcy jest w Madrycie. - Przyleciała tu Air France - wyjaśnia z dumą Hinnocent. Ona jedna wiedziała, że wyjechał z Bafoussamu w Kamerunie, żeby dostać się do Hiszpanii.

- Rodzicom nie powiedziałeś? - pyta go David.

- Mamie nie mówiłem, bo bardzo ją kocham.

W Kamerunie nie było dla niego przyszłości. - Pracuję od ósmego roku życia, żeby zapłacić za naukę i pomóc rodzinie. Dzień i noc wykopywałem łopatą piasek z wody. Na lekcjach byłem zmęczony. Uczyłem się na elektryka, ale było dużo matematyki, doprowadzała mnie do szału - tłumaczy. Dopija kawę z mlekiem. - Poza tym jest nas troje. Poznaliśmy się z Michele i zaraz zaszła w ciążę. Teraz mamy po 23 lata i sześcioletnie dziecko.

David jest zaskoczony. - Macie tylko 23 lata? A jesteście bardziej dojrzali niż ktokolwiek z moich znajomych.

Davida mniej boli

Według prognoz przez najbliższe dziesięć lat Hiszpania straci ponad pół miliona mieszkańców. Wynik migracji będzie ujemny. Wyjadą przede wszystkim cudzoziemcy. Ale nie Hinnocent. - Chociaż by mi gdzieś powiedzieli: "Przyjeżdżaj, czeka na ciebie dobra praca", nie zamierzam wyjeżdżać. W Hiszpanii ludzie są bardzo życzliwi. Pomogą ci. Teraz co prawda trudno jest wyżyć do końca miesiąca. Ale wcześniej było nam dobrze. W 2005 i 2006 roku żyło mi się fantastycznie.

Kilka miesięcy po przyjeździe Hinnocent znalazł pracę: popołudniami, na boisku do piłki nożnej w madryckiej dzielnicy Barrio del Pilar. Dalej tam pracuje. - Zacząłem tam nowe życie. Wkładam w to wiele serca. Kiedy sytuacja ekonomiczna była lepsza, rano pracowałem jeszcze na akord w budownictwie. Ale teraz nie ma tam pracy. Więc przygotowuję się do egzaminu na prawo jazdy. Przykro mi, że zwalnia się z pracy Hiszpanów, którzy całe życie się uczyli - mówi do Davida.

Żegnamy się. Hinnocent idzie na trening, Michele uczyć się hiszpańskiego, a David do pracy "niepewnej i źle płatnej".

Kilka minut po spotkaniu David wysyła nam SMS-a: "To była dobra lekcja".

Źródło: Duży Format
  • 4
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':