Czarne bmw z 1997 r. Moncef Ghezal kupił po siedmiu latach
pracy we Włoszech. To było jego marzenie. Problem w tym, że nie może go teraz utrzymać: - Zapłaciłem za nie 1000 euro, to dobra cena za taką zabawkę. Potem jednak kazali mi zapłacić 700 euro za ubezpieczenie na sześć miesięcy. Dochodzi przegląd, podatek, coraz droższa
benzyna. Nie daję rady - Moncef opuszcza głowę. - Włochy niczego mi nie dały. Nie mogę nawet mieć własnego samochodu.
Po chwili dodaje zakłopotany: - Mam wielu włoskich przyjaciół. To wspaniali ludzie, pomogli mi. Będzie mi ich brakowało, kiedy wrócę do Tunezji.
Porównuje się z tymi, którzy zostali w domu: - W Hammamecie moi bracia ożenili się, mają rodziny i budują dom. Ja nie zrobiłem żadnej z tych rzeczy.
Już zdecydował. Teraz, kiedy dostał swoje pierwsze pozwolenie na pobyt. Teraz, kiedy wreszcie może pokazać odcinek z kadr, że dostaje 1260 euro miesięcznie. Moncef Ghezal się poddaje.
Tunezję ma zawsze przed oczami, za horyzontem, po drugiej stronie morza. Moncef pracuje w okolicach Cassibile na Sycylii, na samym południu Włoch. Jest
robotnikiem w wielkiej firmie hodującej pomidory w warunkach cieplarnianych. Spotykamy się w przerwie obiadowej, wyjmuje kanapkę z tuńczykiem z plastikowego woreczka. Ma na sobie spodnie bojówki i czapkę klubu Juventus. - Zawsze kochałem waszą piłkę - mówi - również dlatego byłem szczęśliwy, że tu przyjeżdżam.
W Hammamecie też był rolnikiem. Zawodu nauczył się od ojca. Codziennie widział, jak ciężarówki z Francji i Niemiec odjeżdżają z ładunkiem.
W lipcu 2005 r. ukrył się w jednym z tirów, wśród owoców. - Wziąłem ze sobą tylko jedną butelkę posłodzonej wody. Podczas podróży ani razu nie sikałem.
Ciężarówka zjechała ze statku aż w Genui. Moncef Ghezal wysiadł w serwisie samochodowi w Brescii. - Pamiętam pierwszą włoską noc. Ukryłem się w polu kukurydzy, byłem straszliwie pogryziony przez komary.
W Apulii, gdzie pracował za 3,5 euro za godzinę, poznał Elenę, rumuńską imigrantkę, która przyjechała do Włoch pracować jako opiekunka. Została jego narzeczoną. Wspólnie zdecydowali, że przeprowadzą się na Sycylię. - Karczochy, cukinie, pomarańcze, ziemniaki, pomidory. Zbierałem wszystko.
Po latach pracy na czarno, dziewięć miesięcy temu, Moncef Ghezal dostał pierwszą legalną umowę. Ale już wtedy miał wątpliwości. - Bardzo cierpiałem, kiedy umarł mój ojciec. Nie miałem dokumentów i nie mogłem pojechać na jego pogrzeb. Tak samo na ślub mojej siostry Mnufidy.
Zdjęcia rodziny trzyma na komodzie. Mieszka w centrum małej miejscowości Ispica. Płaci 300 euro miesięcznie za wynajem. Resztę włoskiego życia podsumowuje tak: - W soboty stoję na bramce w drużynie ludzi z Maghrebu. Raz w tygodniu wychodzę z Eleną na pizzę. W domu mamy pudelka, kota i siedem papug.
A w Tunezji? - Kiedy ja byłem tu wykorzystywany i bez dokumentów, w moim kraju zrobili rewolucję - mówi. - Tam się polepszyło, a Włochy pogrążyły się w kryzysie.
Uważa, że różnice się zmniejszyły: - Mój brat zarabia połowę tego, co ja. Ale on utrzymuje dwoje
dzieci...
Ta kwestia głęboko go niepokoi. - Elena jest wspaniała, ale ma 50 lat. Powiedziała mi, że powinienem wrócić do domu i ożenić się. Bo ja mam 31 lat i zaczynam się starzeć.
W 2011 r. we Włoszech podwoiła się liczba wniosków o pomoc w dobrowolnym powrocie do kraju pochodzenia: 374 imigrantom kupiono bilety powrotne. Wielu wraca do domu z poczuciem porażki.
Ale nie zbieracz pomidorów Moncef Ghezal. Od sierpnia będzie swoim starym bmw jeździł po ulicach Hammametu. On zrobił wszystko, co trzeba, to Włochy przegrały.