http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Okno do piekła

Jacek Hugo-Bader, współpraca: Daniel Łubiński
2012-01-22, ostatnia aktualizacja 2012-01-23 10:59

Towarzysze! Kto się zgłasza na ochotnika oddać życie jako ofiara dla Wielkiego Szamana?!

Ediij Dora, nauczycielka
Fot. Jacek Hugo-Bader
Ediij Dora, nauczycielka
Artur Dron
Fot. Jacek Hugo-Bader
Artur Dron
Wasilij Atłasow, strażnik kamienia
Fot. Jacek Hugo-Bader
Wasilij Atłasow, strażnik kamienia
Piotr Naumow
Fot. Jacek Hugo-Bader
Piotr Naumow
Afanasij Fiedorow odprawia rytuał
Fot. Jacek Hugo-Bader
Afanasij Fiedorow odprawia rytuał
ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Kartofle, chleb, gotowana konina i surowa cebula. Dobrze by popić czym na ciepło.

Jest tylko herbata z kotła w trzech wariantach. Z mlekiem bez cukru, z cukrem bez mleka, z mlekiem i z cukrem. Bez dodatków nie ma. Z trojga złego wybieram wariant pierwszy, bo w pozostałych urzędowo są po trzy łyżki białej śmierci.

Tak wyglądał mój pierwszy posiłek w Jakucji.

Z pierwszym jakuckim taksiarzem było tak:

Zakład

Wsiadam, czekam, aż skończy gadać przez telefon, i mówię, dokąd chcę jechać. On rusza, ale taksówkarze, wiadomo, ciekawski naród, zaraz pyta, skąd jestem. Bo akcent nie ten. W Rosji wszędzie tak mam. Nawet sobie przed laty na tę okoliczność ułożyłem grę. - Masz pięć strzałów - mówię - zgadniesz, skąd jestem, płacę za kurs podwójnie, nie zgadniesz - jadę za darmo.

Nie idzie na to. Jak niemal wszyscy przedstawiciele jego profesji. Milczą potem z reguły całą drogę, wstydząc się swojego tchórzostwa i braku brawury, a ja rozkoszuję się ich męczarniami od pytania, które zawisło w powietrzu i pozostaje bez odpowiedzi.

Od 19 lat jeżdżę do Rosji i wychodzi mi, że może jeden-dwóch na stu taksiarzy podejmuje ryzyko zgadywania. Zawsze najpierw strzelają nieprecyzyjnie, że ja z Pribałtyki (to znaczy Litwy, Łotwy bądź Estonii), bo mam akcent jak mieszkańcy tych byłych radzieckich republik. Potem mówią najczęściej Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, sadząc zapewne, że mierząc w wielkie kraje, łatwiej we mnie trafią.

Ów młody jednak, sympatyczny jakucki taksiarz nie podejmuje gry. Milczy, a po chwili - gówniarz jeden! - proponuje mi to samo. Mam odgadnąć jakiej on jest narodowości. I podwaja stawkę! Trafię - jadę za darmo, nie trafię - płacę poczwórnie.

Sam się wrobiłem. Muszę z fasonem podjąć wyzwanie. Ale się gówniarz przeliczy, bo trafił na lepszego od siebie. Z głowy mogę wymienić kilkadziesiąt maleńkich rdzennych narodowości zamieszkujących Syberię (choćby Kereków, których jest już tylko ośmioro na świecie), bo to mój konik i ukochany dziennikarski temat, ale w Jakucji żyją tylko Ewenkowie, Eweni, Dołganie i Jukagirzy. Pewnie jest jednym z nich - cwaniaczek. Więc z coraz większym drżeniem serca wymieniam te ludy po kolei, ale ciągle pudłuję, bo że nie jest Jakutem, jest dla mnie jasne - tylko idiota poszedłby na taki hazard, będąc przedstawicielem największego miejscowego narodu. Gęba zresztą nie ta i oczy mało skośne. Imigrantem z Azji Środkowej albo z Kaukazu też być nie może, bo cera u niego całkiem nie czerniawa, ani Rosjaninem czy innym europejskim przybyszem, bo przed chwileczką rozmawiał przez telefon w dziwnym azjatyckim języku. Który okupant na świecie znał czy też zna lokalny język?

Przegrywam. Zamiast 200 płacę 800 rubli za kurs (80 złotych).

- To kim ty jesteś, do licha? - pytam na odchodne.

- Rosjaninem.

Ależ mnie zrobił! Zagrał jak prawdziwy mistrz. Wiedział, że nie udzielę najprostszej odpowiedzi z możliwych, bo tym telefonem i rozmową w jakuckim języku wprowadził mnie w błąd. A Rosjanie to połowa mieszkańców miasta Jakucka!

Mój młody szoferak jest Pachanem. To rdzenni, ale zjakuciali Rosjanie, którzy od setek lat, od czasu podboju kraju przez moskiewskich carów, żyli na stacjach konnej poczty wzdłuż drogi z południa Syberii do jakuckiej stolicy. Żyli w ogromnej izolacji, więc z czasem język jakucki stał się ich pierwszym, ale prawie nigdy nie wchodzili z miejscowymi w związki małżeńskie. Poza pocztą zajmowali się uprawą ziemi, czego rdzenni mieszkańcy nigdy nie robili. Jakuci i Ewenkowie są pasterzami. To oni cztery wieki temu, od rosyjskiego słowa "pachat'" - orać, nazwali ich Pachanami.

Mordor

Skończyłem wielką podróż przez syberyjską kołymskę i, patrząc teraz wstecz, widzę, a raczej tylko czuję, jakbym po wjechaniu do Jakucji znalazł się nagle w Narni, odwiedził Alicję w jej krainie czarów czy też z peronu 9 i 3/4 na dworcu King's Cross wsiadł do pociągu do Hogward, gdzie studiował Harry Potter.

Kiepskie porównanie, stanowczo za słodkie. To raczej ziemia jednookiego Saurona - władcy pierścieni i Mordoru. Jakucja to tajemnicza kraina z 22-procentowym bezrobociem, w której jest okno do dolnego świata, czyli po naszemu piekła. Tak miejscowi szamani mówią o wykutej dwa wieki temu w stolicy stumetrowej studni, w której nigdy nie pojawiła się woda. (Bo nie mogła - wieczna zmarzlina!).

To jest też kraj wędrujących dziur w czasie. Kto w nie wpada, ginie bez wieści, ale są też tacy, którzy w porę się z nich wycofali i opowiadają niesłychane historie sprzed setek i tysięcy lat. Dziury w czasie pojawiają się w okolicach gigantycznych dziur w ziemi wywierconych podziemnymi wybuchami atomowych ładunków. Tak współcześni szukają diamentów.

Źródło: Duży Format
  • 40
  • 12
  • 3
  • 18
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':