Wilhelm Sasnal? - Dyskutowałem kiedyś o nim z młodszymi kolegami. Większość znała doskonale ceny jego prac. Poprosiłem więc: "Opiszcie pięć jego obrazów, które was zafascynowały". Nie potrafili. Ale cenię go. Za to, że potrafił się wypromować i nadal maluje bez żadnych kompleksów.
Paweł Althamer? - Byłem w Brukseli w 2009 roku, akurat gdy wylądował jego złoty samolot z ubranymi na złoto ludźmi. Wszyscy w Belgii myśleli, że to reklama frytek. Jak usłyszeli, że to wydarzenie artystyczne promujące Polskę, to się śmiali.
Joanna Rajkowska, autorka palmy na rondzie de Gaulle'a w Warszawie? - Tyle widziałem w życiu prawdziwych palm, że sztuczna mnie nie zajmuje.
Grzegorz Klaman, twórca kontrowersyjnej wystawy z płodami w formalinie? - Nie nabieram się na takie bajki. Jakbym chciał obejrzeć płody, poszedłbym na wydział patologii uniwersytetu medycznego, gdzie pracuje moja żona.
Julita Wójcik i jej akcja artystyczna, podczas której obierała w Zachęcie ziemniaki? - Mam się zachwycać chałą?!
To nie jest sztuka? - Dla niektórych ludzi to sztuka, ale nie dla mnie. W każdej epoce dominowała pewna klasa, która wywierała wpływ na estetykę. Wiek XX był zdominowany przez klasę robotniczą.
Dorota Nieznalska? - Nie jest odkrywcza. Na jej nowej wystawie nie byłem, nie miałem czasu. Czy ja się muszę katować wszystkim? Ale musicie wiedzieć, że stałem za nią murem, gdy zdawała egzamin na
studia doktoranckie na ASP w Gdańsku.
Zobaczył pan w niej talent czy to było po złości - niech się dziewczyna douczy? - Mogę nie zgadzać się z jej twórczością i brakiem podstawowej wiedzy na temat religii, ale jestem też pedagogiem, muszę umieć dostrzec potencjał w człowieku. Nie fascynują mnie gonady na krzyżu, wierzę jednak, że jeśli jest artystką ciekawą i ma coś do powiedzenia - potwierdzi to, stworzy coś wybitnego, a nie tylko prowokację.
Teraz zapytamy inaczej. Ceni pan któregokolwiek z polskich artystów awangardowych? - Oczywiście, że tak.
Prosimy wymienić pięciu. - No, błagam panie...