http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nielegalni

Katarzyna Lubiniecka [skrót red.]
2012-01-04, ostatnia aktualizacja 2012-01-04 17:33

''Nalot'' policji na ośrodek dla cudzoziemców ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy. Na zdj. mężczyźni pokazują plastikowe kajdanki, którymi zostali skuci
''Nalot'' policji na ośrodek dla cudzoziemców ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy. Na zdj. mężczyźni pokazują plastikowe kajdanki, którymi zostali skuci
Fot. Aleksander Prugar / AG

Niektórzy boją się, że abolicję wymyślił polski rząd, aby ich wyłapać

Niektórzy nielegalni imigranci boją się, że abolicję wymyślił polski rząd, aby ich wyłapać
Rys. Jacek Gawłowski
Niektórzy nielegalni imigranci boją się, że abolicję wymyślił polski rząd, aby...
''Duży Format'' z 5 stycznia 2011 r.
''Duży Format'' z 5 stycznia 2011 r.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Ola od miesięcy skreślała w kalendarzu dni, które zostały do 1 stycznia 2012. Czekała na ustawę o abolicji dla obcokrajowców, którzy są w Polsce nielegalnie. Dzięki niej Ola pierwszy raz od pięciu lat wyjedzie na Ukrainę: - Jak tylko dostanę "papier", to chyba wprost z urzędu, na piechotę, jak na skrzydłach, ruszę przez Polskę.

Do mamy, która mieszka na wsi po ukraińskiej stronie Bieszczad. - Chciałabym się po prostu do niej przytulić, bardzo mi jej brakuje.

Ola nie boi się - jak wielu innych Ukraińców - plotek rozpowszechnianych na Ukrainie, że abolicję wymyślił polski rząd po to, aby wyłapać wszystkich "nielegalnych". - Będą was mieli jak na widelcu - drwią sceptycy.

Ola nie boi się pewnie dlatego, że sama się do abolicji przyczyniła: - Sylwester 2009 był kolejnym, który spędzałam w Warszawie razem z koleżanką Saszą, też Ukrainką. Pytam ją: - Sasza, czego sobie życzysz na ten przyszły rok? A ona, że najbardziej chciałaby pojechać do domu, do swoich. I w płacz. No to ja też w płacz, bo przecież moje życzenie było takie samo. Nierealne. Obie w Polsce nielegalnie, żadna z nas nie mogła przekroczyć granicy i tu wrócić. Miałyśmy nieważne paszporty i wizy, a pogranicznicy zaraz wbiliby nam zakaz wjazdu do Polski na kilka lat.

Stwierdziły, że tak dalej nie może być.

Sasza skontaktowała się z Ksenią Naranowicz z fundacji Oprócz Granic. Wspólnie z polskimi przyjaciółmi pracowali nad abolicją. Założyli Komitet "Emigranci na rzecz abolicji". Przyłączyli się do niego i legalni, i nielegalni. Zbierali podpisy pod petycją, mają swoją stronę w internecie. Pytali na niej: czy jesteś za abolicją, czy przeciw? - Nie wszyscy byli za, bo wielu Polakom wydaje się, że imigranci to bandyci i trzeba się ich pozbyć - mówi szczerze Ola.

W październiku zeszłego roku manifestowali pod Sejmem, że chcą wyjść z szarej strefy. - Pracujemy, zarabiamy, chcemy płacić podatki, chcemy móc sami pójść do urzędu załatwić swoje sprawy - tłumaczy Ola. - Chcemy przestać się bać idąc ulicą.

Przyjechała do Polski w 2005 roku, gdy splajtowała firma budowlana, w której była księgową. Ma wyższe wykształcenie, skończyła zaocznie ekonomię. We Lwowie zostawiła męża, z którym nic już ją nie łączyło, 13-letnią córkę i 16-letniego syna, za którymi tęskniła niezmiernie i którym wysyłała busem do Lwowa pieniądze, prezenty i własnoręcznie lepione pierogi, gołąbki i mięsa. Wyjeżdżały o 20 z Warszawy, żeby dzieci miały świeże na śniadanie.

- Byłam mamą na telefon - opowiada. - Bywało, że dzwoniłam pięć razy dziennie.

Pierwszą pracę w Warszawie znalazła u bogatej właścicielki wielkiego domu. - Przeszłam u niej piekło - wspomina Ola. - Zatrudniła mnie na czarno i ukrywała przed ludźmi. Zakwaterowała w piwnicy, zabraniała wychodzić na dwór, otwierać okna. Do jedzenia dawała chleb i kapustę gotowaną na wodzie. Traktowała jak niewolnicę.

Ola sprzątała, prała, prasowała, gotowała. Wielki dom zamiatała od góry do dołu zmiotką, na kolanach, bo nie mogła używać odkurzacza.

- Kiedy pani wracała do domu, zdejmowałam jej płaszcz, rozwiązywałam sznurówki u butów. Wytrzymałam prawie pięć miesięcy - mówi Ola. - Kiedy powiedziałam, że odchodzę, zabrała mi walizkę, a potem rzucała we mnie moimi rzeczami na oczach sąsiadów. Było mi strasznie wstyd. Nie wypłaciła mi pensji za ostatni miesiąc.

- Teraz jako "legalna" będę się czuła pewniej, nie dam już sobą pomiatać - cieszy się Ola.

***

Całą historię Oli i innych nielegalnych imigrantów w Polsce przeczytasz tylko w papierowym "Dużym Fromacie"

***

W czwartkowym "Dużym Formacie" również:
- Smak lufy włożonej w usta
Sherlock Holmes, którego gra Robert Downey jr, zażywa narkotyki, ma nerwicę natręctw i jest mizoginem. Poza tym przebiera się za kobietę, jest zazdrosny o małżeństwo dr. Watsona, więc pozbywa się jego małżonki - o filmie "Sherlock Holmes. Gra cieni" piszą Wojciech Orliński i Jacek Szczerba.
- Co jest w sztuce McDonaldem
Po namalowaniu "Ostatniej Wieczerzy" rozpętało się piekło, nie dyskusja. Opluwanie obrazu - o filmie "Sherlock Holmes. Gra cieni" piszą Wojciech Orliński i Jacek Szczerba.
- Dni, w których osiwiał konsul Mendes
Na początku II wojny światowej w Bordeaux w kilkanaście dni uratował 30 tysięcy uciekinierów - o Aristidesie de Sousa Mendesie pisze Iza Klementowska.
- Mucha nie gada
Co chce ukryć minister sportu Joanna Mucha? Nawet kiedy pisałem teksty pośmiertne, pogrążone w żałobie rodziny i bliscy znajomi rozmawiali o bohaterze chętniej niż bliscy minister Muchy - o minister sportu pisze Wojciech Staszewski.
Więcej>>



Źródło: Duży Format
  • 3
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':