http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Hity 2012 roku. Koncerty

Robert Sankowski
2012-01-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-27 14:57

Red Hot Chili Peppers
Red Hot Chili Peppers
Fot. Tina KTina Korhonen BE&W


Fot. Ade Johnson BE&W Lamb
Fot. Katie Anderson/Music PicsKatie Anderson/Music Pics BE&W
Lamb
Björk
Fot. Przemyslaw Skrzydlo / AG
Björk
Koncert Coldplay w czasie festiwalu Opener, 30 czerwca 2011, Babie Doły, Gdynia
Fot. Rafał Malko / Agencja Gazeta
Koncert Coldplay w czasie festiwalu Opener, 30 czerwca 2011, Babie Doły, Gdynia
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Lektura koncertowych planów na przyszły rok przypomina relacje z frontu. Albo giełdy finansowej w stanie tuż przed bessą. Pierwszy postraszył widmem kryzysu Michael Eavis. Guru europejskiego rynku koncertowego, organizator najsłynniejszego brytyjskiego festiwalu Glastonbury prorokuje, że obecny stan rzeczy, gdy każdego roku mamy do wyboru setki koncertów, wkrótce się skończy. Rynek się skurczy, część wielkich letnich imprez upadnie. Zdaniem Eavisa powody będą czysto muzyczne - współczesna scena ma do zaoferowania coraz mniej zjawisk oryginalnych, coraz mniej też pojawia się na niej gwiazd, które są w stanie przyciągać tłumy dłużej niż przez dwa sezony.

Nawet Metallica wietrzy problemy ekonomiczne. Chociaż nie ma na razie żadnego nowego materiału do promocji, to ogłosiła, że chce jak najszybciej przyjechać na dużą trasę po Europie, aby wykorzystać moment, gdy fani mają jeszcze pieniądze na to, by chodzić na koncerty.

Czy ten pesymistyczny scenariusz jest realny? Szybki przegląd ogłoszonych już wykonawców, którzy pojawią się w przyszłym roku na koncertach w Polsce, prowokuje do jednej konstatacji - nazw i nazwisk jest mniej niż rok temu. A może to objaw normalności? W kilku ostatnich sezonach nadrabialiśmy intensywnie nawarstwione od dekad zaległości. Lekcje odrobione, czas przyzwyczaić się do koncertowej codzienności, w której nie wystarcza rzucić na afisz nazwę jakiejś niewidzianej nigdy w Polsce formacji, aby zelektryzować lokalnych fanów.

Ta normalność, choć może odrobinę mniej ekscytująca, też przedstawia się interesująco. Sporo ciekawego przynoszą już pierwsze miesiące nowego roku. 11 lutego w warszawskiej Proximie zagra Peter Hook. Legendarny basista Joy Division i New Order zastrzegał, że nie interesuje go odgrzebywanie przeszłości, a nostalgia to najgorsza rzecz, jaką wyobrazić sobie można w muzyce. Coś musiało się zmienić, bo do Polski przyjeżdża, aby ze swoim zespołem The Lights zagrać cały materiał z debiutanckiego albumu Joy Division "Un-known Pleasures". Odrobinę muzycznej archeologii - choć w zupełnie innym stylu - zaproponuje też zapewne Mark Lanegan. To jeden z najciekawszych i zarazem najbardziej niedocenionych głosów pokolenia przełomu lat 80. i 90. - był swego czasu podporą grup Screaming Trees i Mad Sea-son, współpracował też z zespołami Queens Of The Stone Age i Gutter Twins. Do Polski - zagra 19 marca w Warszawie - przyjeżdża jako frontman własnego zespołu. To pozycja obowiązkowa dla zwolenników klasycznego grania, w którym miesza się kawał amerykańskiej tradycji: od rocka, przez folk, blues aż po country.

Zwolenników nowoczesnych brzmień zainteresować powinny koncerty brytyjskiej grupy Lamb. To już kolejna wizyta w Polsce tego elektronicznego duetu (po raz ostatni grali na tegorocznym festiwalu Tauron Nowa Muzyka), który łączy trip hop i drum'n'bass z elementami nu jazzu. Na początku lutego Lamb zagra aż trzy koncerty - w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Zwolennicy elektroniki tłumnie pojawią się zapewne także na lutowych koncertach projektu M83. Kierowany przez francuskiego artystę Anthony'ego Gonzaleza zespół grał niedawno na festiwalu Ars Cameralis. Tym razem wystąpi na solowych koncertach w Warszawie i Poznaniu.

Ostatniego dnia miesiąca w stołecznej Sali Kongresowej pojawi się znany z białostockich Pozytywnych Wibracji amerykański soulowiec Raphael Saadiq. Początek marca to mała belgijska inwazja na polskie sceny. W Warszawie i Wrocławiu zagrają weterani tamtejszej sceny alternatywnej dEUS (widzieliśmy ich w tym roku na OFF Festivalu) oraz nazywana belgijską odpowiedzią na Amy Winehouse Selah Sue. Pod koniec miesiąca do Wrocławia (który wyrasta na drugie po Warszawie koncertowe miasto Polski) zawita z kolei Jamie Woon, którego mogli oglądać widzowie Tauron Nowej Muzyki.

Największą gwiazdą początku 2012 roku będzie jednak bez wątpienia Sting. Brytyjski wokalista, żonglując pomysłami na aranżację swoich przebojów, od kilku lat jeździ po świecie z tymi samymi piosenkami. Polską najwyraźniej wciąż się nie znudził. 15 i 16 lutego da dwa występy w Sali Kongresowej w Warszawie. Tym razem pod hasłem "Back To The Bass", czyli powrotu do prostego, rockowego brzmienia i składu.

Tyle w pierwszym kwartale 2012. Później warto pamiętać przede wszystkim o sezonie festiwalowym. Najwięksi gracze już ogłaszają swoje gwiazdy. Na Open'erze (Gdynia 4-7 lipca) będą to Björk i The xx - jedni z najciekawszych debiutantów ostatniej dekady. OFF Festival (3-5 sierpnia) dzień przed startem właściwej imprezy otworzy specjalne before party, którego głównym bohaterem będzie brytyjski wizjoner muzyki elektronicznej Matthew Herbert. Swój festiwal szykuje też koncertowy potentat - firma Live Nation. Nowa jednodniowa impreza pod hasłem Impact Fest odbędzie się 27 lipca na stołecznym lotnisku Bemowo. Główną gwiazdą będą Red Hot Chili Peppers. Oglądaliśmy ich już swego czasu na koncercie na Stadionie Śląskim. W 2012 jako arena koncertowa zadebiutuje inny stadion - warszawski Narodowy. 19 września zagra na nim Coldplay.

Zespół Chrisa Martina to też nie nowość. W mijającym roku był gwiazdą Open'era. Są jednak jeszcze ważni artyści, którzy w Polsce nie grali. Dwóch z nich będzie w tym roku w trasie po Europie. To Bruce Springsteen oraz reaktywowany po latach symbol manchesterskiej sceny muzycznej The Stone Roses. Wygląda na to, że aby ich zobaczyć, trzeba się będzie wybrać do Niemiec lub Danii. Ale to się może zmienić. I Springsteen, i manchesterczycy byliby ozdobą każdego letniego festiwalu. Niewykluczone, że któryś z polskich organizatorów lada moment dopisze ich do programu swojej imprezy.

Czego sobie i państwu życzę.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':