http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Marka stracona, pani Bausch!

Izabela Szymańska
2011-09-25, ostatnia aktualizacja 2011-09-22 21:45

?Święto wiosny?, Londyn, 13 lutego 2008 r.
?Święto wiosny?, Londyn, 13 lutego 2008 r.
Fot.Nigel Norrington/ArenaPAL/Forum

- Siedziała za biurkiem z papierosem w ręku. Rzucała temat, oglądała nasze propozycje, notowała coś, a potem na stole układała sobie fiszki - opowiadają Janusz Subicz i Nazareth Panadero. Pracowali z Piną Bausch niemal od początku

Pina Bausch tańczy w przedstawieniu ?Café Müller?, Lizbona 3 maja 2008 r.
Fot. Anna Włoch
Pina Bausch tańczy w przedstawieniu ?Café Müller?, Lizbona 3 maja 2008 r.
Nazareth Panadero
Fot. PAP/Yuri Mashkov/ITAR-TASS
Nazareth Panadero
Janusz Subicz
Fot. Filip Klimaszewski
Janusz Subicz
?Goździki?, Wuppertal, 10 lutego 2005 r.
Fot. Tristram Kenton/Lebrecht Music & Arts/Lebrecht Music & Arts/Be&W
?Goździki?, Wuppertal, 10 lutego 2005 r.
SERWISY
Paryż, 1979 rok. On - szczupły blondyn, 27 lat, z Polski. Ona - szczupła brunetka z burzą loków, 24 lata, z Hiszpanii. Oboje są tancerzami.  

Przyjechali do Paryża, żeby mieć kontakt z najciekawszymi artystami tańca z całego świata. Brali lekcje tańca współczesnego u Petera Gossa, remontowali wynajęte mieszkanie, pracowali i myśleli, żeby założyć własny zespół.

Na najważniejszej scenie Théâtre de la Ville ma wystąpić opera z Wuppertalu z "Siedmioma grzechami głównymi" i "Blaubart", do których choreografię przygotowała Pina Bausch. To nazwisko nic im nie mówi, ale w Théâtre de la Ville występują najlepsi. Poszli.

- To był szok. Z tą formą wszyscy konfrontowali się pierwszy raz. Była prowokująca artystycznie: tancerze, zamiast tańczyć, chodzili i mówili. Świat artystyczny, krytycy, dziennikarze podzielili się w ocenie tego zjawiska: jedni uwielbiali, inni nienawidzili; mówiono euforycznie albo wręcz obraźliwie. Nie było środka. Zarzucano Pinie, że miesza się w ekscentryczne formy teatru, zamiast skupić się na tańcu. Przedstawienia były mocne, część widzów odbierała je jako brutalne, zarzucano jej pornografię, chociaż nikt nie był tam rozebrany. Pina występowała wtedy w Paryżu pierwszy raz - opowiada Janusz Subicz.

- Oglądając artystów na scenie, zastanawiałam się, skąd oni mają tę tajemniczą umiejętność, która nas tak ujmuje i przekonuje. Nie mogłam wyobrazić sobie, jak się do tego przygotowywali - dodaje Nazareth Panadero.

Przypadkowo zauważyli ogłoszenie o przesłuchaniach do zespołu Piny. Pomyśleli: pójdziemy, zobaczymy, jak ona pracuje, kim jest.

Po tygodniu zajęć okazało się, że Pina ze stu kilkudziesięciu osób wybrała ich dwoje.

Tylko na rok

Siedzimy przy kominku w domu w Jagniątkowie, administracyjnie - dzielnicy Jeleniej Góry, wrażeniowo - wsi w górach. Kupili go 18 lat temu, był ruiną. Chcieli stworzyć miejsce odcięte od świata, gdzie tancerze będą mogli spotykać się, przygotowywać spektakle - dlatego oprócz pokoi gościnnych mają na poddaszu salę z podłogą baletową. Przyjeżdżają tu kilka razy w roku.

Poznali się w Angers w 1975 roku w zespole Ballet-Théâtre Contemporain.

Janusz Subicz przyjechał tam z Marsylii, do której uciekł po czterech latach pracy w warszawskim Teatrze Wielkim. Tańczył tam tylko w technice tańca klasycznego - miał wrażenie, że pracuje w muzeum. Był świetnie wyszkolony, więc bez problemu dostał angaż w Marsylii w zespole Rolanda Petit. Po sezonie przeniósł się do Angers.

Nazareth Panadero trafiła tam po licznych szkołach tańca w Hiszpanii, w tym po szkole Marii de Avila, do której zjeżdżali się tancerze z całego świata. Skończyli ją m.in. Ana Laguna, która występowała u Matsa Eka czy Victor Ullate z baletu Béjarta. Po maturze Nazareth nie miała szans na pracę w Hiszpanii - nie było tam wtedy żadnych stałych zespołów.

Kiedy dostali się do zespołu Piny, paryskie mieszkanie podnajęli znajomym z zastrzeżeniem, że za rok wracają.

Tancerz musi myśleć

Początki z Piną były trudne. Część znajomych zerwała z nimi kontakty. Mówili: myśleliśmy, że jesteście fajnymi ludźmi, chcecie się rozwijać, a wy co robicie?!

Budynek opery, w którym mieścił się Tanztheater Piny Bausch, stoi w sąsiedztwie dworca kolejowego i ruchliwej magistrali. Odbudowany w latach 50., z zewnątrz przypominał raczej fabrykę.

- Pierwszy raz spotkaliśmy się z objawami ksenofobii - mów Nazareth.

- Brano nas za gastarbeiterów, tych, co przyjeżdżają do Niemiec, żeby się dorobić - dodaje Janusz.

Każdy dzień, jak we wszystkich zespołach, zaczynał się od treningu w technice klasycznej, ale oprócz tego w Tanztheater codziennie pracowali w tradycji tańca niemieckiego modern dance Kurta Joossa, nauczyciela Piny Bausch, twórcy m.in. politycznego spektaklu tańca "Zielony stół". Po przedpołudniowych zajęciach zajmowali się ćwiczeniem repertuaru zespołu i wypracowywaniem nowych produkcji. Premierę dawali raz w roku.

Fragmenty ze spektakli Piny Bausch zostają w pamięci na długo. Na scenie stoi kobieta, patrzy w podłogę. Z boków podchodzą do niej eleganccy mężczyźni w garniturach, jeden lekko głaszcze ją po policzku, inny całuje w rękę, kolejny dotyka różowej sukni, jeszcze inny - gładzi po kolanie. Ona stoi nieruchomo. Ich pozornie delikatne ruchy stają się coraz bardziej natarczywe, niemal bolesne, mężczyźni przepychają się, żeby się do niej dostać, a widz skręca się w fotelu od tych "czułości". To fragment spektaklu "Kontakthof", który w filmie "Pina" wykorzystał Wim Wenders. Kobietą jest Nazareth Panadero.

Źródło: Duży Format
  • 9
  • 1
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':