Dotąd takich przepisów nie było, choć turystykę górską i sporty uprawia coraz więcej ludzi. A że - jak tłumaczy poseł PO Piotr van der Coghen, autor ustawy i założyciel jurajskiej grupy GOPR - taka górska aktywność może doprowadzać do urazów, a po urazach mogą pojawiać się roszczenia, należało sprawę uregulować. Ustawa określa więc, kto za co w górach odpowiada, by było bezpiecznie, a jak się coś wydarzy - kto, kogo i gdzie ratuje.
Góry wymieniono z nazwy. Są poszczególne pasma Beskidów, są Pieniny, Gorce i Sudety, Tatry. Gór Świętokrzyskich nie ma, ale jest Wyżyna Krakowsko-Wieluńska (czyli Jura), geograficznie i geologicznie bardziej wyżynna niż górzysta. Jak - tłumaczy van der Coghen - na Jurze ludzie wspinają się na skałki i wchodzą do jaskiń. Dochodzi nawet do kilkuset wypadków w roku. W Górach Świętokrzyskich takiej aktywności jest zdecydowanie mniej.
Zgodnie z ustawą zorganizowane tereny narciarskie, nawet stoki na Mazurach, muszą być zabezpieczane. Ale niekoniecznie przez GOPR. Wystarczy ratownik narciarski, czyli osoba sprawnie poruszająca się na nartach, przeszkolona medycznie i w zakresie transportu chorego w górach. Takie transportowe kursy musi organizować pogotowie tatrzańskie lub jedna z siedmiu grup GOPR.
Van der Coghen próbował - jak zapewnia - uniknąć zapisu o górach jurajskich, pisząc w projekcie, że przepisy stosuje się do skał, jaskiń i bezdroży Wyżyny Krakowsko-Wieluńskiej. Ale została zgłoszona poprawka wymieniająca Wyżynę wśród gór. I przeszła.
- Dla turystów oznacza to zobowiązanie państwa, że na tym terenie będzie funkcjonować specjalistyczna służba ratownictwa górskiego. Dla GOPR to prawo do ubiegania się o rządowe dofinansowanie na działalność - wyjaśnia poseł.
Ustawą zajmuje się teraz Senat.
Źródło: Gazeta Wyborcza