Stanisław K. z Platformy Obywatelskiej jest starostą w Sulęcinie drugą kadencję. Teraz będzie musiał odejść. W piątek Sąd Okręgowy w Gorzowie skazał go na rok i sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata i 8 tys. zł grzywny. Uznał, że Stanisław K. działał na szkodę interesu publicznego. Celem było przysporzenie korzyści majątkowych osobie, którą polecił zatrudnić.
Sprawa sięga 2007 r. i sporu pomiędzy starostą a Andrzejem Żelechowskim, wieloletnim dyrektorem podległego Domu Pomocy Społecznej w Tursku. - Stanisław K. zmusił mnie do utworzenia stanowiska zastępcy i zatrudnienia na nim Andrzeja Żmijaka, szefa powiatowego
PiS. Chciał w ten sposób zrealizować swoje zobowiązania wyborcze. Gdy się opierałem, szantażował, że mnie wyrzuci - opowiada Żelechowski.
Dyrektor zatrudnił zastępcę, ale nie był zadowolony z jego pracy. Gdy w końcu zwolnił Żmijaka, sam także pożegnał się z posadą. Wtedy zawiadomił prokuraturę i oskarżył Stanisława K., że zmusił go do zatrudnienia swojego protegowanego, choć ten nie miał kwalifikacji.
W kwietniu br. Sąd Rejonowy w Sulęcinie skazał zarówno starostę, jak i byłego dyrektora DPS. Stanisław K. dostał rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i 8 tys. zł grzywny. Żelechowskiemu za zatrudnienie wicedyrektora wbrew regulaminowi placówki wymierzył karę pół roku więzienia w zawieszeniu na rok i 4 tys. zł grzywny.
Obaj się odwołali. Sąd w Gorzowie zmienił decyzję pierwszej instancji. Warunkowo umorzył postępowanie wobec Żelechowskiego na dwuletni okres próby. Utrzymał jednak wyrok w sprawie Stanisława K.
- Jestem szczęśliwy, bo byłem prześladowany przez tego człowieka przez co najmniej trzy lata. Przeciwstawiłem się temu i cieszę się, że zapadł niezawisły wyrok - mówił po ogłoszeniu wyroku Żelechowski.
Mecenas Jerzy Wierchowicz, obrońca Żelechowskiego: - Rola pana Żelechowskiego była podrzędna, nastąpiła na skutek nagannego działania starosty. Dyrektor DPS został zmuszony do podjęcia złej decyzji kadrowej, co w ustaleniach sądu znalazło odzwierciedlenie jako przekroczenie uprawnień. Za to został skazany w pierwszej instancji. Jednak przymusił go do niej starosta, jego bezpośredni przełożony, który powinien dbać o prawidłowość decyzji podwładnych. Mój klient działał też pod groźbą utraty pracy, co z resztą się ziściło.
Andrzej Żelechowski nie został skazany, ale na dwa lata trafi do rejestru warunkowych umorzeń. W przeszłości był radnym. Teraz przez dwa lata nie będzie mógł startować w wyborach. Poważniejsze konsekwencje czekają Stanisława K. Wyrok oznacza, że straci stanowisko. Rada powiatu ma trzy miesiące na podjęcie uchwały o jego odwołaniu.
Stanisława K. czeka także pożegnanie z PO. - Braliśmy już taką ewentualność pod uwagę w związku z pierwszym wyrokiem sądu. Wtedy starosta sam zawiesił członkostwo w Platformie. Po uprawomocnieniu się drugiego wyroku przestanie być członkiem naszej partii. Szanujemy wyroki sądu. Każdy jest dorosły i odpowiada za to, co robi. To jedna z takich sytuacji - mówi poseł Bożenna Bukiewicz, szefowa lubuskiej PO.