Justyna Socha z Poznania szczepiła syna według kalendarza do czasu, aż jako pięciolatek zachorował na łuszczycę. Lekarze nigdy nie powiedzieli, że ma to jakikolwiek związek ze szczepieniem. Ale Socha tak właśnie twierdzi. - Dziecko było zdrowe, a jest chore. Szczepienia ingerują w układ immunologiczny, a łuszczyca ma związek z zaburzeniami odporności - dowodzi. - Moje młodsze
dziecko szczepione było tylko raz, w szpitalu, zaraz po urodzeniu, a najmłodsze, dwuipółroczne, nie ma żadnego szczepienia. I właśnie ono chowa się najlepiej.
Socha za odmowę szczepienia dwóch córek dostała dwie grzywny po 550 zł, bo szczepienia - w sumie na dziesięć chorób, takich jak: tężec, ospa czy gruźlica - są w Polsce obowiązkowe. Lekarze rodzinni muszą informować sanepid o rodzicach nieprzestrzegających kalendarza szczepień. - Rocznie jest ok. 3 tys. takich przypadków, tylu rodziców składa pisemne odmowy - podaje Jan Bondar, rzecznik Głównej Inspekcji Sanitarnej.
Sanepid starał się opornych przekonywać. Gdy to nie pomagało, nakładał grzywny. Np. w
Poznaniu wymierzono ich 20. Cyryla Staszewska, rzecznik poznańskiego sanepidu: - W tej chwili mamy 600
dzieci, których
rodzice nie chcą szczepić. A jeszcze kilka lat temu takie przypadki należały do wyjątków.
Justyna Socha od decyzji sanepidu odwołała się do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Cztery tygodnie temu sąd przyznał jej rację. W uzasadnieniu odwołał się do wyroku Najwyższego Sądu Administracyjnego w podobnej sprawie. NSA w kwietniu orzekł, że nakładająca obowiązek szczepień ustawa nie może być podstawą do wydawania decyzji administracyjnych, a więc i wymierzania grzywien.
Poznański sanepid nie chce komentować wyroku. Staszewska przypomina tylko, że nie jest prawomocny. Ale sanepidu w
Kielcach wstrzymały grzywny. Tu były one najwyższe - nawet 10 tys. zł, bo ''miały przekonać rodziców''.
- Szczepionki to nie jest sprawa osobista, chodzi o bezpieczeństwo epidemiologiczne całego społeczeństwa - przekonuje prof. Iwona Mozer-Lisewska, kierownik kliniki chorób zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. - Dzięki temu, że szczepienia są obowiązkowe, udało się wyeliminować takie plagi jak heinemedina czy czarna ospa.
Dlaczego nie przekonuje to rodziców takich jak Socha? Przemysław Cuske z Poznania nie szczepił dwóch synów. - Nie jesteśmy z żoną przeciwni szczepieniom dla zasady, ale boimy się skutków ubocznych - tłumaczy Cuske. - Siostra żony miała wstrząs anafilaktyczny po szczepieniu przeciwko tężcowi.
Sanepid uspokaja, że odczyny poszczepiennie generalnie nie są groźne. Zwykle to obrzęki i stany podgorączkowe. - Ryzyko jest naprawdę bardzo niewielkie i dotyczy zwłaszcza dzieci z patologiami w obrębie układu nerwowego. Przez wiele lat pracowałam w klinice pediatrycznej i spotkałam się z tylko jednym poważnym powikłaniem prawdopodobnie związanym ze szczepieniem - tłumaczy prof. Mozer-Lisewska.
Najsłynniejszy w Europie przeciwnik szczepień Andrew Wakefield został na początku roku wykreślony przez brytyjską komisję medyczną z rejestru lekarzy. Była to kara za wmawianie rodzicom, że szczepionka na odrę, świnkę i różyczkę (zwana MMR) wywołuje u dzieci autyzm.
Socha i Cuske są wśród założycieli Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP. Działają od kilku tygodni. Walczą o prawo rodziców do decydowania o szczepieniu dzieci. Pod listem do Ministerstwa Zdrowia zebrali 2,5 tys. podpisów.
GIS chce zmian w przepisach, by sanepid mógł legalnie nakładać grzywny na rodziców.
Jednak dr Paweł Grzesiowski z fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń twierdzi, że kary nie są najlepszym rozwiązaniem: - Musimy raczej wrócić do elementarnej edukacji i wyjaśniać, czym są szczepionki i dlaczego warto szczepić. Przecież dziecko nieszczepione jest najbardziej narażone na groźne choroby i powikłania z nimi związane. Rzetelna wiedza powinna poradzić sobie z mitami o szczepieniach.