Pomysły nowych regulacji, które ograniczyć miałyby ingerencję służb w prywatność obywateli, przedstawił w poniedziałek minister Jacek Cichocki, sekretarz kolegium ds. służb specjalnych.
Rewolucyjny pomysł to powołanie niezależnej komisji do kontroli służb specjalnych. Na jej czele - pisaliśmy wczoraj - stałby sędzia, a powoływałby ją Sejm na sześcioletnią kadencję. Komisja miałaby dostęp do najtajniejszych dokumentów, na bieżąco kontrolowała pracę służb, a także rozpatrywała skargi od obywateli. Problem w tym, że taki niezależny organ - co Cichocki przyznaje - może być powołany tylko ustawą, a na to potrzeba czasu. Najwcześniej zatem - w ocenie Cichockiego - powstanie komisji jest realne w 2013 r.
Większe szanse (i bliższe terminy) Cichocki daje pakietowi zmian regulacji dotyczących tzw. retencji danych czy gromadzenia, przechowywania billingów, miejsc logowania komórek itp. przez operatorów telekomunikacyjnych i udostępniania ich policji oraz służbom specjalnym. W ubiegłym roku zapytań o takie dane
policja służby, prokuratura, sąd zadały 1,4 mln. To europejski rekord. Ale Cichocki nie dostał dotąd od służb danych, ilu osób te pytania dotyczą, jakie to były pytania itp.
Problem nagłośniła jesienią 2010 r. ''Gazeta''. Ujawniliśmy, że służby, sięgając po billingi, inwigilują dziennikarzy. Premier polecił wówczas Cichockiemu, by opracował projekt zmian w dostępie i wykorzystaniu takich danych. Przedstawiony w poniedziałek raport jest na razie zbiorem pomysłów, a nie zmian konkretnych przepisów. Cichocki zapewniał, że do końca września będą opracowane zapisy zmian w ustawach.
- Raport idzie w dobrym kierunku. Zastanawiam się tylko, czy to nie jest aby elementem kampanii wyborczej, czy też rzeczywistej woli zmian i zwiększenia ochrony prywatności - komentuje Dominika Bychawska-Siniarska z Fundacji Helsińskiej.
Katarzyna Szymielewicz z fundacji Panoptykon (obie fundacje otrzymały raport Cichockiego) też uważa, że to ''krok we właściwym kierunku''. - Zwłaszcza upublicznienie statystyk sięgania przez policję i służby po billingi oraz inne dane telekomunikacyjne czy stworzenie niezależnego organu kontroli służb, do którego można się na ich działania poskarżyć. Tyle że nie ma mechanizmu postulowanego przez nas i inne organizacje pozarządowe informowania po fakcie o działaniach służb podejmowanych wobec konkretnych ludzi. To jak mają się poskarżyć na coś, o czym się nie dowiedzą? - pyta Szymielewicz.
Co do statystyk, to pogląd o ich ogólności daje jawna informacja prokuratora generalnego o podsłuchach i innych formach kontroli operacyjnej (patrz ramka niżej). - Taka statystyka nie pokaże nam, na ile ta ponadmilionowa liczba zapytań płynąca do operatorów telekomunikacyjnych jest uzasadniona - uważa Szymielewicz.
Organizacje pozarządowe mają też poważne zastrzeżenia do postulowanego ograniczenia uprawnień służb do sięgania po dane telekomunikacyjne tylko do przestępstw zagrożonych karą więzienia do trzech lat albo wyższą.
- To w praktyce prawie cały kodeks karny. Co z niego wypada? Jazda na rowerze po pijanemu, niepłacenie alimentów, posłużenie się fałszywym dokumentem? To nie jest żadne ograniczenie. Nie spełnia naszych oczekiwań i odbiega od standardów w innych państwach, gdzie po takie dane sięga się w przypadku najpoważniejszych przestępstw: gwałtów, morderstw, porwań czy próby zamachu na prezydenta - mówi Szymielewicz.
- Znacznie lepsze byłoby wprowadzenie zamkniętego katalogu przestępstw, w przypadku których można sięgać po billingi i inne tego typu dane - wtóruje Bychawska.
- Generalnie chodzi o wyważenie interesów między skutecznością w wykrywaniu przestępstw a ochroną prywatności obywateli. Pod tym względem raport min. Cichockiego nie jest rzetelny, bo nie wynika z niego, że dostęp do danych telekomunikacyjnych zwiększa wykrywalność przestępstw. Przeciętny obywatel nie widzi więc uzasadnienia dla ograniczenia jego prywatności - podsumowuje przedstawicielka Fundacji Helsińskiej.