http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska przejmuje prezydencję Unii Europejskiej

Jacek Pawlicki, Tomasz Bielecki, Bruksela
2011-07-01, ostatnia aktualizacja 2011-06-30 22:02

Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Polska obejmuje dziś przewodnictwo w Radzie UE. To największe wyzwanie dla rządu Donalda Tuska i polskich polityków. Jeśli damy radę, staniemy się filarem Europy, jak Niemcy i Francja

Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Iluminacja Pałacu Prezydenckiego włączona o północy z czwartku na piątek
- Podział na starych i nowych członków Unii traci znaczenie. Ważniejszy jest podział na zwolenników silnej Europy i tych, którzy pchają nas ku osłabieniu integracji. Na szczęście prezydencja Polski zapowiada się na silnie proeuropejską - mówi Guy Verhofstadt, b. premier Belgii, szef liberałów w Parlamencie Europejskim.

Mamy jednak powody do tremy. To pierwsze polskie przewodnictwo, siedem lat po wejściu do UE, podczas gdy np. Belgia, współzałożycielka Unii, kierowała nią już 12 razy. I choć nasze przygotowania trwały trzy lata i pomagali nam światowej klasy eksperci, to nikt nie się spodziewał, że przejmiemy stery w momencie tak krytycznym.

Dwoma wielkimi osiągnięciami Unii - strefą Schengen bez granic i wspólną walutą - zachwiały kryzysy spoza Europy (napływ uchodźców z Libii, zapaść rynków finansowych w USA). Obnażyły słabości Unii - m.in. brak wspólnej polityki azylowej, dopuszczenie do krachu Grecji. Histeryczną reakcję na te zagrożenia wzmacniają ksenofobi i krzykliwe media.

Zmęczeni obywatele starej Unii nie wierzą, że europejskie instytucje dbają o ich interesy. Wielu żąda powrotu kontroli granic, by oprzeć się falom imigrantów. Greków chętnie by ze strefy euro wyrzucili.

Oba kryzysy spadają na głowę Polski, która chce być obrońcą wspólnej Europy. Co więcej, konflikt w Syrii może się przerodzić w wojnę. A spodziewane we wrześniu ogłoszenie niepodległości przez Palestynę grozi zaostrzeniem podziałów, bo część krajów Unii uzna nowe państwo, a część będzie trzymać z Izraelem.

Musimy się też liczyć wręcz z przelewem krwi na Białorusi pogrążonej w ciężkim kryzysie.

Oczywiście to czarne scenariusze, a Polska nie jest sama. Mamy świetne stosunki z najbardziej wpływowym krajem UE - Niemcami. I dobre - z Komisją Europejską i europarlamentem, któremu przewodniczy Jerzy Buzek.

Wprawdzie pod rządami traktatu lizbońskiego rola rotacyjnej prezydencji osłabła, bo Unia ma szefa dyplomacji (Catherine Ashton) i niby-prezydenta (Herman van Rompuy), ale wszyscy oczekują od nas więcej niż np. od Węgier, które właśnie prezydencję skończyły. Polska to przecież kraj duży, którym rządzi partia proeuropejska, a poparcie społeczne dla UE sięga 80 proc.

- Choć Polska jest poza strefą euro, powinna wspierać reformy polityki gospodarczej w całej Unii. Nie przeceniajcie jednak możliwości prezydencji, traktat je mocno ogranicza - mówi Ignacio Molina, hiszpański ekspert ds. prawa UE.

Nasz program jest obiecujący - wprowadzenie Unii na tory szybkiego wzrostu i jej wzmocnienie. Najtrudniejsze będą negocjacje budżetu 2014-20 (zakończą się w 2012 r.). Polska będzie musiała pośredniczyć też w sporach Brukseli z Londynem, który żąda, by okroić korzystną dla nas politykę spójności; z niej czerpiemy największe fundusze na modernizację.

Jeśli zdołamy ożywić Partnerstwo Wschodnie (szczyt jesienią w Polsce) i popchnąć rokowania o stowarzyszeniu z Ukrainą, będzie to największy sukces prezydencji. Forsowana przez min. Radosława Sikorskiego Europejska Fundacja na rzecz Demokracji może pożenić polską troskę o Wschód ze wsparciem arabskiej wiosny. Uwagi wymagają Bałkany. Choć pewny jest traktat akcesyjny z Chorwacją jesienią, to Serbowie oczekują dużej pomocy, by zdobyć do końca 2011 r. status kandydata do UE.

Polską administrację czeka zadanie większe niż Euro 2012. Zaangażowanych będzie 1,2 tys. osób; budżet prezydencji to 429,5 mln zł. W ciągu 184 dni odbędzie się ok. 50 spotkań ministerialnych i 1,5 tys. eksperckich.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':