To projekt przygotowany przez Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt. Pierwsze czytanie odbyło się na posiedzeniu połączonych komisji rolnictwa, samorządu terytorialnego i ochrony środowiska.
Uzasadniający projekt Paweł Suski (PO) mówił, że ma on przede wszystkim przeciwdziałać bezdomności psów i kotów i urealnić opiekę nad nimi: - Dziś tylko ok. 60 proc. gmin w ogóle robi coś w sprawie bezdomnych zwierząt, z czego ok. 80 proc. ogranicza się do płacenia za wyłapywanie psów i kotów, po kilkaset złotych za sztukę. A jeśli gmina zawiera umowę ze schroniskami, to nie interesuje się losem umieszczanych tam zwierząt płacąc często ryczałtem na utrzymanie zwierząt uśmiercanych niedługo po przyjęciu do schroniska. Dzisiejsze przepisy umożliwiły powstanie okrutnego procederu likwidacji zwierząt bezdomnych w majestacie prawa - mówił Suski.
Dlatego projekt przewiduje, że schroniska mogłyby prowadzić tylko samorządy lub organizacje non-profit (dziś schroniska i hycle działają na zasadzie działalności gospodarczej).
Projekt przewiduje nakaz kontroli warunków w schronisku, nakaz prowadzenia przez gminy programu przeciwdziałania bezdomności, w ramach którego ma być finansowana sterylizacja. Projekt przewiduje też zakaz rozmnażania psów i kotów w celach handlowych poza zarejestrowanymi hodowlami.
Rejestracja hodowli też byłaby nowością. - Dziś jest to działalność niekontrolowana. Hodowane są tam w straszliwych nieraz warunkach psy popularnych ras, którymi potem handluje się na targowiskach, co dodatkowo przyczynia się do zwiększenia problemu bezdomności - tłumaczył Suski.
Nie wzbudził dużego zainteresowania posłów. Gdy mówił, rozmawiali tak głośno, że ledwo było go słychać. Podobnie zachowywało się prezydium połączonych komisji: posłowie rozmawiali przez telefony komórkowe i między sobą, oglądali nawzajem swoje laptopy.
Po zakończeniu prezentacji projektu poseł Jan Rzymełka (PO) zaprotestował przeciwko używaniu sformułowania "bezdomne zwierzęta" - To budzi bardzo wielkie kontrowersje. Bo "bezdomni", to są ludzie. A zwierzęta to nie ludzie. Powinniśmy wrócić do słowa "bezpańskie", żeby nie było kontrowersji. Proponuje, żeby zmienić to w omawianym projekcie.
Jerzemu Rębkowi (
PiS) w ogóle nie podobało się, że pracuje nad ustawa dotyczącą poprawy losu zwierząt: - Dlaczego tu troska o zwierzęta przewyższa troskę o człowieka? - pytał. - Bo ta ustawa dotyczy zwierząt, a nie ludzi - odpowiedział mu Suski.
Z kolei Wojciecha Mojzesowicza (PJN) zaniepokoiło, że ustawa ograniczę sytuacje, w których można zabić zwierzę: - Duże zwierzęta domowe stają się nieraz dzikie i trzeba z nimi umieć postępować. Czasem trzeba móc zastrzelić, kiedy są niebezpieczne - mówił (prawdopodobnie chodziło mu nie o zwierzęta domowe, ale gospodarskie, np. krowy czy świnie).
Mojzesowiczowi nie podobała się też propozycja zakazu trzymania psów na uwięzi krótszej niż 3 metry i nie dłużej niż 12 godzin bez przerwy: - Jak babcia ma ukochanego pieska na łańcuchu, to będziemy jej mierzyć długość tego łańcucha?! - oburzał się poseł PJN.
Kilku posłów protestowało przeciwko nałożeniu na gminy obowiązku opieki nad bezdomnymi zwierzętami i przeciwdziałaniu ich bezdomności (dziś jest to działalność nieobowiązkowa). Jerzy Gosiewski (PiS): - Domeną zwierząt są lasy i pola, więc ta ustawa nie powinna dotyczyć gmin w terenie. Tu się próbuje narzucić gminom obowiązki, których nie powinny wykonywać.
- Państwo w uzasadnieniu napisaliście nieprawdę: że ustawa nie pociąga za sobą kosztów. Pociąga! I skoro chcecie przekazać gminom nowe zadania, to za zadaniami muszą iść środki. A państwo ich nie wskazujecie - mówił Witold Gintowt-Dziewałtowski (
SLD).
- Na posiedzeniu podkomisji, która będzie pracować nad projektem przedstawimy wyliczenie, z którego wynika, że te zadania mogą być wykonywane za te same, często niemałe, pieniądze, które gminy dziś przeznaczają na bezdomne zwierzęta. Tyle, że nieskutecznie, przynajmniej z punktu widzenia dobra zwierząt - powiedział "Gazecie" Paweł Suski.
Rząd poparł projekt, ale pod warunkiem uwzględnienia jego zastrzeżeń. Jednym z podstawowych było właśnie niewskazanie źródeł finansowania opieki nad bezdomnymi zwierzętami.
Rządowi nie podoba się też m.in. zakaz sprzedawania żywych ryb bez wystarczającej ilości wody, bo to godzi w interesy handlowców i hodowców ryb, szczególnie karpi. A także zaostrzenie wymagań przy transporcie żywych zwierząt. I to, by tymczasowo odebrane znęcającym się nad nimi lub niezapewniajacym właściwych warunków osobom zwierzęta gospodarskie można było umieścić w innym gospodarstwie rolnym. Zdaniem rządu grozi to przenoszeniem chorób na inne zwierzęta gospodarskie.
Dziś nie bardzo wiadomo, co zrobić z uratowanymi krowami, świniami czy np. gęśmi, bo - poza nielicznymi - nie ma schronisk przystosowanych na ich przyjęcie.
- Ale mamy od rządu zielone światło - cieszy się poseł Suski.