W siedzibie redakcji "Gazety Wyborczej" zorganizowaliśmy we wtorek konferencję pod hasłem "Kto ma internet, ma władzę?". O tym, że takie hasło może być realne mówił Jędrzej Deryło, autor mikrobloga
Kampaniaonline na Twitterze, z agencji Link Me Up. Opisał internetową kampanię prezydenta
USA Baracka Obamy, która jest wzorem dla innych. Jak udało mu się wyzwolić energię internautów i przełożyć ją na działania w świecie rzeczywistym?
Deryło mówił m. in. o "grywalizacji". Na stronie
My.BarackObama.com wolontariusze Obamy rywalizowali zbierając punkty za podjęcie konkretnych działań. - Najmniej za typowo internetowe działania, takiej jak napisanie postu na forum, najwięcej za organizację w sąsiedztwie jakiegoś kampanijnego wydarzenia - wyliczał Deryło. Internauci mogli na swoim profilu na Facebooku zainstalować termometr, na którym rosła kwota zebrana na kampanię Obamy. To mobilizowało kolejne osoby do wpłat na kampanię.
Jego sztab zadbał też, by fani mogli na bieżąco przesyłać kłamstwa na temat Obamy, które znaleźli w sieci. Członkowie sztabu natychmiast je dementowali, podając prawdziwe fakty.
Ale to już było. Co dalej? Już teraz sztab Obamy współpracuje z internautami pod kątem przyszłorocznych wyborów. Tam zamierza znacznie mocniej wykorzystać Facebooka. Czy to przyniesie efekt? Liczba użytkowników profilu Baracka wzrosła z 3 milionów do ponad 21. - Obama idzie pod prąd, wyraźnie zamiast na siłę relacji stawia na liczbę tych relacji, na ich zasięg - tłumaczył Deryło.
Wyjaśnił, że dobrze wykorzystane konto na Facebooku może być bardzo ważną bazą wyborców. Użytkownicy tego portalu nie są anonimowi, do każdego można wysłać wiadomość. Sztab Obamy nie zaniedbuje też innych nowych technologii. Na smartfony już teraz przygotowywana jest specjalna aplikacja z usługą geolokalizacji, która pozwala użytkownikom śledzić ich kandydata, sprawdzając, kiedy i gdzie spotyka się on ze swoimi wyborcami.
Czy to ma sens w Polsce? Deryło przekonywał przytaczając prognozy sprzedaży: w 2011 roku w Polsce ma być sprzedanych 4,65 mln smartfonów. Mówiąc o polskim podwórku ocenił też, że polskie partie polityczne popełniają błąd nie przykładając się do produkcji wpuszczanych do sieci spotów. - W Polsce robi się filmy w internecie jakby z musu, żeby coś było, zapomina się o jakości. Warto zainwestować w to, by cieszyły się potencjałem wirusowym, oglądalnością. Wartościowe
wideo przekłada się na oszczędności, bo jeden dobry spot może ściągnąć kilkudziesięciu wyborców - przekonywał.
- Ilu ludzi trzeba zatrudnić, ile wydać, by działać jak Obama w internecie? - zapytał ktoś z sali.
Deryło: - Obama miał w swoim sztabie 170 osób w zespole od nowych mediów. Pieniędzy nie trzeba dużo, bo jak się dobrze wykorzysta odpowiednie narzędzia, to zrobią to za nas wolontariusze.
Facebook - poligon doświadczalnyAmeryka Ameryką, a o tym jak polscy politycy wykorzystują Facebooka opowiadał dr Jan Zając z Uniwersytetu Warszawskiego. - Wszystkie liczące się partie mają swoje profile na Facebooku, jest tam prawie połowa posłów. Większość z nich zakłada profile osobiste, rzadziej strony dla fanów.
Ale sa i inne strony. Wciąż istnieje profil Izabeli Jarugi- Nowackiej, posłanki SLD, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. I "antyprofile". Takie jak ''Wkurwia mnie Mariusz Błaszczak''.
Aktywni są również politycy spoza Sejmu. Rekordzistą prawie wszystkich statystyk jest Janusz Korwin - Mikke, nieźle trzyma się też Janusz Palikot, Wojciech Olejniczak i Hanna Gronkiewicz - Waltz.
Zając podawał powody, dla których politycy powinni docenić Facebooka:
- bo wypada tu być i łatwo się wypromować;
- bo nie ma tam anonimowości, łatwiej tu o normalną dyskusję, niż z anonimowymi internautami z forów;
- bo można rozmawiać i ze zwolennikami i z przeciwnikami, można organizować konsultacje społeczne
Poligonem doświadczalnym dla FB była kampania samorządowa z 2010 roku. Politycy częściej zakładali konta na FB, niż zakładali sobie strony internetowe. Ale nie bardzo potrafili korzystać z możliwości kontaktu z wyborcami. Odpowiadali tylko na 13 proc. pytań zadanych na Facebooku przez występujących anonimowo badaczy. Częściej (choć też słabo odpowiadało na pytania zadane mailem)
Więcej o badaniu Instytutu Spraw Publicznych czytaj tu Życzenia Tuska, znalezione w sieci, tablice rejestracyjne PSL - to lubimy najbardziejZ obserwacji wynika, że Facebookiem trzęsie - to nie niespodzianka - Janusz Korwin - Mikke. Ma najwięcej fanów i jest najbardziej aktywny. Ale najbardziej zaangażowanych fanów ma
Polska Jest Najważniejsza. Mimo, że ich społeczność nie jest liczna, toczą się tam najbardziej merytoryczne dyskusje.
Profile partii żyją głównie w godzinach popołudniowych po 16. - Urzędnicy wracają wtedy z pracy - rzucił ktoś z sali.