Ze źródeł w MSWiA udało nam się uzyskać sprawozdania BOR pozwalające porównać planowanie dwóch wizyt Lecha Kaczyńskiego w Katyniu: 17 września 2007 r. i 10 kwietnia 2010 r.
W sprawozdaniu z pierwszej wizyty jest notatka młodszego chorążego Remigiusza B. (nazwiska czynnych funkcjonariuszy chroni tajemnica).
11 września 2007 r. (sześć dni przed wizytą) chorąży wyliczał: strona polska nie ma możliwości skonsultowania z rosyjskimi służbami szczegółów ochrony; pirotechnik, który ma zabezpieczać wizytę prezydenta, przyleci godzinę przed przyjazdem delegacji; nie udało się uzyskać od Rosjan samochodu opancerzonego dla prezydenta; BOR nie zna szczegółów zabezpieczenia drogi na cmentarz w Katyniu i do cerkwi prawosławnej, gdzie po odwiedzeniu cmentarza miał przyjechać prezydent; nie zdobyło też informacji o zabezpieczeniu parkingu przed cerkwią; BOR nie wie też nic o tym, jak na czas wizyty ma być ochraniany teren parafii rzymskokatolickiej w Smoleńsku ani obszar lotniska, gdzie prezydent ma się spotkać z gubernatorem obwodu smoleńskiego.
Informacji o lotnisku brak Z chorążym na rekonesans BOR wysłał jeszcze jednego funkcjonariusza, w stopniu kapitana. Raport kończy zdanie: ''nie posiadam informacji dotyczących zabezpieczenia lotniska oraz ochrony samolotów specjalnych Tu-154M''.
Następny dokument ma datę 14 września 2007 r. To ''Plan działań ochronnych''. Wynika z niego, że wszelkie działania zabezpieczające BOR będzie wykonywał wyłącznie w Polsce, na lotnisku Okęcie. Dalej nie ma informacji, czy strona rosyjska dostarczy
samochód opancerzony; brak informacji o liczbie funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji przyznanych do ochrony polskiej delegacji; brak danych o stopniu zagrożenia delegacji polskiej; nie uzyskano informacji na temat częstotliwości, jakich BOR-owcy mogli używać podczas wizyty w Rosji.
Ostatni materiał, z 18 września 2007 r., to sprawozdanie z wizyty. Można w nim przeczytać, że kolumnę prezydencką ubezpieczali rosyjscy antyterroryści. Rosjanie zapewnili cały transport, poza
samochodem dla Lecha Kaczyńskiego (samochód przyjechał z Polski). Według sprawozdania: ''Trasy przejazdów [kolumny prezydenckiej] nie były sprawdzone i zabezpieczone. Milicja kierowała ruchem na skrzyżowaniach''. W punkcie dotyczącym lotniska czytamy, że zarówno płytę w Smoleńsku, jak i cmentarz w Katyniu zabezpieczały tylko zewnętrzne posterunki rosyjskie; podczas kontroli pirotechnicznej w cerkwi nie można było użyć psów i ograniczono się tylko do detektorów wykrywających materiały wybuchowe. W podsumowaniu czytamy: ''Współpraca ze strony FSO [Federalna Służba Ochrony Rosji] i FSB była nienaganna''.
Dokumenty dotyczące wizyty z 2007 r. to łącznie 37 stron.
2010 rok: ochrona jak dla Tuska i Putina Teczka z materiałami na temat delegacji z 10 kwietnia 2010 r. ma 109 stron. Wynika z niej, że ekipa trzech oficerów BOR z płk. Jarosławem Florczakiem (zginął w katastrofie smoleńskiej) na czele 24 i 25 marca 2010 r. odwiedziła Smoleńsk, Katyń i Moskwę. Przeprowadzono wizję lokalną miejsc, w których prezydent miał mieć spotkania: filharmonii i hotelu Nowy.
W Moskwie, najpierw w ambasadzie RP, a potem w kancelarii premiera Putina ustalono, że zarówno premier Donald Tusk (miał przylecieć 7 kwietnia), jak i prezydent Lech Kaczyński będą mieli ochronę rosyjskiej milicji FSO i FSB, które zapewnią m.in.
samochody pancerne dla kolumny. Dla Lecha Kaczyńskiego miała być taka sama ochrona jak dla Tuska i Putina. Omówiono układ kolumn samochodowych i rozmieszczenie w nich polskich funkcjonariuszy, zabezpieczono pojazdy zapasowe.
9 kwietnia (już po wizycie Tuska) przygotowano ostateczny plan zabezpieczenia przyjazdu Lecha Kaczyńskiego. Czytamy w nim, że od czterech dni w Smoleńsku ''działa trzyosobowa grupa przygotowawcza'' (podpułkownik i dwóch majorów), do której 7 kwietnia dołączyło jeszcze dwóch oficerów i jeden sierżant. Mieli wejść - po przylocie - w skład ''grupy ochronnej prezydenta''. Czekali na niego na cmentarzu w Katyniu, potem mieli towarzyszyć mu w pozostałych punktach wizyty. Wśród nich był pirotechnik. Tak jak przy wizycie z 2007 r. zabezpieczenie pirotechniczne i sanitarno-epidemiologiczne (sprawdzanie żywności) przeprowadzono w Polsce, na Okęciu. Do bezpośredniej ochrony prezydenta wytypowano piątkę oficerów. W sumie na pokładzie znalazło się dziewięcioro BOR-owców.
Rosjanie mieli do tego dodać czterech oficerów ochrony. Na lotnisku w Smoleńsku służby rosyjskie miały podstawić kolumnę prezydenta pod samolot. W kolumnie miał się znaleźć samochód opancerzony (rosyjski) dla pierwszej pary. Kolumnę pilotować miały milicja i FSO. W materiale czytamy, że strona rosyjska nie ma informacji na temat ewentualnych zagrożeń, ale BOR ocenia stopień zagrożenia jako ''średni''.
Teczki z materiałami na temat tej wizyty nie kończy sprawozdanie, lecz wstrząsająco suche zdanie: ''W związku z faktem śmierci wszystkich funkcjonariuszy BOR biorących udział w wylocie osób ochranianych do Smoleńska sprawozdanie nie zostało sporządzone''.
Bez wpływu na katastrofę Zarówno w 2007 r., jak i w 2010 r. na samym lotnisku w Smoleńsku nie przewidziano obecności funkcjonariuszy BOR (choć 10 kwietnia 2010 r. było ich tam dwóch, wydelegowanych do ochrony osób oczekujących na prezydenta).
Podczas obu wizyt BOR-owcy byli na pokładzie samolotu z prezydentem. - Na samym lotnisku nie moglibyśmy działać, Rosjanie by nas tam po prostu nie wpuścili, podobnie zresztą jak my nie wpuścilibyśmy służb ochrony innych państw na nasze lotnisko wojskowe - tłumaczy gen. Paweł Bielawny, odpowiedzialny w BOR za przygotowanie wizyt zagranicznych rządu i prezydenta. I podaje dwa przykłady z ostatnich tygodni: - Podczas wizyty Angeli Merkel na Okęciu nie czekali na nią funkcjonariusze niemieckich służb ochrony. Gdy w Warszawie był prezydent
Barack Obama, przyleciało też 19 przywódców innych państw. Gdyby ochrona każdego z nich chciała prowadzić działania na polskim lotnisku, byłby chaos.
Bielawny przyznaje, że przy wizytach prezydenta
USA na każdym lotnisku na wieży kontrolnej jest oficer Secret Service. - Ale to wyjątek, który wywalczyli sobie Amerykanie. Ten oficer nie może wydawać poleceń kontrolerom. Ma być w kontakcie ze swoją bazą i przekazywać własną ocenę sytuacji.
Z porównania obydwu materiałów dotyczących przygotowania dwóch wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu wynikają dwie konkluzje: * wizyta z 2010 r. była przygotowana staranniej niż ta sprzed trzech lat; zadania wykonywali funkcjonariusze starsi rangą, było ich więcej; współpraca ze stroną rosyjską była dopracowana w szczegółach, a trasy lepiej zabezpieczone * lepsze lub gorsze działania BOR nie miały żadnego wpływu na katastrofę smoleńską.