Rozmowa z Edwardem Zalewskim, przewodniczącym Krajowej Rady Prokuratury Ewa Siedlecka: Prokuratorowi Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Andrzejowi Piasecznemu, odebrano wszystkie śledztwa. Jego szef zrobił to ustnie i decyzji nie uzasadnił. Co na to Krajowa Rada Prokuratury, która stoi na straży niezależności prokuratorów i prokuratury? Edward Zalewski: Gdyby miały się potwierdzić informacje ''Gazety'', mogłoby to oznaczać, że niezależność nie zakorzeniła się jeszcze wśród prokuratorów tak, jak powinna.
W tej sprawie - tak, jak opisała ją ''Gazeta'' - budzi wątpliwość to, że decyzja nie została wydana pisemnie i umotywowana. Jeśli przełożonemu nie podoba się decyzja prokuratora, może ją zmienić, biorąc tym samym odpowiedzialność na siebie. Może też prokuratorowi odebrać sprawę, ale w ściśle określonych przypadkach: gdy jest zagrożenie przewlekłością postępowania, gdy jest prowadzona nieudolnie, podejmowane są błędne decyzje. To trzeba umotywować.
Ale odebranie wszystkich spraw... To znaczyłoby, że prokurator jest zupełnie nieudolny lub że przełożony utracił do niego zaufanie. Za czymś takim powinien pójść wniosek o postępowanie dyscyplinarne. A nie poszedł.
Rada sprawdzi, czy nie doszło do naruszenia niezależności? - W najbliższy wtorek mamy posiedzenie i ta sprawa na pewno na nim zostanie rozpatrzona.
Mamy niezręczną sytuację, bo prok. Piaseczny się do nas nie poskarżył i o wszystkim dowiadujemy się z prasy. Z drugiej strony, nie ma przepisu, który pozwalałby prokuratorowi zwrócić się do Rady z pominięciem drogi służbowej.
W ogóle możemy działać tylko na podstawie jednego przepisu w ustawie o prokuraturze: tego, że stoimy na straży niezależności. Nie mamy ustawowo określonego, co w ramach tego stania na straży możemy robić. A powinniśmy móc zrobić w danej prokuraturze lustrację, żądać akt sprawy, wyjaśnień od przełożonego, od prokuratora, który czuje się pokrzywdzony.
Mamy oczywiście regulamin, który sobie uchwaliliśmy, ale jeśli kierownictwo prokuratury okręgowej nie zechce z nami współdziałać, nie uzna naszych uprawnień - to możemy liczyć tylko na wsparcie prokuratora generalnego, który ma władzę przełożonego wszystkich prokuratorów. Byłoby zupełnie inaczej, gdyby Parlament przyjął poselski projekt ustawy o Krajowej Radzie Prokuratury [pierwsze czytanie odbyło się pod koniec kwietnia - red.].
Jest list protestacyjny prokuratorów wydziału śledczego, w którym pracuje prok. Piaseczny, do szefa Prokuratury Okręgowej w Warszawie, w którym piszą, że czują się zagrożeni w swojej niezależności jego arbitralnym działaniem wobec Piasecznego. - Ten list może nam posłużyć jako punkt wyjścia do badania tej sprawy. Ale, jak powiedziałem, wiele zależy od tego, czy szef prokuratury okręgowej zechce z nami współpracować. I prokurator generalny.
Ma pan wątpliwości? - Chodzi tylko o to, że powinniśmy móc działać na podstawie ustawy, a nie regulaminu, w którym nasze uprawnienia oparte są na rozwinięciu enigmatycznego stwierdzenia ustawy.
Od roku prokuratura jest formalnie niezależna od władzy wykonawczej. Ale czy nie ma pan wrażenia, że na jej działalność mają wpływ - jak przedtem - lokalne układy? A także sympatie polityczne: że jedni są ''pisowscy'', inni ''eseldowscy'' czy ''platformerscy'' - i te frakcje się nawzajem zwalczają, a to wszystko ma wpływ na działalność prokuratury? - Nie ma już instytucjonalnych, ustawowych zagrożeń dla niezależności. Ale wewnętrzna niezależność prokuratora zależy od konkretnego człowieka, siły jego charakteru. Jeśli prokurator podejmuje decyzje dlatego, że z kimś pije wódkę czy ma inne interesy - to są patologie, które trzeba zwalczać postępowaniami dyscyplinarnymi.
A sympatie polityczne? Oczywiście: jedni awansowali za
SLD, inni za
PiS, inni za PO, a jeszcze inni dlatego, że byli dobrymi prokuratorami. Na ile to ma wpływ na ich decyzje - to też zależy od kręgosłupa moralnego. I od fachowości.
Podziały w prokuraturze są. Jak wpływają na decyzje - trudno mi ocenić. To ciężki zarzut i trzeba mieć na jego potwierdzenie konkretne dowody.