http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tusk ostro o Bondaryku

Wojciech Czuchnowski, Bogdan Wróblewski
2011-06-25, ostatnia aktualizacja 2011-06-25 06:38

Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Premier chce wyjaśnień od szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka. Prokuratura rozważa wszczęcie śledztwa o przeciek do "Gazety". A sejmowa speckomisja chce zwołać posiedzenie

- W przypadku szefa ABW oczekuję, żeby rozwiązywał problemy, a sam ich nie przynosił - powiedział wczoraj w Brukseli Donald Tusk. Oświadczył, że po powrocie będzie oczekiwał od Bondaryka ''szybkich i precyzyjnych wyjaśnień.''

Jak dodał, szef służby musi być ''przezroczysty'': - Nie ma absolutnie świętych krów, każdy podlega kontroli. Jeśli będzie coś dwuznacznego, już nie mówiąc o nieprawidłowościach, wyciągnę konsekwencje.

Co napisała ''Gazeta''

To reakcja na piątkowy tekst ''Gazety'' ''Przetrącone śledztwo''. Pisaliśmy w nim o sprawie, którą do 12 maja prowadził prok. Andrzej Piaseczny z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. W wielowątkowym śledztwie, dla którego punktem wyjścia był proceder handlu fałszywymi fakturami, natknął się na wątek nadużyć w spółce PTC, do niedawna operatorze sieci komórkowej Era.

W latach 2005-07 obecny szef ABW gen. Krzysztof Bondaryk był tam dyrektorem ds. bezpieczeństwa. Prokurator badał m.in. okoliczności kupienia przez niego od PTC służbowego audi, gdy był już szefem ABW. Według biegłych i świadków wartość samochodu mogła być zaniżona nawet o 90 tys. zł, a wycenę sfałszowano.

W listopadzie 2010 r. pomagający prokuratorowi oficer CBŚ ostrzegł go, że jeśli śledztwo dojdzie do Bondaryka, ''zostanie spowolnione''. Piaseczny stracił zaufanie do CBŚ, sprawę przejęło CBA. W marcu 2011 r. jej funkcjonariusz napisał analizę, w której założył postawienie Bondarykowi zarzutów za paserstwo i posłużenie się fałszywym dokumentem.

12 maja przełożona Piasecznego odebrała mu wszystkie sprawy. Tydzień później śledczy z jego wydziału napisali list do kierownictwa, w którym domagali się wyjaśnień i wyrażali obawę o swoją niezależność.

Napisaliśmy, że prokuratura w Ostrołęce bada sprawę nacisków na prok. Piasecznego. Szef ABW zapewniał nas, że kupując samochód, działał w dobrej wierze, nie złamał prawa i nie ma wpływu na to, że ktoś w rozmowie z prokuratorem posłużył się jego nazwiskiem.

Co wie premier?

Tusk zastrzegał wczoraj, że Bondaryk bywał już w przeszłości obiektem oskarżeń, ''które okazały się pomówieniami''. Ale zdaniem polityków PO, z którymi rozmawialiśmy, jego reakcja jest ostra. - Może premier wie coś więcej, a może Bondaryk wcześniej popadł w niełaskę - mówi anonimowo poseł Platformy.

- Sprawa budzi zbyt wiele wątpliwości. Poprosimy o spotkanie z szefem ABW i przedstawicielem prokuratury - mówi poseł Marek Biernacki (PO) z komisji ds. służb specjalnych. Za tym, by zwołać w tej sprawie posiedzenie speckomisji, jest też Marek Opioła (PiS): - To kolejny niepokojący sygnał, że prokuratura staje się zależna od rządzących.

Głos zabrała też Prokuratura Generalna. - Wystąpiliśmy do Prokuratury Apelacyjnej o przedstawienie informacji dotyczącej oceny śledztwa, jego zakresu, a także okoliczności i powodów decyzji o odsunięciu prokuratora Piasecznego - powiedział ''Gazecie'' Maciej Kujawski z jej biura prasowego.

Buntu nie było?

Według wczorajszego komunikatu warszawskiej Prokuratury Okręgowej ujawniony przez nas list prokuratorów nie był przejawem ich buntu. W komunikacie czytamy, że prokuratorom ''została udzielona odpowiedź'', ale - tak jak ich pismo - ma ona ''charakter wewnętrzny''. Jest tam też zdanie o tym, że w tekście ''Gazety'' jest dużo informacji ze śledztw, co być może sprawi, że wszczęte będzie śledztwo o przeciek.

Komunikat nie jest podpisany przez rzeczniczkę prasową prokuratury Monikę Lewandowską (była jedną z sygnatariuszek listu w obronie Piasecznego), lecz przez wiceszefa okręgówki Roberta Myślińskiego. Stwierdza on, że przełożona Piasecznego miała prawo odebrać mu śledztwa i było to spowodowane ''względami merytorycznymi''. Jego sprawy przekazano innym prokuratorom, którzy ''gwarantują rzetelną i obiektywną ich kontynuację''.

O co chodzi? - ''Gazeta'' nadinterpretuje pewne sytuacje - twierdzi prokurator okręgowy Ryszard Rogatka. - Odbyłem spotkanie z wydziałem V śledczym i podałem przyczyny odebrania spraw prok. Piasecznemu. O merytorycznej ocenie jego pracy mówić nie mogę. Chcemy kończyć jak najwięcej spraw, żeby poprawić statystykę. Trzeba przykręcić śrubę.

Rogatko argumentuje, że w tym wydziale są śledztwa trwające nawet siedem lat. Ale śledztwo Piasecznego trwało od 2009 r.

Czy prokuratura ma materiał na zarzuty wobec szefa ABW? - Nie wiem - odpowiedział Rogatko. - Ale nikt z ABW do mnie z tym nie przychodził ani nie dzwonił.

Od jednego z prokuratorów, który był na spotkaniu z Rogatką, dowiedzieliśmy się, że wyłożono tam pogląd na zasady niezależności prokuratorskiej. Zewnętrznie ma być ona niezależna od mediów, polityków i stron postępowań. Wewnętrznie ''musi być rządzona twardą ręką przełożonych''.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':