http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przetrącone śledztwo

Wojciech Czuchnowski, Bogdan Wróblewski
2011-06-24, ostatnia aktualizacja 2011-06-24 14:41

Krzysztof Bondaryk
Krzysztof Bondaryk
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

Prokuratorowi, który badał nieprawidłowości u operatora Ery, odebrano wszystkie śledztwa. Czy dlatego, że dotarł za wysoko i natknął się na podejrzaną transakcję szefa ABW Krzysztofa Bondaryka?

W wielowątkowym śledztwie dotyczącym wyłudzania pieniędzy na "puste faktury" prokurator Andrzej Piaseczny z warszawskiej prokuratury okręgowej natyka się na wątek nieprawidłowości w PTC (operator Ery). Wśród nich jest podejrzenie, że firma ta sprzedała po zaniżonej cenie służbowe auto szefowi ABW Krzysztofowi Bondarykowi.

W listopadzie 2010 r. policjant z CBŚ ostrzega prokuratora, że jeśli śledztwo dojdzie do Bondaryka, zostanie spowolnione. Piaseczny traci zaufanie do policji i czynności w śledztwie powierza służbie antykorupcyjnej - CBA.

W marcu 2011 r. z CBA wychodzi analiza z sugestią postawienia Bondarykowi zarzutów paserstwa i posłużenia się sfałszowanym dokumentem (wyceną) przy zakupie audi A6.

W maju 2011 r. przełożeni odbierają Piasecznemu wszystkie śledztwa.

Jego koledzy z wydziału śledczego protestują; 18 maja w liście do szefostwa piszą o zagrożeniu niezależności prokuratorskiej.

Poznaliśmy szczegóły śledztwa, którego wyniki mogły - według naszych źródeł - przyczynić się do sankcji wobec Piasecznego.

W maju 2009 r. zgłasza się do tego prokuratora Piotr B., właściciel Agencji Kramer. Mówi, że interesuje się nim CBŚ w Szczecinie. Bojąc się zatrzymania, sam chce opisać proceder, którym parał się od lat. Liczy na łagodniejszą karę.

Proceder polegał na "sprzedawaniu kosztów" firmom, które chciały wykazać straty, by uniknąć wysokich podatków. Piotr B. kontaktował się z niewielkimi spółkami w całej Polsce lub sam powoływał spółki, których prezesami były osoby podstawione - słupy. Przechowywał dokumenty i pieczątki tych firm i wystawiał w ich imieniu faktury za usługi naprawdę niewykonywane.

Z fakturami szedł do firm, które "szukały kosztów". Było ich co najmniej kilkadziesiąt; wśród mało znanych również takie giganty jak Polska Telefonia Cyfrowa i telewizja Polsat.

Firmy przelewały pieniądze na konta wystawców faktur, a następnie odbierały je "pod stołem" z potrąceniem prowizji dla Piotra B. i słupów. Faktury opiewały na kwoty od kilku do ponad 100 tys. zł. Poszkodowany był skarb państwa.

Śledztwo się rozrastało. Zarzuty, jak informuje prokuratura, dostało już 46 osób. Część przyznała się, by dobrowolnie poddać się karze, zapłacić grzywny. Karę zgodził się ponieść były prezes Polsatu Aleksander M. Wyjaśniał, że wprowadzili go w błąd współpracownicy, dając mu do podpisania faktury. Nie przyznawał się Tomasz H., b. dyrektor administracyjny i członek zarządu PTC. Kaucję za niego - 500 tys. zł - osobiście wpłacił właściciel Polsatu Zygmunt Solorz-Żak.

Lewe faktury to tylko jeden z wątków. Zewnętrzny audyt u operatora Ery wykazał nieprawidłowości przy przetargach, nadużycia w dysponowaniu prezentami "linii VIP" i sprzedaż po zaniżonych cenach samochodów służbowych.

Jednym z aut było trzyletnie audi A6 quattro 3.0 TDI. W grudniu 2007 r. kupił je, będąc już szefem ABW, Bondaryk. Wcześniej był w PTC dyrektorem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo danych. Audi było jego autem służbowym. Zapłacił za nie 67 tys. Według prokuratora cena mogła być zaniżona nawet o 90 tys. zł.

Za wycenę samochodu odpowiadał Tomasz H. - ten, za którego Solorz wpłacił kaucję. W śledztwie badano, czy Bondaryk miał świadomość, że cena była zaniżona.

Gdyby Bondaryk dostał zarzuty kryminalne, jego własna służba musiałaby odebrać mu certyfikat dostępu do informacji niejawnych. A to oznacza ustąpienie z funkcji szefa ABW.

Bondaryk już raz musiał się tłumaczyć z beneficjów z tytułu swej pracy w PTC. W 2008 r. CBA (kierowane wtedy przez Mariusza Kamińskiego) zarzucało mu, że ukrył 450 tys. zł dyrektorskiej odprawy. Bondaryk argumentował, że napisał o niej w oświadczeniu majątkowym, ale tajemnica handlowa nie pozwala podać wysokości odprawy. Bronił go wtedy premier Tusk, twierdząc, że CBA poluje na Bondaryka.

- Kupując ten samochód, działałem w dobrej wierze i nie złamałem prawa. Nie miałem żadnego wpływu na wycenę. Nie interesowałem się tym śledztwem - mówi nam Bondaryk.

Więcej czytaj w piątkowej ''Gazecie Wyborczej''

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 18
  • 2
  • 8
  • 4
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    130 głosów

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób