Oficjalnie prokuratura jest nadzwyczaj oszczędna w informowaniu o tej sprawie. Jej szczegóły poznaliśmy na podstawie materiałów z trzech innych śledztw, akt sądowych i wielu rozmów.
Proste przestępcze sztuczki mieszają się tu z nazwiskami z pierwszych stron gazet. Przedstawiciele spółek operujących miliardami, z pensjami rzędu najmarniej dziesiątek tysięcy złotych, podejrzani są o akceptowanie ''pustych'' faktur na usługi i towary warte ledwie kilka tysięcy, przyjmowanie
perfum za kilkaset złotych czy wyjazd na
narty pod pretekstem szkolenia.
Widać, jak nieszczelny jest system podatkowy - że drobne oszustwa robione latami sumują się w milionowe przekręty. Szacunki strat fiskusa w tej sprawie sięgają nawet 10 mln zł, a nie ma pewności, czy nie jest to wierzchołek góry lodowej.
Dla Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zwłaszcza dla prowadzącego śledztwo prok. Andrzeja Piasecznego, ta historia zaczyna się w maju 2009 r.
Vabank Wtedy to zgłasza się do prokuratury Piotr B., właściciel firmy Agencja Kramer. Niespełna 40-letni mężczyzna edukację skończył na podstawówce, ma za to poczucie humoru. Nazwę firmy wziął z filmu ''Vabank'' Juliusza Machulskiego. Filmowy Kramer z rzezimieszka zostaje bankierem. Na nielojalnym kumplu mści się jego dawny wspólnik - genialny kasiarz Kwinto; wrabia Kramera w obrabowanie własnego banku.
Piotr B. też zagrał va banque - opowiedział Piasecznemu historię swego życia. Skłoniły go do tego tarapaty, w jakie popadł w Szczecinie. Tamtejszy
CBŚ od 2006 r. rozpracowywał proceder prania brudnych pieniędzy przez kilka firm. Zainteresował się zwłaszcza Piotrem B.
- Mieliśmy takie śledztwo dotyczące kilku warszawskich firm. Zostało umorzone w 2009 r. Ale został z niego wyłączony i przekazany do Warszawy wątek uszczuplania należności podatkowych przez kilkadziesiąt firm w latach 2003-07. Firm, które posługiwały się poświadczającymi nieprawdę fakturami VAT - mówi prok. Małgorzata Wojciechowicz ze Szczecina. - Więcej dowiecie się, pytając o sprawę V DS 116/09 w Warszawie.
Dlatego Piotr B. - gdy jeszcze CBŚ i szczecińska prokuratura analizują faktury Agencji Kramer - przychodzi do prokuratora Piasecznego. Wie, że za chwilę może zostać wezwany na przesłuchanie albo zatrzymany. Chce uniknąć więzienia. Skuszony możliwością nadzwyczajnego złagodzenia kary idzie na współpracę. Opowiada o wielu grzechach swoich i swoich znajomych.
Pani Mirka Na początek opisuje prosty przekręt bankowy. Akta są już w sądzie. To historia sprzed lat, warta wzmianki, bo doskonale charakteryzuje środowisko, w którym obracał się Piotr B.
Pani Mirka, pracownica Banku Ochrony Środowiska, w 1999 r. przekazała mu numer konta pewnej spółki, wzór podpisów dysponenta tego konta i pouczyła, jak się poruszać po oddziale
BOŚ, by uniknąć kamer. Dalej poszło jak z płatka - na fikcyjną firmę (słupa) założone zostało konto w innym banku.
Pani Mirka przyjęła polecenie przelewu 550 tys. zł sygnowane idealnie podrobionym podpisem. Gdy pieniądze znalazły się na koncie w drugim banku, zaraz je wypłacono.
Dopiero po latach Piaseczny oskarżył panią Mirkę i czterech mężczyzn, w tym Piotra B., którzy podzielili się pieniędzmi.
Przekręt w BOŚ podniósł wiarygodność Piotra B. Wcześniej nawet jego kumple (a co dopiero prokuratura) nie bardzo wierzyli, ''gdy mówił o swoich układach w telewizji Polsat''. ''Myślałem, że trochę fantazjował'' - opowiadał jeden z jego wspólników.
Piaseczny dał się przekonać, dopiero gdy Piotr B. położył mu na biurku pendrive'a wypełnionego ''pustymi'' fakturami.
- 13 sierpnia 2009 r. śledztwo zostało wszczęte - informuje Monika Lewandowska, rzeczniczka warszawskiej prokuratury okręgowej. Dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej obracającej fakturami ''kosztowymi''.
Pomysły Piotra Z. Zdaniem doradców finansowych, z którymi rozmawialiśmy, handel ''pustymi'' fakturami jest powszechny. Według Piotra B. pomysłodawcą tego procederu w jego środowisku był Tomasz K. z warszawskiej Saskiej Kępy. A system ''fakturowania kosztów'' B. rozwinął przy współpracy przyjaciela z dzieciństwa Piotra Z. (nie żyje od paru lat).
Piotr Z. odegra w tej historii jeszcze ważną rolę. Jego głównym źródłem utrzymania były automaty do gier o niskich wygranych, tzw. jednoręcy bandyci. Biznes ten w latach 90. i na początku następnej dekady opanowały grupy przestępcze.