Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
SLD złożył w Sejmie projekt ustawy o związkach partnerskich. Dałaby ona związkom prawo do dziedziczenia, wspólnego rozliczania się, zasięgania w szpitalu informacji o stanie zdrowia partnera, a także decydowania o miejscu pochówku. Ustawa obejmuje też związki homoseksualne.
W sondażu "Gazety" za regulacja związków opowiedziała się ponad połowa badanych (w tym dwie trzecie wyborców PO). Mimo to rządząca Platforma nie chce uchwalić projektu przed wyborami, w obawie że zrazi do siebie konserwatywny elektorat. Jednak premier
Donald Tusk zadeklarował, że PO wróci do sprawy po wyborach.
Rozmowa z prof. Ireną E. Kotowską, demografem z Instytutu Statystyki i Demografii warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej Renata Grochal: Ile jest w Polsce konkubinatów? Prof. Irena E. Kotowska: Nie wiemy. Mamy dane o małżeństwach, rozwodach i separacjach, bo są rejestrowane. Ale nie mamy informacji o coraz częściej spotykanej formie tworzenia rodzin, jaką są związki kohabitacyjne, czyli partnerskie.
Z danych GUS z 2010 r. wynika, że około 20 proc. dzieci rodzi się poza małżeństwem. - Tak, w miastach nawet 23 proc. Rosnący odsetek urodzeń pozamałżeńskich to sygnał, że wzrasta liczba urodzeń w konkubinatach, choć może to być też związane z rosnącą liczbą samotnych matek. Co prawda dane ze spisu powszechnego z 2002 r. pokazały, że osoby w związkach partnerskich stanowiły zaledwie 2,2 proc. ogółu osób tworzących rodziny, ale można sądzić, że ten odsetek jest większy. I że stopniowo rośnie. Według danych badania ankietowego "European Social Survey" z 2006 r. odsetek ten wynosił 4,5 proc. Ale to dane dotyczące sytuacji w momencie badania, które zaniżają skalę tego zjawiska.
W 2006 r. zbadaliśmy reprezentatywną grupę 3 tys. kobiet w wieku 25-40 lat i ich partnerów. Spytaliśmy m.in. o historie ich związków. W latach 1990-94 spośród pierwszych związków kobiet 12 proc. stanowiły związki partnerskie, zaś w latach 2004-06 udział konkubinatów wynosił 36 proc. Rośnie zatem znaczenie tej formy tworzenia rodziny. Mam nadzieję, że badanie "Generacje, rodziny i płeć kulturowa", które prowadzimy na próbie 20 tys. osób, a także trwający spis powszechny dostarczą nowych danych o skali tych zmian.
Jednak w porównaniu do innych krajów europejskich, a zwłaszcza krajów nordyckich czy Francji, gdzie ponad połowę pierwszych związków stanowią konkubinaty, ta liczba w Polsce jest stosunkowo niewielka.
Dlaczego ludzie nie biorą ślubów? - Może to wynikać zarówno ze zmian norm i wartości, nieudanych doświadczeń, jak i odkładania decyzji o ślubie czy rezygnacji z niego ze względów materialnych czy formalnych. W Polsce wzrost liczby konkubinatów, zwłaszcza w ostatnim dwudziestoleciu, jest raczej efektem zmiany systemu wartości. Można ją zauważyć szczególnie w pokoleniu, które dorastało w latach 90.
W Europie Zachodniej wzrost popularności konkubinatów w latach 70. był związany z rewolucją obyczajową końca lat 60., kontestacją norm i wartości, także instytucji małżeństwa. Nastąpiło oddzielenie życia seksualnego od małżeństwa. By wspólnie żyć, ludzie nie muszą brać ślubu. Spada więc motywacja do zawarcia małżeństwa.
Kto częściej tworzy konkubinaty, młodzi czy starsi? - Z jednej strony konkubinaty występują wśród osób młodszych. Z danych spisu z 2002 r. wynikało, że co trzecia para kohabitująca była tworzona przez osoby w wieku 20-29 lat, mieszkańców miast. W latach 90. konkubinaty były częstsze wśród osób gorzej wykształconych, ale po 2000 r. zaczęła rosnąć częstotliwość tego typu związków wśród kobiet z wykształceniem średnim i wyższym.
Stosunkowo częste są też konkubinaty wśród osób starszych, rozwiedzionych. Mogą być więc traktowane jako związki zawierane po doświadczeniu małżeństwa i jako forma bycia z sobą przed małżeństwem.
Czyli bycie z sobą na próbę. - Żeby sprawdzić, jak im się będzie układać. Małżeństwo młodzi traktują jako poważną decyzję, wymagającą przygotowań. Trudniej je rozwiązać także ze względu na formalności.
Z kolei partnerzy w późniejszym wieku mają na ogół za sobą nieudane związki, traumatyczne przeżycia związane z rozwodem. I to może powodować niechęć do formalizowania kolejnego związku.