http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po co zabawy w mierzenie nosów

Olga Szpunar, Bartłomiej Kuraś
2011-05-31, ostatnia aktualizacja 2011-05-31 09:05

I Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie
I Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Mierzyli głowy i nosy, sprawdzali kształt uszu, robili notatki - kilkoro uczniów z prestiżowego liceum w Krakowie robiło coś na kształt badań rasowych. Szkoła: - To tylko żarty

SONDAŻ
Pomiary długości nosa, kształtu uszu. Takie badania robili sobie krakowscy licealiści

Zabawa w Holocaust, to przerażające
Nic w tym złego, niech młodzi rozwijają zainteresowania
Nie wiem co o tym myśleć

Wrzesień, początek roku szkolnego. Uczniowie pierwszej klasy klasycznej w I Liceum im. Bartłomieja Nowodworskiego nie zdążyli się jeszcze dobrze poznać. Jeden z nich znienacka podchodził do kolegów z centymetrem i mierzył im obwód głowy, długość nosa. Do pomocy w "badaniach" namówił jeszcze kilku chłopaków z klasy. - Wyniki zapisywał w zeszycie. Potem porównywał z jakimiś książkami o czystości rasy, które przynosił do szkoły - opowiada "Gazecie" matka jednego z chłopców.

Młodzi nie reagowali. Matka: - No jak mieli reagować? Pobić się? Poskarżyć nauczycielce? Prawie się nie znali, nie chcieli zaczynać wspólnych kontaktów od bójek i skarg.

"Badania" trwały miesiąc. Potem ich pomysłodawca zaczął przynosić do klasy radykalnie prawicowe czasopisma. Zaczęły się antysemickie odzywki w klasie. Rodzice w kwietniu na zebraniu zgłosili problem wychowawczyni. Rodzice ucznia, który prowadził "eksperyment" wezwano do szkoły. Matka przeprosiła. Tłumaczyła, że zachowanie syna to incydent, który się nie powtórzy. Szkole to wystarczyło. Rodzicom nie. Jak mówią rodzice, dzień po wywiadówce uczeń miał powiedzieć kolegom: - Szkoła nic mi nie może zrobić. Mam prawo być antysemitą i mam poparcie rodziców.

Dyrektor szkoły Tomasz Malicki planuje wycieczkę klasy do muzeum Auschwitz. Zorganizował już spotkanie uczniów z psychologiem. O całej sytuacji mówi: "To głupi żart. Uczniowie akurat uczyli się o Holocauście. Usłyszeli o badaniach rasowych i niemądrze zaczęli się w nie bawić". Uważa, że rodzice wyolbrzymiają sprawę, by wykorzystać ją jako argument do zmiany wychowawcy klasy. Część z nich rzeczywiście tego się domaga.

Dowodem na to, że problem nie istnieje, ma być przeprowadzona wśród uczniów klasy klasycznej dwa tygodnie temu ankieta na temat atmosfery w szkole. Była anonimowa. Tylko dwóch wspomniało o antysemickich zachowaniach kolegi.

Anna Sapielak, wychowawczyni: - Antysemityzm nie jest problemem w mojej klasie.

Z uczniem prowadzącym "badania" nie udało nam się porozmawiać. Podobnie jak z jego kolegami z klasy. Dyrektor tłumaczy, że bez zgody rodziców rozmowa nie jest możliwa, bo są niepełnoletni. Zresztą wyjechali na Ukrainę na wycieczkę.

Półtora tygodnia temu szkoła napisała w specjalnym protokole z rady pedagogicznej, że wydarzenia w klasie miały "charakter epizodyczny" i były "żartem". Prócz nauczycieli podpisali się pod nim uczniowie z samorządu. Znajduje się tam sformułowanie, że wydarzenia "nie wykraczały poza przyjęty standard medialny".

Co to znaczy? - Że antysemickie treści są również w wypowiedziach polityków. Uczniowie to słyszą - tłumaczy dyrektor.

O sprawie wie już Małopolskie Kuratorium Oświaty. Rodzice domagają się wyciągnięcia konsekwencji wobec zachowania ucznia. Te zaproponowane przez dyrektora szkoły uważają za zbyt łagodne. Chcą, by uczniem zajął się psycholog. Nie kryją, że woleliby, aby nie chodził z ich dziećmi do klasy. Podkreślają, że chłopak bardzo interesuje się historią, jest bardzo dobrym uczniem i musiał wiedzieć, co robi.

Aleksandra Nowak, rzecznik kuratorium informuje: - Szerzenie treści antysemickich jest bezprawne i uczeń, który to robi, powinien zostać przywołany do porządku. Dziś kuratorium wysyła do szkoły wizytatora. Jeden ze starszych uczniów szkoły spotkanych wczoraj przed szkołą: - Niestety, w mieście już się mówi, że w Nowodworku panoszą się faszyści. To denerwujące.

Tomasz Wojciechowski, psycholog, prezes fundacji na rzecz bezpieczeństwa i współpracy w szkole Falochron, ocenia: - Uczniowie, którzy szerzą treści antysemickie, muszą ponosić za to odpowiedzialność. Nazwanie zdarzeń w tej klasie przez szkołę wygłupem to jakieś nieporozumienie. Nawet jeśli to wygłup, nie można na niego przymykać oczu. A oświadczenie, z którego wynika, że nic specjalnego się nie stało, bo politycy też szerzą antysemickie treści, to już kompletna pomyłka. Czy to znaczy, że jak ktoś znany robi coś głupiego, to my też możemy? Co to za nauka dla młodych ludzi? Nie reagując ostro na zachowanie kolegi, szkoła dała uczniom złą lekcję. Powinna stanowczo pokazać, że na antysemickie treści nie ma w niej miejsca. Powinna przypomnieć dzieciom, że nie ma na nie miejsca w Polsce. Że to jest karane.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 27
  • 3
  • 1
  • 5
  • 14
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    182 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':