Gruszka, wybrany do Senatu z listy
PiS-u, to gorący polski patriota. Nie podobają mu się ci, którzy mówią o śląskiej krzywdzie, bo choć Warszawa traktuje nas czasami po macoszemu, to przecież za Gierka - tak twierdzi - mieliśmy tu małe eldorado. Nie zgadza się też z Jerzym Gorzelikiem, bo - jego zdaniem - autonomia nie rozwiąże problemów Śląska.
Najbardziej drażnią senatora jednak ci, którzy dywagują dziś, że 90 lat temu śląscy powstańcy chwycili za broń z nudów, a nie po to, żeby się połączyć z wymarzoną Polską. Jest przekonany, że było inaczej i dobrze pamięta swoje rozmowy na ten temat z dziadkiem, który w powstaniach brał udział.
- A po coście, starziku, szli do powstanio? - zapytał go pewnego razu, a w odpowiedzi usłyszał zdanie, które mocno zapadło mu w sercu: "W kapsie mieli my dobrego wusztu łod Niymca, ale poszli my po tyn polski chlyb, kery tak piyknie nom wonioł".
Po to, aby o powstańcach pamiętali ludzie dużo od niego młodsi, senator Gruszka wymyślił akcję "Drzewo pamięci". Uczniowie rybnickich podstawówek i gimnazjów sadzą lipy. Takie same, jakie w tej okolicy sadzono zaraz po powstaniach, i przy których w każdą rocznicę tych zrywów spotykali się rybniczanie. Aż do czasu, gdy zaczęło to przeszkadzać PRL-owskim władzom i kazały te lipy pościnać. Przetrwało tylko kilka.
W tym roku Gruszka nie poprzestał na namawianiu do sadzenia lip, ale ogłosił konkurs pt. "Ściana pamięci". Poprosił licealistów i studentów, aby przysłali mu projekty na malowidła poświęcone powstaniom i powstańcom.
Najadł się trochę strachu, bo długo nikt nie odpowiadał.
- Może to jakiś obciach?! Boże, Gruszka, coś ty znowu wymyślił?! - karcił siebie w myślach, ale propozycjami w końcu jednak sypnęło. Najlepszą (wybierała komisja) przysłali Maciek Hartman (24 latek, student UŚ w Cieszynie) i jego kolega Tomek Lis (28 lat, lakiernik, mieszka na osiedlu Nowiny).
W sobotę przez kilka godzin przenosili swój projekt na ścianę przystanku w Chwałowicach. Pokazali, jak powstańcy maszerują na rybnickim rynku, a że niewiele wiedzieli wcześniej o tych sprawach, dużo wpierw przeczytali i naoglądali się archiwalnych zdjęć. Zdjęcie marszu znalazł w internecie Tomek i to on wyciął w plastikowej zakrętce małe dziurki, by dysza rozpylająca farbę poradziła sobie z drobnymi detalami. Dzięki temu udało się namalować nawet najcieńsze linie i dokładnie odwzorować wszystkie światłocienie.
- Tak samo jak w zagmatwanej historii Śląska, nic tu nie jest tylko białe lub czarne, ale dominuje jednak polska flaga - zauważa senator, patrząc na gotowe graffiti.
Tomek dopracowuje sylwetki powstańców i zamyśla się: - Nie wiem, co zrobiłbym na ich miejscu. Może bym uciekł? - rozważa i wyznaje, że brzydzi się przemocą. - Nie chciałbym, żeby wpychano mnie do szeregu z etykietką. Choć z drugiej strony może bym inaczej zrobił, gdyby ktoś skrzywdził moją matkę albo dziewczynę, którą kocham? - myśli głośno.
Gdy Gruszka zwraca mu uwagę, że powstańcy szli walczyć, bo kochali Polskę, Tomek tylko się obruszył: - Hm, umierać za ojczyznę to jednak co innego, dla mnie to abstrakcja. Dobrze, że czasy się zmieniły i sam nie muszę wybierać - kwituje i kończy kłaść farbę.
Na happening zagląda Andrzej Wojaczek, przewodniczący rady miasta. - O bezpieczeństwo malowideł w ogóle się nie martwimy, bo na pewno ze strony wandali w Rybniku nic im nie grozi - zapewnia.