http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Laptopy mają być takie same

Rozmawiał Przemysław Poznański
2011-03-28, ostatnia aktualizacja 2011-03-28 02:41

Płock, internet w szkole
Płock, internet w szkole
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta

Rozmowa z Magdaleną Gaj, wiceminister infrastruktury, odpowiedzialną za projekt "Komputery dla uczniów"

Magdalena Gaj
Fot. Albert Zawada / AG
Magdalena Gaj
Zamiast opłat koncesyjnych laptopy dla pierwszaków. To obowiązek czy dobrowolna decyzja operatora?

Kupno laptopów - tak. Inwestycje we własną sieć - nie. Jeśli operator się na to nie zdecyduje, od roku 2014 do 2022 będzie nadal płacić raty koncesyjne w normalnej wysokości. Jeśli wybierze inwestycje, będzie musiał co roku składać sprawozdania. Minister infrastruktury będzie je sprawdzał pod kątem wywiązywania się z zadeklarowanych wydatków.

Kto będzie odpowiadał za kupno komputerów?

- Pierwsze rozwiązanie to np. zawiązanie przez operatorów konsorcjum, które kupi komputery i będzie je przekazywać szkołom. Drugi wariant to specjalny fundusz państwowy zarządzany przez ministra infrastruktury. Operatorzy wpłacą do niego pieniądze, a ministerstwo zrobi centralne zakupy i przekaże uczniom. Tak czy inaczej komputery muszą spełniać te same standardy, muszą być takie same. I najlepiej, gdyby były przystosowane do potrzeb dzieci.

Ile ich będzie trzeba?

- Co roku jest ok. 350 tys. pierwszoklasistów. Program zaplanowaliśmy na pięć lat, stąd kwota 240 mln euro - obliczyliśmy, że dokładnie tyle będzie potrzebne. Oczywiście kupione komputery będą objęte gwarancją, serwisem, ubezpieczeniem, będą miały podstawowe oprogramowanie. Laptop pójdzie za uczniem aż do trzeciej klasy i będzie jego własnością. Postęp techniki jest tak szybki, że nie wiadomo, czy po trzech latach będzie się jeszcze nadawał do użytku. Co ważne - laptopy powinni dostać też nauczyciele.

Zresztą komputery to nie wszystko. Musimy też przeszkolić nauczycieli z efektywnego i profesjonalnego wykorzystywania ich na lekcji. Inaczej to nie ma sensu. Dlatego jednocześnie pracujemy nad programem "Komputer dla ucznia". Tam będą wszelkie szczegóły. Na razie nie chciałabym o nich mówić, bo dokument wciąż powstaje.

Byłam na lekcji poglądowej języka angielskiego w Jarocinie. Tam burmistrz kupił dla wszystkich szkół laptopy. Przygotowany nauczyciel na swoim komputerze ma stały podgląd tego, co dzieci robią na swoich laptopach. Komunikuje się z nimi, wysyła zadania, sprawdza. Na koniec przeprowadza test sprawdzający zdobytą wiedzę z tej lekcji. Wyniki wyświetlane są na tablicy. Ponieważ testy sprawdza komputer, dzieci są bardziej zmotywowane, bo wiedzą, że ocena jest obiektywna.

Czy laptopy będą wyposażone w modemy do internetu mobilnego?

- Każda szkoła w Polsce ma dostęp do internetu (a przynajmniej mieć powinna, ponieważ taki ustawowy obowiązek ciąży na operatorze wyznaczonym do świadczenia usługi powszechnej - TP SA), w szkołach można zorganizować bezprzewodową sieć Wi-Fi. Możliwe - ale to wybór operatora - że dodatkowo komputery zostaną zaopatrzone w modem internetu mobilnego.

Nie boi się pani, że laptopy będą łakomym kąskiem dla złodziei lub zostaną sprzedane?

- Laptop dla ucznia to rozwiązanie sprawdzone w kilku krajach. Tam nie ma takich problemów. Komputery są zabezpieczone kodem, więc osoba postronna nie uruchomi go, poza tym mają lokalizator GPS. Po sprzedaniu komputer i tak jest bezużyteczny. Możliwe też, że komputery będą zostawały w szkole, choć to nie jest dobre rozwiązania, bo dziecko powinno mieć możliwość pracy na nim także w domu, podczas odrabiania lekcji. Nic nie jest przesądzone.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób