Ciąg dalszy aktywności
PiS - po artykułach w Rzeczpospolitej" i "Gazecie"
Jarosław Kaczyński zaprosił dziennikarzy na konferencję prasową pod sklepem spożywczym w Warszawie.
-
Donald Tusk zarzucał nam, że wzrosły ceny jabłek. My pokazujemy, że za Tuska wzrosły ceny wszystkiego - mówi "Gazecie" polityk PiS po zakupach. Kaczyński - wśród tłumu fotoreporterów, w asyście wiceszefowej partii Beaty Szydło - wydał 55 zł 60 gr na produkty, o ceny których pytał Tusk w słynnej debacie w 2007 r.
- Tu są te rzeczy, o które mnie wtedy pytał, poza gazem, bo gaz trudno kupić. Wtedy, kiedy padały te pytania, kiedy my byliśmy przy władzy, to za te kilka podstawowych produktów zapłacilibyśmy 23, może 24 zł. W tej chwili wypadło 55 zł - mówił pod sklepem Kaczyński.
Dziennikarze
TVN wyliczyli jednak, że gdyby takie same zakupy zrobić w jednej z dużych sieci sklepów, to za rządów PiS kosztowałyby 30 zł, a dziś - 37 zł.
Na uwagę dziennikarzy, że wybrał jeden z droższych sklepów w okolicy, Kaczyński odparł: - Moglibyśmy iść do Biedronki, ale Biedronka to jest jednak sklep dla najbiedniejszych. Poszliśmy do sklepu przy osiedlu, który jest wygodny.
- To realia polskiego życia, prawdziwe problemy, którymi Donald Tusk powinien się zająć. To coś niebywałego, przeszło dwukrotny wzrost cen w ciągu krótkiego czasu - mówił Kaczyński.
I przedstawił ofertę PiS: - Biedne rodziny, które znaczną część dochodów muszą wydawać na żywność, powinny otrzymać pomoc państwa. PiS proponuje wprowadzenie dodatków drożyźnianych dla najuboższych rodzin wychowujących dzieci. Jeżeli ktoś ma na głowę w rodzinie mniej niż 1008 zł, należałaby się mu pewnego rodzaju rekompensata.
Szef PiS chce wysłać paragon premierowi. Poseł PO Paweł Olszewski powiedział, że za wzrost cen nie odpowiada rząd. - Wzrost cen to tendencja ogólnoświatowa związana z kryzysem gospodarczym. Nie mamy gospodarki centralnie sterowanej, mamy wolny rynek - mówił Olszewski.
- Dobrze, że jak polityk chodzi na zakupy, szkoda, że raz na parę lat. Jarosław Kaczyński wyglądał na zagubionego - kpi wiceszef klubu PO Rafał Grupiński. Ale i zauważa: - PiS nie chce być kojarzone wyłącznie ze Smoleńskiem, zaczęli mówić o gospodarce.
Rzeczywiście, w strategii komunikacyjnej PiS coś się zmieniło. - Już nie odpowiada za nią Adam Bielan, wszedł Adam Hofman i nowi ludzie z nowymi pomysłami - mówi nam jeden z liderów PiS. Inny dodaje: - A to dopiero początek. Niespodzianek będzie coraz więcej.
Kaczyński wyraźnie złagodził retorykę - zaczyna żartować, opublikował tekst w "Gazecie", której od dawna odmawia wywiadu, nie mówi już, że Polska to rosyjsko-niemieckie kondominium - jak jeszcze niedawno diagnozował w "Gazecie Polskiej".
- My się nie zmieniamy. Może pan sobie to tłumaczyć tym, że mówimy różnym językiem do różnych odbiorców - powiedział nam polityk z władz PiS.