http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jacek Dubois niewinny. Od kiedy obrońca broni

Bogdan Wróblewski
2011-03-22, ostatnia aktualizacja 2011-03-21 20:32

Znany adwokat Jacek Dubois uniewinniony przez sąd z zarzutów utrudniania śledztwa przeciwko "pruszkowskim" gangsterom

Mec. Jacek Dubois
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Mec. Jacek Dubois
ZOBACZ TAKŻE
- Ta sprawa nie nadawała się do sądu - mówił o oskarżeniu sędzia Mariusz Iwaszko. Potem o "hipotezach" prokuratury, których nie przewiduje procedura karna, i jej "oczywiście błędnych zarzutach". Publiczność - a przyszedł wczoraj do sądu kwiat warszawskiej palestry - powitała wyrok oklaskami i patrzyła wymownie na puste krzesło prokuratora.

Bo nikt z Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce, która sześć lat temu przygotowała akt oskarżenia, tej krytyki nie usłyszał. Nikt z prokuratury na ogłoszenie wyroku nie przyszedł.

- Mam nadzieję, że prokurator generalny, widząc, że jego urząd nie ma twarzy, zapyta: dlaczego w ogóle skierowano to oskarżenie? - skomentował mec. Dubois.

Prokuratura żądała skazania

Już po wyroku, oczyszczony z zarzutów, Dubois mówił: - Usłyszałem dziś, że mogę godnie i odważnie bronić. To wspaniała informacja. Także dla całego środowiska adwokackiego.

Proces był precedensowy. Dotyczył granic prawa do obrony, istoty zawodu adwokata. Mec. Dubois - adwokat z wybitnej prawniczej rodziny - oskarżony został o ujawnienie tajemnicy i utrudnianie śledztwa przeciwko "pruszkowskim" gangsterom. Prokuratura żądała skazania go na rok więzienia w zawieszeniu, grzywnę i zakaz wykonywania zawodu (przez rok).

W końcu lat 90. w sprawie o wymuszenie rozbójnicze klientami mec. Dubois byli Paweł B. "Burzyn", Jacek R. "Sankul" i Marcin B. "Bryndziak" (wszyscy z "Pruszkowa"). Podejrzanym w sprawie był także słynny potem świadek koronny "Masa". Gdy dzięki zeznaniom "Masy" CBŚ rozbiło gang i w ręce policji wpadł "Burzyn", mecenas znów podjął się jego obrony. Do kancelarii przyszli wtedy "Sankul" i "Bryndziak" z pytaniem, czy mecenas także ich będzie bronił, jeśli zostaną zatrzymani. Dubois przyjął ich ustne zlecenie. Ponieważ znali zarzut postawiony "Burzynowi", rozmowa potoczyła się wokół tego, co może grozić pozostałym.

Według prokuratury te rozmowy oraz kopie akt znalezione u "Bryndziaka" (ukrywającego się do 2003 r.) świadczyły o złamaniu tajemnicy adwokackiej, co w konsekwencji doprowadziło do utrudniania słynnego śledztwa. Prokuratura twierdziła, że obrona zaczyna się wtedy, gdy przestępca ma już postawione zarzuty, a adwokat zgłasza się do niej z pisemnym pełnomocnictwem.

Sąd wytyka błędy prokuraturze

Dubois i jego obrońcy - mec. Czesław Jaworski i Beata Czechowicz - przekonywali, że obrona zaczyna się, gdy ktoś korzysta z porady adwokata. Dlatego Dubois miał prawo informować "Sankula" i ściganego listem gończym "Bryndziaka" o faktach ze śledztwa, które ich dotyczą.

- Nie przychodzili po informację do przekupnego policjanta czy prokuratora, do sprzątaczki z prokuratury, by sfotografowała akta za pieniądze. Przychodzili do adwokata. A rzeczą adwokata jest udzielanie porad prawnych; nie sposób zarzucać, że w ten sposób dopuszcza się on przestępstwa - potwierdził wczoraj w uzasadnieniu wyroku sędzia Iwaszko.

Wcześniej wytknął prokuraturze nieznajomość prawa, bo postawiła Dubois zarzut ujawnienia tajemnicy. - A to przestępstwo ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego - przypomniał sędzia. Jedyną osobą, która mogłaby żądać ścigania, był więc "Burzyn". Bo to z nim wiązał adwokata stosunek zaufania, obowiązek zachowania tajemnicy. - Prokuratura nie wynajęła adwokata Dubois - ironizował sędzia.

Druga część zarzutu to utrudnianie śledztwa. Jak można utrudniać? Sędzia Iwaszko wyliczał: - Przez zacieranie śladów, ukrywanie kogoś, niszczenie narzędzi zbrodni.

To nie dotyczy mec. Dubois. - Prokurator nawet nie snuje domysłów na ten temat - mówił sędzia.

Choć nie było tego w zarzucie, sąd sprawdził jedną "hipotezę" prokuratury. Próbę wpłynięcia na jednego z pokrzywdzonych przez "pruszkowiaków" przedsiębiorców, by zmienił zeznania.

"Sankul", dawny klient mecenasa, potem świadek koronny, przypomniał sobie o tym w 2004 r. Jednak kilka razy zmieniał zeznania, w końcu - podczas procesu - mówił: "chyba, być może, nie pamiętam". Sąd nie dał wiary koronnemu. Innego dowodu, by za sprawą mecenasa ktoś z "Pruszkowa" naciskał na przedsiębiorcę, prokuratura nie miała. - Te sprawy dzieli taka odległość jak zabójcę od producenta pistoletu - plastycznie opisał sędzia Iwaszko.

I podsumował po prawniczemu: - W tym, co zarzucono oskarżonemu i co sąd rozpoznał, brak jest znamion czynu zabronionego.

Gratulacjom w kuluarach nie było końca. A do sadu przyszli członkowie warszawskiej rady adwokackiej, przyjaciele i rodzina oraz prawnicy Fundacji Helsińskiej, która wspierała mecenasa.

Wyrok nie jest prawomocny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce