http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cicho w sklepach i u fryzjera. Nikt nie lubi ZAiKS-u

Ewa Furtak
2010-09-12, ostatnia aktualizacja 2010-09-12 00:41

Zamilkły radia w sklepach, zakładach fryzjerskich, gabinetach kosmetycznych. - Zdemontowałam wieżę, zrezygnowałam z abonamentu radiowego. Wszyscy wkoło robią tak samo - mówi właścicielka bielskiego salonu fryzjerskiego. Wszystko po tym, gdy ZAiKS zaczął upominać się o tantiemy dla artystów

Zakłady fryzjerskie, gabinety kosmetyczne, małe restauracje. Coraz częściej nie posłuchamy w nich radia
Fot. Renata Dabrowska / AG
Zakłady fryzjerskie, gabinety kosmetyczne, małe restauracje. Coraz częściej nie...
Gdy kilka dni temu poprosiłam taksówkarza, by włączył radio (była akurat pełna godzina, zaczynały się wiadomości), popatrzył na mnie podejrzliwie. Włączył radio, ale z wyraźną niechęcią. Wyłączył je zaraz po tym, jak skończył się serwis informacyjny i zabrzmiały pierwsze takty muzyki. - Nie wiem, czy pani nie jest z ZAiKS-u, a podobno taksówkarze też muszą płacić za włączanie radia w samochodzie, bo to środek transportu publicznego - wyjaśnił mi. W większości bielskich sklepów panuje już głucha cisza. Podobnie jest w Katowicach, Sosnowcu i Gliwicach.

Tak samo jest w zakładach fryzjerskich, gabinetach kosmetycznych, a nawet niektórych restauracjach. W malutkim, ale bardzo sympatycznym zakładzie fryzjerskim w centrum Bielska-Białej zawsze można było posłuchać radia. Teraz panuje cisza. - Przyszło do mnie pismo z ZAiKS-u z zaproszeniem do podpisania umowy. Pewno bym ją podpisała, gdyby nie to, że kazali mi jeszcze zapłacić za rok wstecz. Kilkaset złotych. Przegięcie! W tym samym dniu zdemontowałyśmy z moimi pracownicami wieżę. Zrezygnowałam też z abonamentu radiowego. Nie będę ryzykować, bo do sklepu obok przyszli kontrolerzy. Niby klienci, pan z panią, ale zamiast robić zakupy, pytali o to, czy w sklepie jest radio - mówi właścicielka zakładu.

Zbigniew Śliwiński, właściciel zajazdu Horolna w Przybędzy, w swoim lokalu puszcza tylko zwolnioną z takich opłat muzykę folkową nagraną przez artystów, którzy nie należą do żadnego stowarzyszenia twórców. - Ja jestem w dobrej sytuacji, bo akurat taka muzyka pasuje do wystroju oraz charakteru Horolnej. O wiele gorzej mają np. właściciele nowoczesnych pubów. Trudno sobie wyobrazić taki lokal bez muzyki, bo straci klientów, a taka, jaką ja mam, tam nie pasuje - mówi Śliwiński.

Roman Matyja, bielski radny i właściciel sklepów, mówi, że nie przypomina sobie, by ktoś robił badania o wpływie muzyki w sklepie na liczbę klientów. - Na pewno jednak wszędzie tam, gdzie gra muzyka, jest po prostu przyjemniej. I to nie chodzi tylko o klientów, także o pracowników - mówi Matyja.

Ryszard Nowosadzki, dyrektor katowickiego okręgu ZAiKS-u, przyznaje, że liczba podpisywanych licencji w regionie spadła, przybyła za to liczba miejsc, w których panuje głucha cisza. - Myślę, że jest to efekt kryzysu. Teraz przedsiębiorcy liczą każdą wydawaną złotówkę. Nic nam do tego, jeśli fryzjer czy restaurator faktycznie przestaje używać radia. Ale jeśli nadal odtwarza muzykę, np. z płyt, to narusza prawo - mówi Nowosadzki.

Zdaniem przedsiębiorców cisza w lokalach to nie tylko wynik oszczędności. - Walczymy razem z Beskidzką Izbą Turystyki przede wszystkim o to, żeby sprawy odtwarzania muzyki unormować. Pół biedy, gdyby był tylko ZAiKS, ale takich organizacji jest w naszym kraju kilka, m.in. STOART i ZPAV. Naprawdę trudno się w tym wszystkim połapać - irytuje się Śliwiński.

Dodaje, że oprócz konieczności płacenia organizacjom twórców hotelarze, restauratorzy itd. muszą jeszcze przecież płacić abonament radiowo-telewizyjny. - I to w zależności od liczby posiadanych odbiorników. Ja tylko za telewizory w hotelu Cis płacę rocznie 7 tys. zł. Niezależnie od tego, czy korzystamy z oferty programu telewizyjnego, czy odtwarzamy filmy nakręcone przez nas w czasie wycieczek z turystami, np. po tzw. Beskidzkiej Pętli. Przecież to wszystko jest chore - mówi Śliwiński.

W Polsce przybywa firm, które proponują przedsiębiorcom sprzedaż muzyki do publicznego odtwarzania bez konieczności płacenia stowarzyszeniom twórców. - Moim zdaniem wcale nie jest to bardziej opłacalne niż wykupienie licencji, ale to już sprawa przedsiębiorców, to ich pieniądze. W każdym razie korzystanie z usług takich firm jest jak najbardziej zgodne z prawem - mówi Nowosadzki.

Komentarz Łukasza Kałębasiaka

Za pracę trzeba płacić. Praca muzyków polega na komponowaniu, graniu i śpiewaniu piosenek. W Polsce sprzedaje się mało płyt (niestety, większość nadal ściąga je nielegalnie z internetu). Koncertów nie da się grać bez przerwy. Pieniądze z tytułu praw autorskich to dla wielu, nawet bardzo znanych artystów, główne źródło i to wcale nie kolosalnego dochodu. Skoro byli na tyle kreatywni, żeby nagrać przebój, dlaczego nie mają z tego korzystać?

Oczywiście szkoda mi małych knajpek i sklepików. Dobrze dobrana muzyka pomaga w handlu i umila czas spędzony nad kawą. Ale gdy pomyślę o butikach w centrach handlowych, z których każdy krzyczy inną muzyką, marzy mi się, żeby wszystkie zamilkły.



Źródło: Gazeta Wyborcza Bielsko-Biała
  • 366 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    116 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':