http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy wójt był świadomym "Bratem" esbeków?

Marek Mamoń
2010-09-06, ostatnia aktualizacja 2010-09-06 22:02

Przed sądem w Gliwicach rozpoczął się proces wójta Konopisk. Instytut Pamięci Narodowej zarzucił mu kłamstwo lustracyjne.

Jerzy Socha w swoim oświadczeniu lustracyjnym podał, że nie pracował, nie pełnił służby i nie był współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL-u. Tymczasem katowicki IPN twierdzi, że był zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie "Brat" przez ponad trzy lata od grudnia 1984 roku. Współpracę miał zacząć dobrowolnie. Odmówił jej - według IPN - w maju 1988 roku.

TW "Brat" był przydzielony do IV wydziału SB. Podstawowym zadaniem esbeków z tego pionu było gromadzenie informacji o Kościele katolickim, traktowanym jako zbiorowy wróg ustroju. Na każdą osobę duchowną (księży, zakonników i zakonnice, alumnów seminariów duchownych) zakładano tzw. Teczki Ewidencji Operacyjnej na Księdza (TEOK). Dokumentowano też wydarzenia w każdej parafii w ramach tzw. TEOP, czyli Teczek Ewidencji Operacyjnej na Parafię. Nic dziwnego, że tak szeroka inwigilacja Kościoła wymagała pomocy wielu osób, mogących być źródłem informacji.

- Podjęcie współpracy nastąpiło początkowo w obawie przed odmową uzyskania paszportu na wyjazdy zagraniczne, ale zachowały się też cztery sporządzone pokwitowania odbioru pieniędzy w zamian za udzielane informacje - ujawnia naczelnik Oddziałowego Biura Lustracyjnego w Katowicach prok. Andrzej Majcher.

A Socha miał rodzinę w RFN. - Pewnego dnia skontaktował się ze mną mężczyzna przedstawiając się jako pracownik biura paszportowego w Częstochowie. Wiedział, że mam rodzinę w Niemczech i tam się wybieram. Twierdził, że w tym samym mieście ma ciotkę i prosił mnie o przysługę. Chciał, bym skontaktował się z tą panią. Potem ona dała mi paczkę dla niego, a ja przywiozłem mu ją do Częstochowy. Robiłem to kilkakrotnie - mówił "Gazecie" Socha. Twierdzi że wożenie paczek dla pracownika biura paszportowego traktował jako zwykłą, ludzką przysługę. To samo mówił prokuratorom z IPN. Ci nie uwierzyli.

- Współpracę Jerzego Sochy z SB potwierdzają zarówno zapisy ewidencyjne, jak i zachowana dokumentacja w postaci teczki pracy i teczki personalnej TW"Brat". Są m.in. własnoręcznie napisane zobowiązanie do współpracy i 11 informacji sporządzonych przez Jerzego Sochę, co potwierdziła opinia grafologiczna - argumentuje prok. Majcher.

Proces przed Sądem Okręgowym w Gliwicach rozpoczął się w poniedziałek. Katowicki IPN domaga się orzeczenia, że Socha złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne. W przypadku prawomocnego wyroku, że Socha skłamał, grozi mu 10-letni zakaz pełnienia funkcji publicznych.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa
  • 42 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':