To trzecia próba sprzedaży majątku gdyńskiej stoczni. Nie licząc tajemniczego inwestora z Kataru, który w ubiegłym roku miał kupić również stocznie w Szczecinie, już dwa razy próbowano sprzedać suchy dok i suwnicę w ramach nadzorowanego przez rządową Agencję Rozwoju Przemysłu postępowania kompensacyjnego. Problemem jest wysoka cena - prawie 100 mln zł. Tak jest i teraz. Obecna próba to efekt kwietniowej zgody Joaquina Almunii, komisarza ds. konkurencji, który zdecydował o przedłużeniu postępowania likwidacyjnego Stoczni Gdynia do 31 marca 2010 r.
- Sprzedajemy też inne składniki majątku stoczni: biurowiec, ośrodek wczasowy, magazyny, projekty statków. Wszystko zostało wycenione na ponad 157 mln zł - mówi Zygmunt Faruga, reprezentujący Bud-Bank Leasing, który prowadzi postępowanie kompensacyjne Stoczni, której długi przekroczyły miliard złotych.
W poniedziałek o godz. 15 minął termin na wpłaty wadium chętnych na kupno majątku stoczni. Według naszych informacji, wadium nie wpłaciła Gdańska Stocznia Remontowa, która obecnie dzierżawi dok i suwnicę. Chętna na kupno doku jest za to gdańska stocznia Crist, która wcześniej kupiła sąsiadującą z dokiem halę.
- Zgłosiło się dziesięć podmiotów i wszystkie wpłaciły wadium. Nie mogę jednak powiedzieć, ile zainteresowanych jest suchym dokiem - informuje Andrzej Stolarczyk z Bud-Bank Leasingu. - Przetarg zostanie rozstrzygnięty 15 września.
Kupno suchego doku to w ocenie specjalistów ryzykowna operacja. Powód - obecna sytuacja w branży stoczniowej, w której panuje dekoniunktura. Jednak powodów do optymizmu dostarcza rynek przewozów drogą morską. Tu po okresie zastoju rosną stawki frachtów (cen) za ładunki. A to daje szanse na to, że armatorzy zaczną zamawiać nowe statki pod coraz bardziej opłacalne kontrakty na przewóz ładunków.
Według naszego informatora z ARP na postoczniowych terenach już widać oznaki ożywienia. Obecnie pracuje tu prawie tysiąc osób. Są szanse na więcej.
- Szykują się duże kontrakty w różnych spółkach, które kupiły majątek stoczni we wcześniejszych przetargach, a swoją produkcję przenosi na te tereny także Stocznia Nauta. Tak, że w perspektywie marca przyszłego roku, jest szansa, że będzie tu pracować ponad trzy tysiące ludzi - twierdzi nasz rozmówca.
Przed ubiegłoroczną likwidacją stoczni pracowało w zakładzie około czterech tysięcy osób.
- Nie po to kupilibyśmy dok, żeby się nie rozwijać. Będzie dok, to będą kontrakty, a co za tym idzie, większe zatrudnienie - mówi Ireneusz Ćwirk, jeden ze współwłaścicieli stoczni Crist.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto