Ścigania Olewińskiego domagał się sam Kamiński. Ponad miesiąc temu doniósł do prokuratury, że Olewiński złamał tajemnicę państwową. Chodziło o jednego z dwóch byłych dyrektorów CBA, którym rzeszowski śledczy postawił zarzuty tzw. nadużycia władzy w zakończonej klapą akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa w słynnej tzw. aferze gruntowej sprzed trzech lat. Zarzuty w tej sprawie dostał Kamiński, jego ówczesny zastępca Maciej Wąsik i dwóch już byłych dyrektorów CBA: Grzegorz P. i Krzysztof B.
Według b. szefa CBA Olewiński złamał tajemnicę państwową, bo w uzasadnieniu o postawieniu zarzutów jednemu z b. dyrektorów Biura podał informacje, które powinny być - zdaniem Kamińskiego - utajnione.
Doniesienie Mariusza Kamińskiego badali prokuratorzy z Tarnobrzega. 9 sierpnia przesłuchali go w charakterze "zawiadamiającego o przestępstwie". - Odmówiliśmy wszczęcia śledztwa. Prokurator Olewiński miał prawo podać informacje, które kwestionował Mariusz Kamiński. Szczegółów naszej decyzji nie zdradzamy, bo postępowanie było tajne, więc uzasadnienie też jest tajne - mówi "Gazecie" Edward Podsiadły, szef Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.
W przyszłym tygodniu poznamy decyzję Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, jaki będzie finał śledztwa przeciwko Kamińskiemu, Wąsikowi i b. dyrektorom z CBA. Albo sprawa zostanie umorzona, albo do sądu trafi akt oskarżenia.
Kamińskiemu i reszcie grozi do 8 lat więzienia. Były szef CBA jest podejrzany o nadużycie uprawnień za akcję Biura z lipca 2007 r. w Ministerstwie Rolnictwa. CBA zmontowało wtedy operację, by udowodnić, że w resorcie rolnictwa, którym kierował wówczas Andrzej Lepper, za łapówkę można załatwić odrolnienie ziemi na Mazurach. Akcja CBA zakończyła się fiaskiem, a ówczesny premier Jarosław Kaczyński zdymisjonował Leppera tłumacząc, że znalazł się on w "kręgu podejrzeń". W konsekwencji rząd PiS upadł.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów