Panie Marszałku, Wysoka Izbo!
Duże zainteresowanie posłów, czego efektem jest dzisiejsza informacja, budzą, co zrozumiałe - plany finansowe rządu i przyszłość finansowa naszego państwa, a także obecny stan finansów publicznych.
Cieszę się, że mamy możliwość przedstawienia naszego poglądu i informacji na temat stanu finansów, i że są w tej sali jeszcze posłanki i posłowie, których tak przyziemne sprawy, jak bezpieczeństwo polskiego pieniądza, jak finansowe bezpieczeństwo polskich rodzin interesują. Nie, żeby to zainteresowanie było jakieś wyjątkowo poważne, ale ta informacja należy się także tym wszystkim, którzy w Polsce czekają na odpowiedzialne decyzje i wiarygodne informacje o stanie finansów publicznych, i o zamierzeniach rządu.
Będziemy do państwa dyspozycji wraz z min. finansów, członkami mojego rządu w czasie tego punktu. Pozwolicie zatem, że na początek powiem kilka zdań objaśniających nasze intencje, następnie minister finansów przedstawi bardziej szczegółową informację.
Po pierwsze chciałbym przypomnieć Wysokiej Izbie o pewnej zasadzie, której stosowanie przyniosło sukces Polsce w ostatnich dwóch latach. Tą zasadą było kierowanie się zdrowym rozsądkiem i poczuciem odpowiedzialności za ludzi i ich pieniądze, a nie za doktryny czy ideologie w ostatnich dwóch latach, kiedy właśnie odpowiedzialność i zdrowy rozsądek okazały się drogowskazami szczególnie cennymi. Mimo groźnego w wymiarze globalnym i europejskim kryzysu finansowego, niespotykanego od czasów pamiętnego kryzysu z lat 20. ubiegłego wieku, akurat w tym czasie Polskę zaczęto zaliczać w opinii Europy i świata do państwa, a Polaków do tych nielicznych narodów racjonalnie, trzeźwo kalkulujących w sytuacjach krytycznych, w sytuacjach napięcia finansowego. Powstaje powoli taki termin "klub północny", który niekoniecznie geograficznie i terytorialnie, może bardziej historycznie, ale oddaje ten pewien typ północnego myślenia, a więc odpowiedzialnego, chłodnego, do bólu racjonalnego. Takiego myślenia, którego podstawą jest dyscyplina nie tylko intelektualna, ale także dyscyplina w zachowaniach choćby wtedy, kiedy konstruujemy budżet państwa.
To, że Polska jest tak wysoko oceniana w tych trudnych czasach buduje
reputację, a ta
reputacja z kolei ma bezpośredni wpływ na polskie pieniądze. Już dzisiaj, mam nadzieję, nie trzeba w Polsce tłumaczyć, jak wielkim skarbem dla Polaków jest właśnie ta niespotykana do tej pory w naszej historii wysoka reputacja, jeśli chodzi o gospodarowanie własnymi pieniędzmi, czasem. Polska gospodarka, polski porządek stały się niespodziewanie dla wielu z was synonimem powodzenia, sukcesu, pozytywnego ładu, a nie jak bywało najczęściej w historii bałaganu i bezhołowia. I mam nadzieję, że inne wydarzenia, choćby te wczorajsze budzące tyle emocji nie będą rujnowały tego wizerunku, bo na ten wizerunek pracowaliśmy przez lata my wszyscy, wszyscy Polacy i nie jest on efektem rządów jednej, czy drugiej partii, czy triumfu tej czy innej doktryny. To była reputacja zbudowana wysiłkiem, dyscypliną i odpowiedzialnością milionów ludzi.
Pozycja finansowa Polski i polskich rodzin, co pokazują losy innych krajów w Europie w bardzo dużym stopniu zależy od tego, jak jesteśmy postrzegani, jakie są efekty obserwacji świata, obserwacji tego, co w Polsce się dzieje i jak my radzimy sobie z kryzysem. To nie jest oczywiście tylko polski fenomen, w dobie obecnej wszyscy, wszystkich obserwują. W dobie obecnej wszyscy o wszystkich prawie wszystko wiedzą. Tym większą satysfakcją powinno być dla nas, Polaków to, że właśnie reputacja polskiej gospodarki jest dzisiaj tak solidna, tak duża, bo wynika ona nie z jakiś magicznych sztuczek tylko z gruntownej wiedzy, jaką dziś w świecie współczesnym wszyscy o wszystkich mają. Polityk polityka może czasami oszukać, ale nikt nie oszuka rynków, nikt nie oszuka światowej opinii publicznej budowanej na nieustannie aktualizowanych ekspertyzach, nikt nie oszuka kursu walut.
I dlatego chcę jeszcze raz podkreślić, jak ważną rzeczą jest odpowiedzialna, spokojna debata i poczucie zbiorowe odpowiedzialności za to, co w Polsce się dzieje, w tym taka debata, jak dzisiaj pokazująca, że ta polska marka, polski znak jakości jaki zbudowaliśmy z trudem w ostatnich dwóch latach nie pójdzie na marne tylko dlatego, że emocje, złość, a czasami szaleństwo dotykają niektórych polityków i ich stronników. Te państwa i te narody, które nie rozumieją, jak ważną rzeczą jest obliczalność
we współczesnym świecie, stabilność polityczna, te państwa i te narody stają dzisiaj na krawędzi bankructwa. Widzieliśmy to, na szczęście na ekranach telewizorów, a nie na naszych ulicach, nie w naszych domach, nie w naszych bankach, jak wygląda, jak dotkliwe jest bankructwo całego państwa i jak trudno wyjść z realnym programem odbudowy gospodarki wtedy, kiedy już jest za późno, kiedy to, co złe już się stało. Kluczowe tak, jak przewidywaliśmy to na początku naszych rządów okazało się słowo, a właściwie wartość jaką jest zaufanie we współczesnej polityce. I to, że Polacy do siebie mieli elementarne zaufanie w ciągu ostatnich niespełna trzech lat, było jednym z najważniejszych fundamentów tego polskiego sukcesu, względnego, bo oczywiście każdy z nas chce żeby było lepiej, ale na tle tego, co dzieje się wokół nas, na tle tego, co dzieje się w Europie i na świecie, dzisiaj każdy z czystym sumieniem może powiedzieć, że Polska radzi sobie naprawdę nieźle.
Chcę powiedzieć, że ten polski sukces ma swój wymiar, konkretny wymiar w odniesieniu do kieszeni każdego Polaka. Jeśli spojrzymy na te państwa, które nie utrzymały wysokiej reputacji, które inaczej niż Polska wpadły w ostatnich dwóch latach w poważne tarapaty, te państwa, bez wyjątku skazane są dzisiaj na decyzje radykalne i bardzo bolesne w odniesieniu do całych grup społecznych.
Zrobiłem taki przegląd, na użytek dzisiejszego naszego spotkania, naszej debaty i muszę powiedzieć, że widać bardzo wyraźnie bezpośrednią relację, bezpośredni związek między tymi wskaźnikami, które opisują wzrost gospodarczy, inne parametry gospodarek narodowy, a potrzebami tak zwanych bolesnych cięć. I chcę powiedzieć, że ten polski, względny sukces będzie miał głęboki sens społeczny tylko wtedy, kiedy korzystać z tego sukcesu będą wszyscy. A to znaczy, że w tych najtrudniejszych latach, kiedy wszyscy wkoło zatrzymują inwestycje, w tym takie inwestycje, jak infrastruktura drogowa, zamrażają, obniżają emerytury nawet do 30 proc., obniżają wynagrodzenia do 20 proc. w całej sferze budżetowej, podwyższają prawie bez wyjątku w całej UE podatki, w tym VAT, przede wszystkim podejmują decyzje, których ciężar ponoszą i to ciężar niezwykle bolesny miliony ludzi żyjących w tych krajach.
Ten przegląd i to, że Polska była w sytuacji wyraźnie lepszej przez te dwa lata, każe nam dzisiaj powiedzieć, że my na szczęście nie musimy obarczać polskiej rodziny nadmiernym ciężarem, aby bezpiecznie przejść przez ten, mamy wszyscy nadzieję, końcowy etap kryzysu globalnego.
To czym szczycili się Polacy, a więc ten wzrost, jedyny w Europie, w całej Unii Europejskiej jedyny wzrost gospodarczy, jakie właśnie zanotowała Polska to ta satysfakcja będzie pełna w najbliższych dwóch, trzech latach, kiedy się okaże, że ten wzrost służy nie satysfakcji polityków i ekspertów tylko chroni polskie rodziny przed nadmiernymi cięciami, czy ciężarami, jakie gdzie indziej, w każdym kraju europejskim się zdarzały. I chcę też podkreślić, bo przecież to nie jest pierwsza debata o sytuacji finansów publicznych, czy o gospodarce w tej sali, że to, że dzisiaj tak wiele krajów, właściwie wszystkie bez wyjątku, w Unii Europejskiej, podejmuje decyzje obciążające budżety rodzinne w tych krajach to wynika m.in. z tego faktu, że przyjęto tam dwa lata temu fałszywe założenia. Tak to dzisiaj możemy ocenić, a Polska takiego fałszywego założenia nie przyjęła, chociaż groźba istniała, ponieważ na tej sali padały także takie podpowiedzi, których efektem byłyby dzisiaj cięcia bez porównania bardziej bolesne.
Kto dzisiaj musi rezygnować z inwestycji infrastrukturalnych, kto dzisiaj obcina ludziom emerytury i renty, kto dzisiaj obniża wynagrodzenia w sferze budżetowej? Otóż robią to te państwa, które uznały, że najlepszym sposobem w początkowej fazie kryzysu będzie wydawanie jeszcze większej ilości pieniędzy. Kiedy mu tutaj mówiliśmy, wtedy kiedy kryzys się zaczynał na świecie i w Europie, że chcemy podjąć radykalne oszczędności, ponad rok temu nowelizowaliśmy budżet i różnymi manewrami udało się zaoszczędzić 20 miliardów złotych, to z kilku miejsc na tej sali padały wezwania - co wy robicie, dlaczego nie wydajecie pieniędzy tak, jak inni, dlaczego nie wyprowadzacie Polski z kryzysu tak, jak ci, którzy wydają więcej pieniędzy. Nie ulegliśmy tym namowom. I dzięki temu dzisiaj Polska inaczej niż inne kraje Unii Europejskiej nie musi fundować obywatelom ciężarów ponad miarę. Jakie to są ciężary, naprawdę dedykuję posłankom i posłom lekturę ostatnich decyzji od Wielkiej Brytanii, przez Hiszpanię, po Czechy o Łotwie czy Rumunii nie wspominając.
Ale mówię odpowiedzialnie, spójrzcie na decyzje każdego innego kraju Unii Europejskiej i zobaczycie, jakie tam dramaty przeżywają dzisiaj ludzie, albo za kilka miesięcy po wejściu w życie tych decyzji.
Ja pamiętam też, że nie tylko posłowie opozycji, ale też wielu ekspertów, podobnie jak opozycja, nawoływało abyśmy uciekali przed kryzysem wydając, jak najwięcej pieniędzy. Oparliśmy się tym także pseudoekspertyzom i dzięki temu tam, gdzie wszyscy inni zanotowali recesję, Polska jako jedyny kraj odnotowała wzrost. I nie jest to zasługa jakiejś genialnej doktryny, czy nieznanej gdzie indziej na świecie ideologii, albo mądrości gospodarczych, które posiadł tylko polski rząd. To jest raczej zasługa wszystkich Polaków, którzy uznali, że umiar, powściągliwość i takie poszanowanie najbardziej oczywistych zasad - nie zadłużaj się ponad miarę, pożyczaj tyle, ile będziesz mógł oddać w przyszłości, kiedy masz kłopoty nie wydawaj więcej pieniędzy tylko mniej, a równocześnie nie zrzucaj na tych, którzy mają najciężej nie zrzucaj największych ciężarów i tych kilka prostych zasad, nie związanych z żadną ideologią, ani z żadną tajemną wiedzą przyniosło ten skutek.
Wyjście z kryzysu w Polsce wymaga decyzji odważnych, ale nadal umiarkowanych. Chcę powiedzieć, że stoimy dzisiaj przed bardzo prostymi dylematami, co nie znaczy łatwymi, ale prostymi do zrozumienia, czego chcemy uniknąć i co chcemy osiągnąć.
Po pierwsze uznaliśmy - i dlatego zaproponowaliśmy decyzje dotyczące m.in. VAT - uznaliśmy, że nie będziemy słuchali podpowiedzi tych samych ekspertów, co wówczas, czy niektórych głosów opozycji, których to podpowiedzi wynikać ma konieczność nałożenia jakiś radykalnych ciężarów na ludzi, szczególnie tych gorzej zarabiających. To przyjęliśmy jako zasadę i od tej zasady nie będzie odwrotu, tak długo, jak będziemy o tym decydowali. A więc przyjęliśmy zasadę, że nie będziemy obniżali nie tylko rent i emerytur, ale utrzymamy także coroczną waloryzację rent i emerytur, inaczej niż w wielu innych krajach europejskich, ponieważ uznaliśmy, że stać Polskę na to dzięki tym dwóm latom żeby utrzymać dalej ten, przecież nie przywilej, tylko oczywiste prawo z reguły ludzi, którzy żyją w ciężkich warunkach.
Uznaliśmy także, że ze względów cywilizacyjnych podjęliśmy decyzje o systematycznie kroczących podwyżkach płac dla nauczycieli i mimo, że będziemy proponowali także cięcia i zamrożenia w różnych dziedzinach życia to z tego zobowiązania chcemy się wywiązać. Nie tylko dlatego, że jakieś słowo padło, także z tej mównicy i trzeba tego słowa dotrzymać. Bo jak się nie da zrealizować jakiejś obietnicy trzeba mieć też odwagę powiedzieć, że się nie daje rady. Ale w tym przypadku to nie jest tylko zobowiązanie wobec nauczycieli, to jest nasze gruntowe przekonanie, że przyszłość w dużym stopniu zależy od kondycji tego zawodu, przyszłość Polski. I dlatego robiąc założenia finansowe na najbliższy rok i na najbliższe lata do 2013 roku założyliśmy także, że te kroczące podwyżki dla nauczycieli chcemy realizować.
I uważam to za zaletę tego projektu, który przedstawiliśmy w planie finansowym, jako rząd. Zaletę, bo w pełni odpowiedzialni za finanse publiczne, za bezpieczeństwo, które opisane jest w ustawach i w konstytucji progami ostrożnościowymi, w pełni odpowiedzialni za budżet państwa, za bezpieczeństwo finansowe całego państwa, mówimy dzisiaj, że utrzymanie waloryzacji rent i emerytur i wyższe pensje dla nauczycieli, że to jest ciągle możliwe. I nie mamy zamiaru rezygnować z tego tylko dlatego, że kilku ekspertów uważa, że to byłby synonim dobrej reformy. Nie, zabieranie ludziom wtedy, kiedy nie trzeba zabierać, to nie jest synonim dobrej reformy, to jest ciasna doktryna ludzi, którzy lubią zrzucić na barki innych ludzi ciężary, których sami nie ponoszą i nasz rząd się na pewno na to nie zgodzi.
Poza tym nie zgadzamy się z takim myśleniem i udowodniliśmy to także w ostatnich dwóch latach, że jak przychodzą cięższe czasy to największe ciężary mają ponosić najsłabsi, po to żeby najsilniejsi przeżyli. Pamiętacie też na tej sali było dużo wrzawy, dużo krzyku żeby dać, jak najwięcej pieniędzy bankom i firmom w związku z tarapatami, w jakie wpadły jeśli chodzi o opcje walutowe. Taki był pomysł, aby te najsilniejsze korporacje, np. koncerny samochodowe żeby dostawały z budżetu państwa pieniądze, a z budżetu państwa to znaczy z kieszeni podatników. I krzyk był straszny. Po to żeby ludzie mogli utrzymać mniej więcej ten poziom życia, do jakiego się przyzwyczaili, a może minimalnie wyższy trzeba było być odpornym na tego typu wezwania. I dzisiaj będziemy także odporni na tego typu wezwania.