To następny głos w dyskusji w Kościele po niedawnym oświadczeniu Rady Episkopatu ds. Rodziny, która ogłosiła, że kto wykonuje sztuczne zapłodnienie i popierający tę metodę politycy, nie mogą przystępować do komunii.
Kilka dni później na oświadczenie Rady (są w niej biskupi, księża i świeccy) odpowiedział ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier z Zespołu Ekspertów Episkopatu ds. Bioetycznych. Stwierdził, że "komunikat Rady ocenić można wyłącznie jako pogląd jej członków i apel do sumień wiernych, a nie jako deklarację doktrynalną". I dodał, że skoro żaden przepis kościelny nie mówi o ekskomunice za zapłodnienie in vitro, to "nie możemy nic takiego ogłaszać".
Z nim z kolei polemizował w "Naszym Dzienniku" bp Ignacy Dec, ordynariusz świdnicki. Poparł Radę i przekonywał, że jej głos wyraża opinię "całego Episkopatu". Przeczą temu jednak znawcy prawa kanonicznego i statut Episkopatu.
Bp Stefanek sam należy do Rady ds. Rodziny. W "Naszym Dzienniku" ostro krytykuje metodę sztucznego zapłodnienia: "Stosując metodę in vitro, dokonujemy selekcji embrionów, zabijając siostry i braci osoby, która ma się urodzić". Wedle bp. Stefanka Rada ds. Rodziny "nie ogłosiła jakiegoś nowego uregulowania, tylko przypomniała zdefiniowaną już prawdę".
Na pytanie dziennikarza "NDz", co z odpowiedzialnością katolików, którzy popierają w wyborach kandydata opowiadającego się za in vitro, ordynariusz łomżyński odpowiada, że "musimy mieć świadomość skutków podejmowanych decyzji". I dojaśnia: "Niestety, znam bardzo bolesne przykłady, np. kochanej babuni, która głosuje za określoną opcją, bo obiecali jej 30-złotową podwyżkę emerytury. Ona nie wie, że ta formacja będzie czyhać na jej wnuki, tzn. będzie namawiać jej córkę czy synową do zabijania dzieci".
Źródło: Gazeta Wyborcza