http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bp Stefanek: in vitro albo komunia

Katarzyna Wiśniewska
2010-05-31, ostatnia aktualizacja 2010-05-30 19:50

Politycy popierający in vitro nie powinni deklarować się jako katolicy, jeżeli tego nie odwołają. Nie mogą też, będąc w grzechu śmiertelnym, przystępować do Komunii Świętej - mówi w weekendowym "Naszym Dzienniku" łomżyński biskup Stanisław Stefanek.

Bp Stanisław Stefanek
Fot. Waldemar Kompała
Bp Stanisław Stefanek
To następny głos w dyskusji w Kościele po niedawnym oświadczeniu Rady Episkopatu ds. Rodziny, która ogłosiła, że kto wykonuje sztuczne zapłodnienie i popierający tę metodę politycy, nie mogą przystępować do komunii.

Kilka dni później na oświadczenie Rady (są w niej biskupi, księża i świeccy) odpowiedział ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier z Zespołu Ekspertów Episkopatu ds. Bioetycznych. Stwierdził, że "komunikat Rady ocenić można wyłącznie jako pogląd jej członków i apel do sumień wiernych, a nie jako deklarację doktrynalną". I dodał, że skoro żaden przepis kościelny nie mówi o ekskomunice za zapłodnienie in vitro, to "nie możemy nic takiego ogłaszać".

Z nim z kolei polemizował w "Naszym Dzienniku" bp Ignacy Dec, ordynariusz świdnicki. Poparł Radę i przekonywał, że jej głos wyraża opinię "całego Episkopatu". Przeczą temu jednak znawcy prawa kanonicznego i statut Episkopatu.

Bp Stefanek sam należy do Rady ds. Rodziny. W "Naszym Dzienniku" ostro krytykuje metodę sztucznego zapłodnienia: "Stosując metodę in vitro, dokonujemy selekcji embrionów, zabijając siostry i braci osoby, która ma się urodzić". Wedle bp. Stefanka Rada ds. Rodziny "nie ogłosiła jakiegoś nowego uregulowania, tylko przypomniała zdefiniowaną już prawdę".

Na pytanie dziennikarza "NDz", co z odpowiedzialnością katolików, którzy popierają w wyborach kandydata opowiadającego się za in vitro, ordynariusz łomżyński odpowiada, że "musimy mieć świadomość skutków podejmowanych decyzji". I dojaśnia: "Niestety, znam bardzo bolesne przykłady, np. kochanej babuni, która głosuje za określoną opcją, bo obiecali jej 30-złotową podwyżkę emerytury. Ona nie wie, że ta formacja będzie czyhać na jej wnuki, tzn. będzie namawiać jej córkę czy synową do zabijania dzieci".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':