W niedzielę marszałek Sejmu z szefem
MSZ Radosławem Sikorskim wzięli udział w debacie. Może ona zdecydować o tym, który z nich będzie kandydatem PO na prezydenta. Na pytanie o refundację zabiegów in vitro Komorowski odpowiedział, że powinna ona dotyczyć tych rodzin, "gdzie jest szansa, że się urodzą dzieci zdrowe i będą dobrze wychowane, wychowane na dobrych obywateli".
Zdziwionym dziennikarzom tłumaczył potem, że miał na myśli wiek, bo np. 80-letnim kobietom zabiegi nie powinny być refundowane.
Według polityków PO, z którymi rozmawialiśmy, tymi tłumaczeniami jeszcze bardziej się pogrążył. - Jeśli jakaś para przeszła całą, ciężką, stresującą drogę leczenia, to ta para powinna mieć możliwość - jeśli będą na to środki - finansowania in vitro z budżetu państwa - mówiła wczoraj posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska (PO), szefowa zespołu, który przygotował jeden z projektów ustawy o in vitro.
Konferencję prasową wczoraj zwołał klub
SLD. - Nie powinny być stosowane żadne kryteria, poza medycznymi. Niezrozumiałe, dlaczego sytuacja rodzin, które chcą mieć potomstwo, miałaby być kontrolowana przez państwo - mówiła Jolanta Szymanek-Deresz. - To przejaw silnego konserwatyzmu, który pan marszałek usiłował zasłonić, opowiadając się za metodą in vitro.
Jarosław Gowin (PO, zwolennik Sikorskiego), autor konkurencyjnego i konserwatywnego projektu ustawy o in vitro, mówił, że Komorowski nie miał do tej pory czasu, żeby głęboko wniknąć w problematykę in vitro. - Tym tłumaczę fakt, że aż trzy poważne projekty ustaw bioetycznych od miesięcy czekają w szufladzie pana marszałka - mówił w Radiu RMF.
- Trzeba pilnować, by ciąża miała szansę przebiegać w warunkach takich, aby było zapewnione zdrowie dziecka w czasie ciąży i potem - tak sam Komorowski wyjaśniał wczoraj swoją wypowiedź. Mówił, że jeżeli metoda in vitro ma być finansowana z budżetu, muszą być kryteria zdrowotne, które zwiększą szansę na urodzenie dziecka zdrowego. I że takie kryteria brane są pod uwagę w innych krajach europejskich. - Byłoby rzeczą dla mnie nie do zaakceptowania, gdyby w ogóle w sposób beztroski państwo dawało pieniądze na stosowanie metody in vitro bez względu na to, czy z tego może być zdrowe, czy niezdrowe dziecko - mówił marszałek.
Bezpośredni konkurent Komorowskiego w prawyborach stwierdził wczoraj w Brukseli, że jest przeciw eugenice i zadaje sobie pytanie, kto miałby oceniać, która rodzina jest z prawego łoża i warta powielania. - Wydaje mi się, że byłby to ryzykowny model społeczny - mówił Sikorski. Sam podczas niedzielnej debaty stwierdził, że dziś Polski nie stać na finansowanie zabiegów in vitro, a więc pary powinny płacić za nie same.
Czy wpadka z in vitro może zaszkodzić Komorowskiemu uważanemu za faworyta prawyborów w PO? - Nie sądzę. Marszałek doprecyzował, co miał na myśli, i sprawa jest zamknięta - mówi "Gazecie" szef klubu PO
Grzegorz Schetyna.
Prawybory w PO są na finiszu. Jak dowiedziała się "Gazeta", zagłosowało już około 10 tys. z ponad ponad 45 tys. członków PO. Ponad 8 tys. osób przez internet, reszta listownie (głosowanie internetowe potrwa do 25 marca). Wyniki - w sobotę.
Wczoraj 30 młodych posłów Platformy (20- i 30-latków) poparło Komorowskiego. Z kolei Sikorski powiedział, że dostał "wyrazy uznania" od komisarza UE Janusza Lewandowskiego i "życzenia powodzenia" od b. premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego.
Dla Gazety dr Katarzyna Kozioł z Przychodni Leczenia Niepłodności nOvumJestem zszokowana niedzielną wypowiedzią marszałka Komorowskiego. Nie do urzędników państwowych należy decydowanie o tym, które pary nadają się na rodziców. Wiadomo, że nikt nie przeprowadza zapłodnienia in vitro ot, tak sobie. To metoda leczenia niepłodności stosowana, gdy inne zawiodą. Jedyną osobą, która może określić wskazania i przeciwwskazania do in vitro, jest lekarz. Robimy wszystko, by dzieci urodziły się zdrowe. Wykonujemy badania przyszłym rodzicom i wtedy jesteśmy w stanie z dużym prawdopodobieństwem określić, czy dziecko urodzi się zdrowe, czy istnieje ryzyko, że odziedziczy jakąś wadę. Ale decyzja, czy wtedy stosować in vitro, należy do lekarzy i rodziców, a nie państwa! A pomysł wybierania rodzin, w których dziecko będzie dobrze wychowane, to sformułowanie kuriozalne.