Co to jest urlop ojcowski
Urlop ojcowski to nie macierzyński ani wychowawczy. Od stycznia każdy mężczyzna, który ma dziecko w wieku poniżej roku, może ze swoją pociechą spędzić tydzień. W tym czasie dostaje pensję. Jeśli urlopu nie wykorzysta - raz na zawsze go straci. Urlopu nie da się przesunąć na czas, gdy dziecko będzie starsze, przekazać go matce dziecka czy koledze z pracy. Bezpowrotnie przepada. Na razie tacierzyński jest symboliczny - teraz tydzień, od 2012 r. będą dwa tygodnie. Ale miejmy nadzieję, że za kilka lat będzie dłuższy. Zadeklarował to zresztą Klub Parlamentarny PO. Ciesząc się z przegłosowania ojcowskiego w Sejmie, politycy zapewniali: „Będziemy obserwować sytuację i dostosowywać się do potrzeb obywateli”.
Lepiej brzmi urlop ojcowski -
-Błagam, przestańcie nazywać te urlopy tacierzyńskimi! Co to jest tacierz? Mamy przymiotnik "ojcowski", brzmi o niebo lepiej - napisała do nas Anna Borzeskowska. Takich listów mieliśmy kilka. Zarzut przyjmujemy z pokorą. A wszystkich tych, dla których nazwa "urlop tacierzyński" jest niestrawna i niegramatyczna, prosimy o wybaczenie. Na swoje usprawiedliwienie dodajmy, że nazwa "tacierzyński" jest żartobliwa.
Po co są właściwie te urlopy?
Żeby ojciec spędził trochę czasu sam na sam ze swoim dzieckiem. Żeby mógł powiedzieć, że zna swoje dziecko. I spędza z nim więcej niż 5-8 minut dziennie (bo taka według badań jest polska średnia). Mężczyzna dzięki urlopowi ojcowskiemu zrozumie też jeszcze jedną rzecz - że opieka nad dzieckiem to często także ciężka harówka. Inaczej też wtedy spojrzy na swoją żonę/partnerkę i jej próby łączenia pracy z opieką nad dzieckiem. Nie bez kozery badania szwedzkiej socjolog Livii Olah wykazały, że zmniejsza on o 30 proc. ryzyko rozwodu. Rosną też szanse, że rodzice zdecydują się na drugie dziecko. Tyle że w Szwecji urlop ojcowski trwa dwa miesiące. Urlopy ojcowskie mają pomóc też walczyć ze szkodliwymi stereotypami. Takimi jak:
Tatuś do niczego się nie nadaje, prawda?
- Zanim zaszłam w ciążę, mój mąż i ja byliśmy często świadkami, kiedy nasze dzieciate znajome krytykowały swoich mężów za wszystko, co robili, nie mówiąc już o próbach zajmowania się dziećmi. Co chwilę słyszeliśmy uwagi typu: „Jak ty go trzymasz?!”, „Zaraz zrobisz mu krzywdę!”, „Tatuś do niczego się nie nadaje, prawda?” - pisze Hanka. - Kobiety muszą oddać władzę domową nad dzieckiem. Inaczej nadal normą będą niedzielni tatusiowie, którzy zza gazety będą pytać: „A do której klasy chodzi nasze dziecko?” - przekonuje Sylwia Chutnik, pisarka i szefowa fundacji MaMa. Panowie, nie bójcie się przejąć odpowiedzialności za swoje dziecko. Wiele kobiet podziwia mężczyzn, którzy to potrafią! Panie, pozwólcie swoim mężom stać się prawdziwymi ojcami.
Zajmowanie się dzieckiem przez ojca jest wbrew naturze
- Normalny ojciec zarabia na rodzinę, a matka jest w domu z maleńkim dzieckiem, choćby dlatego, że pierwsze 6-12 miesięcy jego życia karmi je piersią. Natomiast tego typu urlop jest skierowany właśnie do "taciów", którzy nie potrafią zarobić na rodzinę - pisze do nas whiskeyjack. - Niestety, od kilkudziesięciu lat mamy do czynienia z modą na ulepszanie wcale nieźle zaprojektowanego przez setki tysięcy lat życia. Ojcowie - matkami, klaps - zbrodnią, dwóch tatusiów - rodziną z dzieckiem... Dlaczego nie nazwiemy tego typu zabiegów po prostu eksperymentem na dzieciach i na nas samych? - pyta pan Sławomir. Odpowiadamy - zachwiania równowagi na planecie po zmianie przez mężczyznę pieluchy swemu dziecku nie zaobserwowano. Mężczyzna może być twardy jak skała ibyć jednocześnie kochającym ojcem, który potrafi nakarmić swego syna czy córkę, wykąpać i ubrać.
Na tacierzyński nie jest wcale tak łatwo pójść
Staszek Świetliński z Warszawy od kilku dni pluje sobie w brodę. - Wygłupiłem się i jeszcze sobie kłopotów narobiłem - powtarza. Ma 24 lata, jego narzeczona jest w szóstym miesiącu ciąży. Staszek pracuje jako sprzedawca w jednym z hipermarketów ze sprzętem RTV i AGD. Gdy na początku roku weszły w życie przepisy o urlopie ojcowskim, rzucił do kolegów z pracy: - To strasznie fajna sprawa, na pewno wezmę. Koledzy popatrzyli jakoś dziwnie. Od kilku dni słyszy: - No jak tam, Stasiek, kurs przewijania już zrobiony? Jego szef wziął go na bok i rzucił: - Mam wystarczające kłopoty z normalnymi urlopami i wypełnieniem grafiku, więc się, chłopaku, trzy razy zastanów, zanim zaczniesz ekstra głowę zawracać. Pracodawcy! Jeśli waszego pracownika przez tydzień nie będzie - świat ani firma się nie zawalą. Narodziny dziecka to dla mężczyzny niezwykle ważny okres w życiu. Zadowolony pracownik to lepszy pracownik. Poza tym - jak twierdzą doradcy personalni - młodzi rodzice często są lepiej zorganizowani niż osoby samotne. Dobra organizacja w domu przenosi się często do pracy i może się przełożyć na wydajność pracownika.
Norwegowie patrzą na naszą akcję z sympatią
- Bardzo się cieszę, że podjęli panowie temat urlopów tacierzyńskich. Szczególnie miło nam w ambasadzie, kiedy w artykułach lub wywiadach pojawia się przykład Norwegii - napisała do nas ambasada Norwegii. Z równą sympatią więc informujemy, że Norwegowie faktycznie mają się czym pochwalić. Rodzicom przysługuje 46 tygodni urlopu rodzicielskiego (płatnego w100 proc.). Mężczyzna może z tego wykorzystać 10 tygodni. I większość Norwegów tak robi! Ech, aż zazdrość bierze... Pytanie, kiedy na podobny gest zdecyduje się nasz rząd? Na razie czekamy na kampanię promującą urlopy ojcowskie! - Warto zobaczyć, czy w ramach różnych działań promocyjnych prowadzonych głównie ze środków unijnych nie można by takiej kampanii przeprowadzić - zadeklarował nam Michał Boni, minister w kancelarii premiera. - Ważne, abyśmy w działaniach na rzecz wzrostu dzietności jasno pokazywali, że zmienia się wzorzec kulturowy związany z opieką. Mężczyźni mają tu swoją rolę do odegrania. Trzymamy za słowo, panie ministrze.
Kiedy ustawy pomagające rodzicom?
We Francji przeciętna kobieta rodzi dwójkę dzieci. W Polsce 1,3-1,4 dziecka - niemal najmniej w Europie. O ile na pierwsze dziecko Polki decydują się stosunkowo łatwo, to za rzadko podejmują decyzję o drugim. Kobiety mówią: z jednym sobie poradzę, ale z dwójką? I nie chodzi o pieniądze. Nawet zamożny człowiek, który kilka miesięcy spędzi na szukaniu żłobka albo nie dostanie miejsca w przedszkolu, poważnie przemyśli, czy na pewno chce mieć kolejne dzieci. Czekamy, aż rząd skieruje do Sejmu ustawę ułatwiającą otwieranie żłobków. Co z zapowiadanymi posadami tzw. samorządowych opiekunek? Miały one pomóc rodzicom, którzy nie mogą znaleźć miejsca dla swoich dzieci w przedszkolach. Resort pracy proponuje, aby samorządy zatrudniały opiekunkę, która zajmowałaby się pięciorgiem dzieci. Płaciłby jej częściowo samorząd, a częściowo rodzice ze składek. Ta ustawa musi szybko trafić do Sejmu! I na koniec powtarzamy postulat, który zgłosiliśmy kilka miesięcy temu: niech parlament stworzy ogólnopolski program budowy żłobków (dziś chodzi do nich tylko 2 proc. dzieci - najmniej w Europie) i przedszkoli. Niech powstaną tak szybko jak „orliki”, aby rodzice mieli pewność, że dla ich dzieci znajdzie się tam miejsce.
Źródło: Gazeta Wyborcza