http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bogucki elokwentnie milczy

Piotr Machajski
2010-02-13, ostatnia aktualizacja 2010-02-13 10:53

Sprawa Papały. Gangster oskarżony o współudział w zabójstwie gen. Papały zrezygnował wczoraj z wyjaśnień. Ale podpowiada sądowi, by przesłuchać go w hipnozie

Ryszard Bogucki w drodze na rozprawę. Poprosił, by publikować jego imię, nazwisko oraz wizerunek
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Ryszard Bogucki w drodze na rozprawę. Poprosił, by publikować jego imię...
Ryszard Bogucki, jeden z dwóch oskarżonych w procesie o zabójstwo byłego szefa polskiej policji, miał mieć w piątek swój wielki dzień. W kuluarach sądu mówiło się, że jest wprawdzie zawiedziony, że sąd po odczytaniu aktu oskarżenia wyprosił z sali operatorów kamer. Jednak jeszcze w środę z zapałem opowiadał o "spisku skrajnych idiotów", w jaki został wmontowany przez prokuraturę. Wczoraj miał kontynuować wyjaśnienia.

Jednak Adam Solecki, jego nowy adwokat (z obrony Boguckiego zrezygnowała mec. Marta Smołka), oznajmił wczoraj już na wstępie rozprawy: - Obrona nie zna całości materiału dowodowego i na ten moment nie możemy zagwarantować naszemu klientowi prawidłowej obrony.

To akurat nie dziwi, bo mec. Solecki reprezentuje Boguckiego zaledwie od dwóch tygodni, a do przeczytania ma aż 60 tomów akt. Dlatego jego klient odmówił dalszego składania wyjaśnień. - Za wyraźną sugestią mojego obrońcy - podkreślał.

Według prokuratury Bogucki stał na czatach, gdy 25 czerwca 1998 r. przed blokiem na warszawskim Służewcu zastrzelony został gen. Marek Papała. Drugi oskarżony w procesie - Andrzej Z. pseudonim "Słowik", boss "Pruszkowa" - miał zlecić to zabójstwo. Kto wtedy strzelił, nie wiadomo.

Bogucki zgodził się wczoraj na odczytanie tego, co mówił podczas śledztwa. I sąd czytał. W pierwszych przesłuchaniach mówił niewiele. Podkreślał, że zarzuty to fikcja. Rozgadał się w lecie 2009 r., gdy prokuratorzy szykowali się już do sporządzenia przeciwko niemu i "Słowikowi" aktu oskarżenia. Wówczas, zgodnie z procedurą, Bogucki zapoznał się z aktami. Zrobił notatki, a następnie w trwającym w sumie kilka dni przesłuchaniu odniósł się do zarzutów.

Co powiedział? Że 25 czerwca 1998 r. nie stał na czatach (rozpoznała go tam wdowa po komendancie), ale balował ze znajomymi zapaśnikami w Łodzi. Kwestionował też drugi zarzut, czyli zlecenie zabójstwa. Prokuratura twierdzi, że podczas wyprawy do Sztumu miał do zabójstwa nakłaniać Zbigniewa G., który zlecenia nie przyjął. Bogucki twierdził, że tego dnia był kompletnie pijany. A wszystko przez zakład z właścicielem sztumskiego lokalu o to, kto wypije więcej wódki. - Wypiliśmy pięć albo sześć butelek na dwóch - mówił w śledztwie. Wczoraj powiedział: - Nie jestem wcale z tego dumny, a nawet się wstydzę.

Jak w środę starał się zrobić wrażenie swoją elokwencją. Powtarzał: "chciałbym złożyć wniosek o rozważenie możliwości", "nie potrafię, wysoki sądzie, znaleźć żadnego logicznego uzasadnienia wobec faktu", "albowiem", "w istocie", "niemniej jednak".

Gdy sędzia Paweł Dobosz poprosił oskarżyciela o ustosunkowanie się do jednego z wniosków Boguckiego, prok. Jerzy Mierzewski zakpił: - Oskarżony prosił o "rozważenie zasadności możliwości". Nie traktuję tego jako wniosek dowodowy.

Bogucki zadeklarował, że chętnie da się przesłuchać na wykrywaczu kłamstw albo w stanie głębokiej hipnozy. Zaproponował też skorzystanie z nowej metody przesłuchania za pomocą rezonansu magnetycznego. Nie wyjaśnił, na czym ma ona polegać, ale do akt przekazał kopię artykułu prasowego pod tytułem "Wzór na kłamcę".

W poniedziałek sąd odczyta zeznania najważniejszego świadka prokuratury Artura Zirajewskiego "Iwana". Bandyta z tzw. klubu płatnych zabójców w Trójmieście poszedł na współpracę z prokuraturą. Zeznał, że był świadkiem rozmów polonijnego biznesmena Edwarda Mazura "Słowika" i herszta gangu trójmiejskiego "Nikosia", które dotyczyły zabójstwa byłego szefa policji. To "Iwanowi" mieli proponować zabójstwo, ale podjął się tylko znalezienia innego "cyngla" (nie zdążył, bo został aresztowany). Strony nie będą mogły zadać "Iwanowi" żadnych pytań, bo zmarł na początku roku w areszcie. "Nikoś" został zastrzelony, a na ekstradycję Mazura nie zgodził się amerykański sąd.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':