Po czwartkowym 13-godzinnym maratonie w hazardowej komisji śledczej w piątek premier
Donald Tusk spotkał się z internautami i organizacjami pozarządowymi.
Takiego spotkania w Polsce jeszcze nie było. Dotyczyło ustawy, która wprowadzałaby rejestr stron i usług niedozwolonych. Czyli czarną listę stron internetowych, których nie można by zobaczyć, bo obowiązkowo blokowaliby je dostawcy internetu. Do rejestru - na wniosek policji czy służb celnych - miałyby być wpisane strony hazardowe, pedofilskie i witryny ułatwiające oszustwa finansowe.
Kluczowa wymiana zdań odbyła się pod koniec trzygodzinnej debaty internautów z premierem.
- Czy rejestr idzie do kosza? - zapytał Jarosław Lipszyc, prezes fundacji Nowoczesna Polska. Był on jednym z głównych przeciwników blokowania stron internetowych.
- Jak pan będzie mówił, że do kosza, to będzie mnie pan upokarzał. Bo to ja jestem odpowiedzialny za to, że te propozycje znalazły się w projekcie ustawy - ripostował Tusk.
Dodał, że nie wszystkie argumenty przedstawione wczoraj przez internautów go przekonały. - Nie gniewajcie się, ale zakładanie, że intencją tej ustawy jest cenzura, to nadużycie. A na przestępstwa w sieci nie może być większego przyzwolenia niż w realu - mówił premier.
By za chwilę zrobić krok w kierunku internautów: - Dziś lepiej niż przed kilkoma tygodniami rozumiem wasze obawy. I mam wystarczająco wiele wątpliwości, by wrócić do prac nad ustawą.
Rząd przyjął ją w styczniu. Ale gdy projekt - bez konsultacji społecznych, a nawet pytania o zdanie operatorów - ujrzał światło dzienne, w sieci zawrzało. "Cenzura, drugie Chiny" - protestowali internauci.
W serwisie Facebook prawie 7 tys. osób poparło akcję z ironicznym hasłem "Cenzura. By żyło się lepiej". Pod apelem do prezydenta o weto podpisało się 77 tys. osób. Internauci nagrali kilkanaście filmowych parodii i piosenek związanych z cenzurą. Protestowali, bo ich zdaniem projekt ograniczał wolność słowa.
Co oznacza deklaracja Tuska? Rząd chwilowo kapituluje. Z ustawy wypadną najbardziej kontrowersyjne przepisy, w tym czarny rejestr. Okrojoną wersją ustawy w najbliższych tygodniach znów zajmie się rząd. A potem Komisja Europejska.
Ale to nie całkowita kapitulacja. - Czy rejestr się utrzyma, czy nie, zdecydują konsultacje społeczne i rozmowy w grupie roboczej - zapowiedział premier. Termin spotkania z organizacjami ma ustalić minister Michał Boni.
- To duży krok naprzód. Widzę daleko idącą chęć do rozmowy i poszukiwania rozwiązań innych niż rejestr - mówi Lipszyc. - Ale na odtrąbienie sukcesu za wcześnie.
- Uzyskaliśmy dziś ważną deklarację polityczną. Nawet więcej niż oczekiwaliśmy - wtórowała Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon, stawiającej sobie za cel m.in. obronę ludzi przed inwigilacją. - Czekamy na kolejne spotkanie, na którym będziemy rozmawiali już o konkretach.