Rok temu gabinet Donalda Tuska ograniczył rujnujące budżet państwa wcześniejsze emerytury. Czekaliśmy na to dziesięć lat. Żaden z poprzednich rządów nie miał odwagi na zmiany, choć wszyscy rozumieli, że tykająca bomba demograficzna wysadzi system emerytalny.
Przywileje co roku kosztowały nas wszystkich 20 mld zł. Na jednego podatnika wypadało więc blisko 2 tys. zł.
Koalicja PO-
PSL prawa do wcześniejszych emerytur pozbawiła ponad 900 tys. osób - dziennikarzy, część kolejarzy, artystów, cyrkowców, a także 55-letnie kobiety (mogły wcześniej kończyć pracę niezależnie od zawodu).
I mamy pierwsze efekty. O ile w 2008 r. na emeryturę odeszło 350 tys. osób (z tego 300 tys. na wcześniejszą), o tyle w ubiegłym roku już tylko 243 tys. (na wcześniejszą 200 tys.). Dane te
ZUS ogłosi w przyszłym tygodniu.
ZUS wypłaca średnio 5 mln emerytur. Średnia emerytura wynosi 1600 zł
Mniejsza liczba emerytów ulży budżetowi. ZUS co roku na wypłatę emerytur wydaje bowiem ponad 120 mld zł. Zmniejszenie wypłat o 100 tys. osób oznacza tylko w tym roku 2 mld zł oszczędności dla budżetu.
- W kolejnych latach będą one jeszcze większe - twierdzi Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. - Widać, że cięcie przywilejów emerytalnych się opłaciło. Można ubolewać, że nie zrobiono tego wcześniej.
A rząd potrzebuje dziś każdej złotówki. Aby wystarczyło pieniędzy na wypłatę emerytur w tym roku, minister finansów chce dać ZUS rekordową dotację - ponad 37 mld zł. Zakład otworzył też linie kredytowe w bankach komercyjnych na 5,5 mld zł.
- Potrzebny jest kolejny krok - uważa Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. Chodzi o ujednolicenie systemu emerytalnego dla rolników, służb mundurowych, górników etc. To by dało kolejne miliardowe oszczędności.
Pod koniec stycznia minister w kancelarii premiera Michał Boni ma ogłosić plan domknięcia reformy emerytalnej. Boni chce zmian w emeryturach mundurowych. Dziś policjanci i żołnierze mogą odchodzić na emeryturę po 15 latach służby. Od 2011-12 r. nowo przyjęci do służby mają pracować pięć lat dłużej.
Mówi też o zachętach dla rolników, aby przechodzili z systemu
KRUS do powszechnego systemu podatkowego. Na początek dla tych, których dochody wynoszą ok. 50 tys. zł rocznie i mają gospodarstwa powyżej 15 ha.
Boni jest również zwolennikiem zrównania wieku emerytalnego. Dziś Polki pracują pięć lat krócej - minister chciałby wydłużyć wiek emerytalny dla obu płci do 67 lat. Stopniowe podnoszenie wieku emerytalnego rozpoczęłoby się za 8-10 lat.
Wcześniej politycy - od AWS po
SLD i PiS - tego nie robili, bo bali się spadku popularności w sondażach. Ze wszystkich badań wynika bowiem, że Polacy dłużej pracować nie chcą.
Efekt? Nasz kraj ma nadal najniższy w Europie wskaźnik zatrudnienia osób w wieku 55-64 lat. Tylko co trzecia osoba w tym wieku jest aktywna zawodowo. Dla porównania w Szwecji odsetek ten wynosi 70 proc.
Na jednego emeryta przypada dziś czterech pracujących. W 2030 r. będzie to już tylko... dwóch pracujących.
Petru jest optymistą: - Plan Boniego budzi stosunkowo niewielkie kontrowersje, a więc jest możliwy do zaakceptowania przez społeczeństwo - uważa ekonomista.
Problem też w tym, że w samym rządzie brakuje jednomyślności. Własne idee emerytalne ma minister pracy
Jolanta Fedak (PSL), która ani myśli o wydłużaniu wieku emerytalnego.
Przeczytaj o co spierają się minister pracy Jolanta Fedak i Michał Boni