Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Kraj

Jerzy Szmajdziński - kandydat SLD na prezydenta

Wojciech Szymański, Jacek Harłukowicz, Paweł Wroński
21.12.2009 , aktualizacja: 20.12.2009 20:28
A A A Drukuj
Ze starej gwardii SLD tylko on przetrwał wszystkie zawieruchy. Zwykle wycofany i grający na zapleczu, teraz wychodzi na pierwszą linię
Od soboty 57-letni Szmajdziński jest kandydatem SLD na prezydenta.

Marek Dyduch, b. sekretarz generalny SLD: - To był jedyny racjonalny wybór. Cimoszewicz może byłby lepszy, ale mocno się od SLD zdystansował i nie chce kandydować. Szmajdziński to poważny i doświadczony polityk, choć do tej pory raczej unikał ryzyka.

Załatwiłby nawet Beatlesów

Partyjne koleżanki porównują fizjonomię wicemarszałka Sejmu do Johna Kennedy'ego, w młodości z racji fryzury mówiono o nim "prawie jak Zenon Laskowik". Na konwencji na całość poszedł Leszek Miller: "Smukły jak Obama, opanowany jak Putin, czarujący jak Sarkozy, stanowczy jak Merkel".

W partii nazywają go "Szmaja" lub "misiu" z racji postury i mrukliwego tembru głosu.

Urodzony we Wrocławiu, skończył Akademię Ekonomiczną. Wspomina Jan Chaładaj, kolega z uczelni, później poseł SLD: - Był we Wrocławiu studencki klub Simplex. W latach 70. byłem tam szefem, a Jurek mi pomagał. Był świetnym organizatorem. Nie było problemu, żeby Rodowicz u nas śpiewała. Z Jurkiem to nawet Beatlesów byśmy sprowadzili.

Trampoliną do polityki był Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej - przybudówka PZPR. Zaczynał w latach 80. jako bliski współpracownik Jerzego Jaskierni, przewodniczącego ZSMP.

Jednym z pomysłów było uznanie, że młodzieżą może być tylko ktoś do 35. roku życia (w ZSMP można było "działać" i do emerytury). Od 1984 r. Szmajdziński stał się w ZSMP niekwestionowanym liderem. Kończył przewodniczenie ZSMP, mając 37 lat, ale na "usilne prośby działaczy związku".

Całe życie w aparacie

Po upadku komuny pracował w KC PZPR. - Całe życie w aparacie - mówi znajomy z SLD. W 1985 roku z tzw. listy krajowej po raz pierwszy zostaje posłem. Jako jeden z nielicznych peerelowskich posłów do Sejmu wrócił.

Od 1991 r. Szmajdziński nieprzerwanie ze świetnym wynikiem wygrywa wybory w Jeleniogórskiem. Jest tam najpopularniejszy i nic nie dzieje się bez jego wiedzy. Jedna z anegdot głosi, że gdy prezydentem Jeleniej Góry był Józef Kusiak z SLD, w jego gabinecie wisiał portret Szmajdzińskiego.

Janusz Krasoń, poseł, szef dolnośląskiego SLD: - Jak Jurek idzie ulicą, to mu się pół miasta kłania. Ludzie go kupili, ale też on poświęca im czas. Tydzień w tydzień przyjeżdża. Najchętniej pokazuje się na imprezach sportowych np. na meczach koszykarzy Turowa Zgorzelec.

Jednak jego początki w SdRP nie były łatwe. Był uznawany wraz z Leszkiem Millerem za partyjny beton. Na drugim biegunie byli Aleksander Kwaśniewski i Włodzimierz Cimoszewicz.

Gdy w połowie lat 90. w "Gazecie" pojawił się tekst, że Kwaśniewski i Szmajdziński razem byli działaczami partyjnych młodzieżówek, ówczesny prezydent oburzył się: - Ja nie miałem nic wspólnego z ZSMP, należałem do Związku Studentów Polskich, to była absolutnie inna bajka - tłumaczył.

W Sejmie jako przewodniczący sejmowej komisji obrony w latach 90. Szmajdziński okazał się człowiekiem kompromisu. Po 2001 r. w rządzie Millera i Marka Belki okazał się sprawnym ministrem obrony. Kierował działaniami wielonarodowej dywizji pod polskim dowództwem w Iraku. Z wiceministrem Januszem Zemke doprowadził do zakończenia dwóch najistotniejszych przetargów w polskiej armii: na zakup samolotu F-16 (zyskując sympatię Amerykanów) i na zakup transportera rosomak od fińskiej firmy Patria (co Amerykanom było nie w smak).

Nawet PiS go ceni

W okręgu od kilku lat lokalnymi rywalami Szmajdzińskiego są wiceprezes PiS Adam Lipiński oraz sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna. Z ostatnim koleguje się od czasów, gdy został przez niego zaproszony do rady nadzorczej koszykarskiego Śląska.

Lipiński: - SLD jako formację oceniam jednoznacznie źle, ale Szmajdziński na tle kolegów wypada przyzwoicie. Duża kultura polityczna.

Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu z PO: - Nowoczesny polityk, choć wywodzi się z peerelowskiej lewicy. Wolę dyskusje z nim niż z niektórymi politykami PiS.

Szmajdziński kilkakrotnie usiłował mediować między SLD a PO - np. w sprawie ustawy medialnej. Rok temu podczas konfliktu w SLD między Wojciechem Olejniczakiem a Grzegorzem Napieralskim zajął swoją ulubioną pozycję - z boku. Starał się wspierać Olejniczaka, ale gdy zauważył, że przewagę ma Napieralski, odpuścił.

Jednak gdy np. w listopadzie kierownictwo SLD mówiło o konieczności wyprowadzenia polskich wojsk z Afganistanu, Szmajdziński demonstracyjnie stwierdził, że z takim stanowiskiem się nie zgadza.

Czy wierzy w zwycięstwo? - Tak jak w latach 90. Włodzimierz Cimoszewicz przywrócił nadzieję polskiej lewicy, tak teraz Szmajdziński może odmienić jej losy - mówił Olejniczak.

W 1990 r. Cimoszewicz uzyskał w wyborach prezydenckich 9,21 proc. poparcia. Czyli oczekiwania nie są wielkie.

Najczęściej czytane
  • Wszystko
  • PŁATNE