Konflikt w Stronnictwie Demokratycznym trwa od połowy października, gdy rada naczelna partii zapowiedziała, że dość ma rządów Piskorskiego. "Starzy" działacze zarzucili mu niedemokratyczny styl i apodyktyczne sprawowanie władzy. Również wtedy zapowiedzieli zwołanie nadzwyczajnego kongresu na 21 listopada, by go odwołać. - Przyjechaliśmy do siedziby partii na Chmielną, ale nas nie wpuszczono - mówi Adam Zyzman, działacz SD, oponent Piskorskiego. - Dlatego obradowaliśmy w jednym z warszawskich hoteli.
Tam 75 działaczy zagłosowało za odwołaniem Pawła Piskorskiego, jeden był przeciw. Na czele SD stanął tymczasowo szef rady naczelnej Krzysztof Góralczyk.- W poniedziałek złożymy w sądzie wniosek o zmiany - dodaje Zyzman.
Po obradach kongresu zebrała się jeszcze rada naczelna, która podjęła decyzje o odwołaniu też niektórych członków zarządu SD związanych z Piskorskim.
Paweł Piskorski i jego ludzie od początku nie uznają działań "starych" działaczy, którzy twierdzą, że odzyskali partię. Piskorski zarzuca, że ich działania są niezgodne ze statutem partii i nieprawne. Wytyka, że chcą mieć SD na prywatność, a majątku bronią przed sprzedażą, bo chcą się na nim uwłaszczyć. W rozmowie z wyborcza.pl nazywa ich oligarchami: - To część starych działaczy. Część, podkreślam, bo część jest po mojej stronie. To ci, którzy przyzwyczajeni byli, że pieniądze rozdawane były między działaczy, że nikt ich nie rusza z ich budynków. I że nie jest to prawdziwa partia polityczna, tylko takie kółko wzajemnej adoracji - mówił nam w październiku.
"Piskorczycy" nie uznają sobotniej decyzji. O nadzwyczajnym kongresie mówią, że było to spotkanie prywatne. - Wiemy, że działamy zgodnie z literą prawa, a Paweł Piskorski nadal jest szefem SD, za którym stoi kilka tysięcy działaczy w całym kraju - powiedział PAP Marcin Kalek z SD.
Spór może rozstrzygnąć sąd, w którym swoje wnioski złożyli już Piskorczycy (o wpisanie nowych członków władz, których wybrali na konkurencyjnym kongresie kilka tygodni wcześniej) oraz dopiero złożą "starzy" działacze (o wykreślenie z władz "piskorczyków").
Źródło: Gazeta Wyborcza